W 1990 roku, w związku z tzw. przemianą ustrojową, zapoczątkowano reformę samorządową w Polsce. Była to zmiana idąca w dobrym kierunku, jednak z biegiem lat zabrakło pójścia za ciosem. Zabrakło dalszych zmian usprawniających funkcjonowanie samorządu lokalnego, działań zmierzających do kreacji społeczeństwa obywatelskiego, a także stworzenia mechanizmów zabezpieczających przed przenoszeniem na grunt lokalny patologii znanych ze szczytów władzy.
Mało tego, w ostatnim czasie mówi się o tym, że prezydent szykuje ustawę, która to społeczeństwo obywatelskie zgnieść ma w zarodku. Niejako w odpowiedzi na kolejne przegrywane przez PO referenda lokalne, głowa państwa zamierza wprowadzić przepisy znacznie utrudniające przeprowadzenie skutecznego referendum o odwołanie lokalnych władz, w postaci m.in. zapisu, iż aby głosowanie było ważne ma w nim wziąć udział co najmniej taka sama liczba wyborców, jaka wyłoniła dany organ władzy. Obecnie wymagana jest frekwencja na poziomie 3/5 z wyborów, co i tak jest mechanizmem znacznie ograniczającym demokrację. Po prostu ci, którzy chcą zachować swoje posady wzywają swoich zwolenników do bojkotu głosowania…
Współodpowiedzialność
Aby samorząd właściwie spełniał swoje funkcje mieszkańcy powinni mieć większe możliwości współdecydowania o funkcjonowaniu i rozwoju swoich „Małych Ojczyzn”, a istnienie społeczeństwa obywatelskiego nie może być tylko pustym sloganem. Polacy muszą w końcu poczuć się współodpowiedzialni za miejsce swojego zamieszkania, zaś państwo nie powinno ograniczać nam możliwości podejmowania kluczowych dla rozwoju gminy decyzji i działań. Samorząd lokalny musi otrzymać znacznie większe uprawnienia, oczywiście na rozsądnych zasadach.
Dziś wygląda to tak, że państwo zleca samorządowcom kolejne zadania, które wcześniej samo wykonywało, nie przekazując na ich realizacje żadnych środków, bądź przekazując środki dalece niewystarczające. To gminy powinny móc decydować, przynajmniej częściowo co jest dla nich dobre, a co złe, jakie zadania wykonywać, a jakie nie.
Zadania bez środków
Niestety wraz z biegiem przemian zabrakło kolejnych kroków naprzód i od kilku lat, jeśli chodzi o samorządy lokalne obserwujemy swego rodzaju stagnację, której kwintesencją są problemy finansowe samorządów. Wynikają one właśnie z tego, iż samorządy poza wykonywaniem zadań własnych, realizują te, zlecone przez administrację rządową (np. wydawanie dowodów osobistych).
Tych ostatnich z roku na rok przybywa, jednak samorządy nie otrzymują dodatkowych środków z budżetu państwa na ich realizację. Prowadzi to do sytuacji, w których lokalne władze szukają oszczędności kosztem mieszkańców np. poprzez likwidację szkół czy przedszkoli. Ponadto gminy nakładają na swych mieszkańców przeróżne nowe opłaty, takie jak, opłata od deszczu. Problemy ze skonstruowaniem budżetu odbijają się również na liczbie miejskich czy powiatowych inwestycji czy słabszej ofercie kulturalnej oferowanej przez samorządy lokalne.
Samorządy zadłużają się również realizując inwestycje ze środków unijnych. W tym przypadku potrzebny jest wkład własny i właśnie na ten cel władze lokalne zaciągają kolejne kredyty, których później nie mają z czego spłacać. Jest to poważny problem, gdyż zadłużenie polskich samorządów osiąga coraz większe rozmiary.
Przewaga burmistrzów
Problemem jest także pewna niekonsekwencja w wyłanianiu lokalnych władz. W województwach i powiatach to sejmik i rada dokonują wyboru organów wykonawczych, którymi są zarządy na czele z marszałkiem w przypadku województwa i starostą, jeśli chodzi o powiat. Natomiast w gminach wójtowie, burmistrzowie i prezydenci wybierani są w wyborach powszechnych i bezpośrednich.
Włodarze gmin posiadają więc pewną przewagę nad radami gmin, mając jednocześnie silną względem nich pozycję, co prowadzić może do wielu patologicznych sytuacji. W przypadku, gdy wójtowie, burmistrzowie czy prezydenci mają większość w radzie, przedstawiciele rządzącego ugrupowania służą jedynie za „maszynki do głosowania”, bezkrytycznie przegłosowując wszelkie koncepcje włodarza gminy.
Lokalne układy
Wobec tego, że w samorządzie nie wprowadzono ograniczonej liczby kadencji dla rządzących gminami może prowadzić to do powstawania lokalnych oligarchii, gdzie osoby związane z jedną siłą polityczną obejmują wszelkie stanowiska podległe władzom gminy. Prowadzi to, także do szerzenia się zjawisk nepotyzmu czy korupcji.
Mający bardzo silną pozycję w gminie wójt, burmistrz, prezydent nagina przepisy dotyczące przetargów czy konkursów na zatrudnienie w jednostkach podległych gminie. Problem ten wzrasta zwłaszcza, gdy w niektórych przypadkach urzędy gminne są jednocześnie największymi pracodawcami. Rodzi to poczucie bezkarności „szefa”, na którego podwładni głosują, bojąc się efektu nowej miotły w urzędzie, która może sprzątnąć ich z ciepłej posadki.
Potrzeba reform
Receptą na zmianę negatywnych zjawisk w działaniu samorządów gminnych mogłaby być zmiana przepisów o bezpośrednim wyborze wójtów, burmistrzów i prezydentów oraz wprowadzenie ich dwukadencyjności. Spowodowałoby to większą możliwość kontroli poczynań władzy przez rady gminne, a także zmniejszyło koszty wyboru i ewentualnego przedterminowego odwołania ze swych stanowisk wójtów, burmistrzów i prezydentów. Jeśli chodzi o problemy finansowania działań samorządów należałoby pomyśleć nad całościową reformą przepisów dotyczących samorządów, idącą w kierunku dalszej decentralizacji, nie wracającą zaś do najgorszych wzorców z okresu PRL-u.
Paweł Sasiela


Komentarze
Pokaż komentarze