Mer Lwowa kontra Sikorski. Polska totalnie pominięta w podpisanych umowach

Redakcja Redakcja Ukraina Obserwuj temat Obserwuj notkę 61
Między szefem polskiego MSZ Radosławem Sikorskim a merem Lwowa Andrijem Sadowym doszło ostatnio do spięcia dyplomatycznego w mediach społecznościowych. Punktem zapalnym stała się sprawa spółki Control Process, która twierdzi, że od lat nie może odzyskać pieniędzy za niemal ukończoną inwestycję wartą blisko 40 mln euro. Wymiana wpisów rozpoczęła się po informacji o podpisaniu przez Lwów nowych umów z zagranicznymi partnerami – bez udziału polskich przedsiębiorstw. Sadowy zorganizował odrębną konferencję ds. odbudowy obok oficjalnej z udziałem przywódców państw w Gdańsku.

Z artykułu dowiesz się: 

  • Radosław Sikorski skrytykował brak polskich firm w nowych projektach inwestycyjnych we Lwowie
  • Mer Lwowa Andrij Sadowy odrzuca zarzuty dotyczące zaległości wobec polskiej spółki Control Process
  • Spór dotyczy budowy zakładu przetwarzania odpadów wartego blisko 40 mln euro
  • Polska firma twierdzi, że wygrała postępowania arbitrażowe, natomiast władze Lwowa kwestionują tę interpretację i utrzymują, że wykonawca nie wywiązał się z kontraktu

Sikorski o polskich firmach we Lwowie. "Może to i lepiej"

Podczas Lwowskiego Dnia Odporności w Gdańsku miasto podpisało sześć porozumień z partnerami z Litwy, Szwecji, Czech, Niemiec i Francji. Projekty dotyczą infrastruktury, ochrony zdrowia, edukacji i inwestycji, a ich łączna wartość przekracza 2,5 mln euro. Na liście nie ma jednak polskich firm. Warszawa została totalnie pominięta przez władze Lwowa. Brak polskich przedsiębiorstw wśród partnerów skomentował ironicznie minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.

– Może to i lepiej, bo polska firma, która zbudowała we Lwowie spalarnię śmieci, długo nie może doczekać się zapłaty – napisał w serwisie X.

Jak wyjaśnił później rzecznik MSZ Maciej Wewiór, wydarzenie organizowane przez władze Lwowa nie było częścią Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy (URC26), lecz odrębną inicjatywą. Była to odpowiedź na zarzuty polityków PiS i Konfederacji, którzy krytykowali polski rząd za dopuszczenie do wydarzenia dyplomaty, który gloryfikuje UPA. Padały wprost oskarżenia pod adresem Sadowego o to, że jest banderowcem. 

 


Mer Lwowa odpowiada Sikorskiemu

Na wpis ministra szybko zareagował mer Lwowa Andrij Sadowy. Zaprzeczył, aby miasto zalegało z płatnościami wobec polskiego wykonawcy. – Już jutro jestem gotów odebrać od Pana lub Pańskich przedstawicieli dokumenty potwierdzające rzekomy brak płatności dla byłego polskiego wykonawcy – niezapłacone faktury, wyroki sądowe lub cokolwiek – napisał.  

Sadowy przekonywał, że Control Process otrzymała od miasta ponad 30 mln euro, ale nie wywiązała się z kontraktu. – Proszę zapytać o opinię polskie samorządy w Jarocinie, Kole, Starachowicach, Łowiczu. Rozumiem, że broni Pan polskiego interesu i szanuję to. Ale tutaj nie chodzi o relacje polsko-ukraińskie. Chodzi o jakość wykonania, dotrzymanie terminów i odpowiedzialność za publiczne pieniądze Lwowa. Dla mnie pochodzenie wykonawcy w tym przypadku nie ma żadnego znaczenia. Liczy się tylko jedno – żeby dobrze wykonał swoją pracę – stwierdził.

Mer wskazywał również, że podobne zastrzeżenia wobec spółki miały mieć także niektóre polskie samorządy.

Sikorski polemizował z Sadowym

Szef polskiej dyplomacji nie zgodził się z argumentacją władz Lwowa. W odpowiedzi przypomniał o postępowaniach arbitrażowych. – Panie Prezydencie, sądy arbitrażowe są po to, aby polubownie rozwiązywać spory. Sugeruję uznanie wyroku. Najlepszą formą promocji biznesu w swoim kraju jest rzetelne traktowanie tych, którzy już robią tam biznesy – napisał Sikorski.

Sadowy ponownie odrzucił te zarzuty, twierdząc, że nie istnieje żaden wyrok arbitrażowy, o którym wspomina minister. – Znam Pana od lat jako człowieka kompetentnego i trudno mi uwierzyć, że świadomie powiela Pan nieprawdziwe informacje – odpowiedział.

Do dyskusji włączył się również rzecznik MSZ. Maciej Wewiór oświadczył, że ministerstwo potępia działania władz Lwowa wobec polskiej spółki i uznaje ignorowanie ustaleń międzynarodowego arbitrażu za niedopuszczalne. Mer miasta ponownie wezwał stronę polską do przedstawienia dokumentów potwierdzających takie rozstrzygnięcia. 


O co chodzi w sporze z Control Process?

W dyskusji jest mowa o budowie zakładu przetwarzania odpadów we Lwowie realizowanej przez polską spółkę Control Process. Według przedsiębiorstwa inwestycja była ukończona w około 95 proc., gdy ukraińska strona niespodziewanie zablokowała dostęp do placu budowy.

Firma twierdzi, że miasto zalega z płatnościami w wysokości około 10 mln euro, a łączna wartość roszczeń jest znacznie wyższa. Wskazuje również, że w międzynarodowym arbitrażu zapadły rozstrzygnięcia korzystne dla wykonawcy, uznające, iż Lwów naruszył warunki kontraktu, jednostronnie rozwiązując umowę i odmawiając wypłaty należności. Zdaniem spółki decyzje te nie zostały wykonane.

Z kolei władze Lwowa utrzymują, że inwestycja nie została ukończona zgodnie z umową, a odpowiedzialność za opóźnienia ponosi wykonawca. 


Nowe inwestycje we Lwowie bez udziału polskich firm

Mimo trwającego sporu Lwów rozwija współpracę z zagranicznymi partnerami. Podpisane w Gdańsku porozumienia przewidują m.in. ponad milion euro wsparcia z Litwy dla Szpitala Dziecięcego św. Mikołaja i programu UNBROKEN University, modernizację systemu ciepłowniczego ze szwedzkim funduszem Swedfund, dostawę pomp ciepła przez czeską firmę AS&HC oraz utworzenie niemieckiego biura inwestycyjnego we Lwowie.

Kolejne umowy obejmują współpracę z Czesko-Ukraińską Izbą Przemysłowo-Handlową oraz francuską spółką TAP Holding, która planuje otwarcie biura we Lwowie.  

Fot. Radosław Sikorski, szef MSZ/East News 

Red. 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj61 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (61)

Inne tematy w dziale Polityka