Idąc tropem wspomnień czyli refleksje po wpisach Renaty i Sosenki.
Pierwszy raz w Krakowie? Nie pamiętam kiedy byłem tam pierwszy raz. Choć pierwsza myśl jaka mi przychodzi do głowy to ta o impresjonizmie. To było jeszcze w szkole podstawowej kiedy Mama wraz z Ciocią zabrały mnie na wystawę do Muzeum Narodowego na polskich impresjonistów. Pamiętam podróż pociągiem relacji Zamość - Wrocław (moja chyba ulubiona linia kolejowa), którą w szkole średniej przemierzałem dosyć często.
Pamiętam że było ciepło już na dworzu ( w Krakowie na polu :) i że stałem w długiej kolejce ponad dwie godziny. Ale opłaciło się. W środku istna uczta żeby nie powiedzieć orgia malarska, szczególnie przy słynnym obrazie Podkowińskiego :) i nie tylko.
Pamiętam też jak pierwszy raz przeszedłem się ulicą Floriańską i zaglądałem w prawie każdy zaułek. A czas dłużył się w nieskończoność, zupełnie jak w Lublinie. Pierwsza podróż pociągnęła za sobą następne, do Rodziny, która studiowała wtedy a teraz tam osiadła, do znajomych, do magicznego realizmu :)
Po latach wiem, że ten magiczny realizm skończył się albo inaczej - został spięty klamrą prawie samych wspaniałych wydarzeń. Dziś Kraków już jest inny. I na pewno przeze mnie jeszcze do końca nie odkryty.
I może lepiej niech taki pozostanie.
cdn...
ps zapraszam jeszcze do 13 do głosowania w sondzie obok




Komentarze
Pokaż komentarze (10)