Był ktoś z Was na mszy rockowej? Na mszy, podczas której wykonywane są pieśni takie "Jezus jest Panem", "Psalm 13" 2TM23, "Ojcze nasz" Pneumy albo "On jest tu" Armii - w prawie autentycznym brzmieniu? Czy wyobrażacie sobie młodego księdza, który w ornacie z XVIII wieku odprawia mszę i głosi kazanie z zabytkowej ambony w jednym z sanktuariów w Polsce? Ja do tej pory to wszystko sobie wyobrażam i przypominam. Dlaczego akurat teraz przyszło mi to do głowy? Ano przeczytałem wpis Franka o Stacji XI Drogi krzyżowej. Zmroziło mnie na chwilę.
Podczas jednej z takich mszy rockowych dla tak zwanej "trudnej młodzieży" ksiądz po kazaniu zaproponował, by jeśli ktoś chce ofiarować jakiś grzech Jezusowi, żeby podszedł do krzyża, który leżał po środku sanktuarium i przybił go do krzyża. Konsternacja. Ale po chwili zaczęły podchodzić osoby i rozległ się nagle w cichym, pięknym, modrzewiowym kościele, stukot. Najpierw jeden gwóźdź, potem druga osoba i dalej dalej... Powaga czy teatralność tej sceny ( bo Msza święta ma wiele pierwiastków przedstawienia, teatru, misterium) była jak z filmu, który trzyma w wielkim napięciu. To było coś realnego, co poruszało struny duszy tak jakby otwierała się i pokazywała swe tajemnice tylko na ten jeden jedyny dźwięk. Gwoździe, które uderzane wydawały dźwięk a jednocześnie coś pękało w drzewie i w duszy i głębiej dotykało tego co rodzi ból a potem zrozumienie...




Komentarze
Pokaż komentarze (3)