135 obserwujących
166 notek
1276k odsłon
  11945   0

Za co lubią nas Chińczycy czyli Batory pod Pskowem.

Za co lubią nas Chińczycy?  Odpowiedź na to pytanie możemy odnaleźć oczywiście w National Museum of China, w którym w galeriach S2 i S3 znajduje się wystawa pod nazwą „Treasures from Chopin’s Country: Polish art from the 15th-20th century”. (Skarby z Kraju Chopina. Sztuka Polska w okresie od XV w do XX w.).

Jak zawiadamia nas strona Muzeum, wystawa została otwarta 7 lutego br i będzie zamknięta 10 maja 2015 r.

National Museum of China to największy tego typu obiekt w Azji a może i na świecie. Posiada stałe wystawy obejmujące historię Chin i prezentuje wystawy czasowe, często dotyczących sztuki krajów europejskich.

O znaczeniu sztuki w nawiązywaniu kontaktów między państwami i narodami niech zaświadczy fakt, iż w „annałach muzeum” znajdują się informacje, iż pani kanclerz Merkel bywa tam regularnie, niekoniecznie z powodu wystawiania jakiejś „sztuki niemieckiej”. A nawet jada śniadania na tarasie muzeum z ważnymi postaciami życia politycznego Chin.
Francuzi i Włosi płacą żywą gotówką za udostępnienie kawałka powierzchni na prezentowanie malarstwa, rzeźby i co tam mają.
 

A III RP „sprężyła się błyskawicznie” po 25 latach „wolności” i wysłała około 350 różnych obiektów muzealnych, głównie z Muzeum Narodowego w Warszawie na udostępnione 1800 metrów powierzchni i ale „pieniędzy zabrakło” i  Chińczycy muszą płacić 20 RMB za wejście na polską wystawę, gdy tymczasem do tzw. zbiorów chińskich czyli na wystawy stałe – jest wstęp wolny. Nie mówiąc o tym, że tacy Włosi czy Francuzi – płacą Chińczykom za przestrzeń wystawową aby zaprezentować swoją sztukę. Ostatnio była to np. rzeźba Rodina.

A ja pamiętam, jak to jedna ministera wyjęła z szuflady kilka milionów PLN i „dołożyła za bilety” na występ niejakiej piosenkarki Madonny na Stadionie Narodowym w Warszawie.

Oczywiście media polskie też nie mają dostatecznych budżetów aby polecieć do Pekinu i sprawdzić, jaki jest odbiór tej największej w historii Polski – wystawy polskiej sztuki na świecie.

Na szczęście prestiżowy (i bardzo drogi) Hotel Kempinsky w Pekinie „sam z siebie” poleca wystawę „Treasures from the Chopin’s Country” jako jedno z kilku wartych odwiedzenia miejsc przez niebiednych gości hotelu – z Chin i z całego świata.

Po otwarciu wystawy pojawiły się zaledwie  niewielkie artykuły w Rzeczpospolitej, w Gazwybie  i w Newsweeku oraz  na różnych portalach. Poza tym w Internecie  są niemal wyłącznie wywiady z kuratorką wystawy panią profesor Poprzęcką.

Kiedy więc 7 lutego wystawa była otwierana – polskie media osiągały szczyt histerii w związku „z Oscarem dla Idy”  i zupełnie pominęły otwarcie pierwszej historycznie wystawy sztuki polskiej w najpotężniejszym państwie Azji a może i świata. Bo niby co tam było: Matejko i Wyspiański?  „Nuda i żenada, nie”. Więc stosownie do tego stanu ducha „polskich mediów” „materiał informacyjny” z wystawy jeśli już był, to był „skrojony tak”, żeby nam się w głowach nie poprzewracało. Bo niby „co się takiego stało”.

Więcej entuzjazmu wykazywała pani kurator wystawy profesor Poprzęcka, ale miała chyba powody, bo „nic nie spadło na głowy zwiedzających” i „nikt nie wchodził na krzesła i fotele” w chwili inauguracji.

Ta wystawa nie jest jednak „taka jak zawsze”, co zawdzięczamy głównie Chińczykom.

To znaczy nie musimy się wstydzić za jakieś badziewie sponsorowane „przez budżety państwowe” a będące „nieustającym hymnem politycznej poprawności i pedagogiki wstydu”.

 Ale najpierw parę słów o „misji informacyjnej polskiej prasy”. Przypomniała mi o tym @Kossobor w komentarzu u Coryllusa, jak to obecnie „przeżywamy festiwal Kantora”.

No więc w Gazwybie niejaki Stach Szabłowski postanowił nam „osobiście streścić wystawę” ( Batory pod Pekinem – polską sztukę zobaczą w stolicy Chin zobaczą 2 miliony ludzi” z 4 marca 2015) zaczynając :”… Od średniowiecza po Wróblewskiego, Kantora i Dwurnika..”. I dalej „siecze wystawę” w takich oto słowach:”… Wystawa pokazuje sztukę, ale chce opowiadać o historii. Jej tytuł - "Skarby z kraju Chopina" - brzmi jak ze szkolnego wypracowania. I rzeczywiście, kiedy oglądam "Skarby...", czuję się, jakbym znów był w szkole. Kolejno: bitwa pod Grunwaldem, Rzeczpospolita od morza do morza, Sarmaci, upadek, Polonia w kajdanach, romantyzm, niepodległość, komuna, wolność. Polska szkoła plakatu. Znam tę lekcję, wytatuowano mi ją w mózgu jak każdemu Polakowi, w Pekinie przerabiam ją jednak z nową uwagą. Co z tej "Polski dla początkujących" zrozumieją Chińczycy? I po co w ogóle urządzać im korepetycje z polskości?..”.

Stach się pyta a ja przypuszczam , że już tam Chińczycy wiedzą „po co im korepetycje z polskości”.

No więc Stach z gazwybu  jest tak jakby zniesmaczony tymi „korepetycjami na Placu Tienanmen”.   Nie rozumie, po co ten cały hałas na środku Pekinu w największym obiekcie muzealnym świata

Lubię to! Skomentuj188 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale