Blog
Takie sobie notatki
pink panther
pink panther Jeden z miliardów czyli nikt w
119 obserwujących 147 notek 1140930 odsłon
pink panther, 2 marca 2016 r.

Zawieyski, Feintuch, Jerome : „zawodowy katolik”, Komintern i Prymas Wyszyński

Patrzę na książkę Joanny Siedleckiej „Biografie odtajnione. Z archiwów literackich bezpieki” i  przypominam sobie, że skoro coś jest do kupienia w sieci EMPiK, to musi mieć haczyk.

Książka jest oczywiście bardzo atrakcyjna, wypełniona mnóstwem pikantnych szczegółów z życia „wewnętrznego kręgu” literatów komunistycznych. I w tym „wewnętrznym kręgu” jedni donosili na drugich, dzięki czemu rosły im nakłady i dochody a czasem też załapywali się na posady krajowe lub etaty w ambasadach.  I podobno jedni byli „dobrzy” a inni „źli” a niektórzy „źli ale tragiczni” . Na przykład poeta Broniewski czy dramaturg Zawieyski, który chyba jednak nawet „był dobry”.

Oczywiście w dzień po pierwszych po wojnie uroczystych obchodach Dnia Żołnierzy Niezłomnych cały ten wysiłek uczłowieczenia dzikiej bandy, co to „umiała  czytać i pisać” wydaje się groteskowy, ale nie jest on bezcelowy.
Bo słusznie zwrócił uwagę  Coryllus na „granat rzucony  do szamba” na stronie 220 w rozdziale „Scheda po Jerzusiu”. Prezentując „dokonania”  TW „Krzysztofa” czyli niejakiego Bogusława Wita-Wyrostkiewicza, sekretarza i kochanka dramaturga Jerzego Zawieyskiego pani Joanna Siedlecka pisze co następuje: „…Dostarczał haków straszliwych, wyrządził wiele zła. O jednym z księży, którego po jego donosach SB próbowała bezskutecznie  werbować, informował na przykład , że udzielał nielegalnych i potajemnych ślubów homoseksualnych pod przykrywką hetero. Sypał nazwiskami i funkcjami panów młodych oraz, jak pisał , ich „parawanów”, to znaczy podstawionych pań…”. Wiadomość byłaby porażająca, gdyby nie fakt, iż „w tamtych czasach” śluby kościelne  nie były uznawane przez państwo, zatem nie mogły być „nielegalne”. Śluby kościelne były jedynie „dodatkiem” do „ślubów cywilnych” i interesowały komunistów w takim sensie, że były zabronione dla członków PZPR, funkcjonariuszy służb i oficerów WP. 

Czemu miałyby służyć  „śluby kościelne” udzielone dwom facetom  – poza jawnym bluźnierstwem i zaciągnięciem na siebie ekskomuniki,  jako „absolwent lekcji religii w PRL” zupełnie nie rozumiem. W świetle prawa kanonicznego takie „ceremonie” z definicji byłyby nieważne, „z paniami” czy „bez pań”. No i jeszcze pozostaje drobna kwestia – wpisania do księgi parafialnej. Bez wpisu – nie ma ślubu.

A biorąc pod uwagę, jak wielka była wewnętrzna inwigilacja w Kościele z uwagi na liczne „powołania do seminarium duchownego” wśród młodych oficerów SB, to historie o księżach  mogących „udzielać ślubów homoseksualistom w Tyńcu” w epoce Prymasa Wyszyńskiego można ( z całym szacunkiem) włożyć raczej  między bajki. 

Natomiast porażający jest rozdział „Przyjdź z wierszami” (str.173-211), poświęcony samemu Zawieyskiemu  i jego  rzekomej przyjaźni  z Prymasem Wyszyńskim.Zawieyski miał być obiektem zainteresowania MBP od roku 1948 „ze względu na związki z Prymasem”. Dość ciekawy „przyjaciel Prymasa”, biorąc pod uwagę fakt, iż ur. w 1902 r. miał się ochrzcić w roku 1939 (wcześniej oficjalnie ateista) a jego „czynny homoseksualizm” i stały kochanek z kręgów jakichś ludowych teatrów  był powszechnie znany jeszcze przed wojną.    Nie licząc parady młodych chłopców , którzy prostytuowali się z nim „na poezję” lub banalnie – za pieniądze”. Opisy bajecznej rozpusty Zawieyskiego, „całkiem świeżego katolika” po wojnie, oparte na teczkach z wieloletniej inwigilacji Zawieyskiego w ramach operacji „Oaza” są porażające.  Wspomnienia  Marii Dąbrowskiej czy wdowy pod Jędrzeju Cierniaku, jego „patronie” z epoki teatrów ludowych wskazują, że wiedza na temat jego stylu życia była powszechna.
 Czyli „Prymas też mógł a nawet musiał wiedzieć”. A poza tym dopuszczał do siebie bardzo wąską grupę osób. A jednak z książki pani Joanny Siedleckiej sączy się dyskretna sugestia, że kardynał Wyszyński, Kapelan AK, ukrywający się w czasie okupacji, człowiek bezkompromisowy i żarliwy kapłan,   miał uczynić tego bajecznego rozpustnika łasego na komunistyczne przywileje, człowieka o nieznanym pochodzeniu i niejasnym życiorysie, swoim „doradcą” a nawet „ przyjacielem”.

To dość drastyczne  oskarżenie Prymasa Wyszyńskiego i prześladowanego w czasach PRL Kościoła Rzymsko-Katolickiego. O co? O podwójne standardy moralne? O brak umiejętności rozeznania spraw?  
W liczącej 680 stron  książce Ewy K. Czaczkowskiej pt. „Kardynał Wyszyński” wydanej w 2009 r. w wydawnictwie Świat Książki jest 29  wzmianek o Jerzym Zawieyskim „w życiu Prymasa i Kościoła” .  Nie pozostawiają one wątpliwości, że Prymas Wyszyński Jerzego Zawieyskiego co najwyżej tolerował , rzadko korzystał z jego „protekcji” w załatwianiu np. paszportów a najczęściej miał z nim i jego kumplami z koła poselskiego „Znak”, podobnie jak ze środowiskiem Tygodnika Powszechnego – przysłowiowy „krzyż Pański”. 
Pomijając, iż Zawieyski „kłapał dziobem” na prawo i lewo, nawet przy znanym podsłuchu telefonicznym, to „linia polityczna i teologiczna” świeżo nawróconego „członka Rady Państwa PRL” i „przewodniczącego Klubów Inteligencji Katolickiej” często wchodziły „na kurs kolizyjny” z „linią Prymasa”.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ciekawski, prowincjonalny wielbiciel starych kryminałów.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @murgrabia czorsztyński Gorzka nauka a starożytna:))) I klasyka. Teraz w szkołach nie uczą...
  • @wiesława To ciekawe kryteria przyjmowania na studia doktoranckie KUL się ujawniają....
  • @murgrabia czorsztyński Stiopa Lichodiejew - tego nic nie przebije:)))) Jedna z moich...

Tematy w dziale