Dla jasności. Piszę z pozycji laika, inzyniera, który własnego biznesu nigdy nie miał a całe życie w zasadzie czuł się humanistą;)
Kilka miesięcy temu socjaliści i czerwoni spod znaku krytyki politycznej i ci czarni tu na salonie nadzwyczaj nadreprezentowani znaleźli wspólny język i z nieukrywana satysfakcja ogłosili koniec kapitalizmu. Bo kryzys. Z tego co rozumiem kryzys w kapiotalizmie jako systemie wytworzonym ewolucyjnie jest elementem tak naturalnym jak kataklizmy w przyrodzie. A oprócz niewątpliwych wad ma również pewne właściwości oczyszczjące dzięki którym racjonalizują się postawy uczestniczących w jego grze graczy. Ostatnio gospodarka światowa usiłowała kryzysów za wszelką cenę unikać, wymysliła sobie w tym celu zestaw narzędzi, który dał jej złudzenie zwycięstwa nad tendencją do cykliczności kryzysów. I ta forma kapitalizmu bez wątpienia poniosła porażkę. Dziś trwa dyskusja nad nowymi formami względnie powrotem do starych.
Jednak po pierwszym ataku paniki nikt już nie cytuje Marksa, nikt mi tu już nie opowiada o zbiorowej mądrości klasy robotniczej, nikt nie głosi końca świata takiego jaki znamy. Wprawdzie istnieją jescze recepty tych mniej przyznających się do swojej natury socjalistów o tym, że trzeba drukowac pieniądze a wszyscy będziemy bogaci ale mam wrażenie że choć niektórym z nich nawet udało się je zrealizować to jednak stracili wiarę w ich skuteczność na dłuższą metę.
Dlatego dzis ja z nieukrywaną satysfakcja zapytam:) No i gdzie ten koniec kapitalizmu?:)

Inne tematy w dziale Polityka