Dzisiejszy "Dziennik" porusza bliską memu sercu sprawę Białorusi.
Sprawa jest mi bliska z wielu powodów. Pochodzę z okolic Białegostoku, właściwie nawet ze strefy nadgranicznej, mam przyjaciół Białorusinów, przyjaciół Polaków pochodzenia białoruskiego, byłem jednym z kilkunastu pierwszych wystających z transparentami pod ambasadą Białorusi oraz jestem członkiem założycielem Związku na Rzecz Demokracji na Białorusi.
Oczywiście znam argumenty tych którzy powtarzają, że Białoruś i Białorusinów należy zostawić w spokoju. Podobnie Kubę, Tybet, i parę innych zamordystycznych dyktatur. Dziwne i niewdzięczne to poglądy członków Narodu było nie było wspieranego w czarnych czasach komuny przez wiele zachodnich środowisk i organizacji. W czasach w których w co wierzę (oczywiście nie mogę tego wiedzieć) gdyby odbyły się wolne wybory zapewne wygrałby je Gierek.
Łukaszenka jest wrogiem właściwości swojego Narodu. Symbole narodowe sa na Białorusi zakazane. Język białoruski i białoruska historia są rugowane ze szkół. W latach dziewięćdziesiątych baćka chciał uczynić ze swojego kraju kolejną rosyjską republikę ponieważ wierzył nie bezpodstawnie w szansę objęcia władzy nad wspólnym państwem. Z chwilą kiedy władzę w Rosji objął Putin marzenia prysły a baćka stał się paradoksalnie cynicznym obrońcą tego co zostało po gospodarczym uzależnieniu od Rosji. Stał się koniunkturalnym obrońcą resztek niepodległości.
Łukaszence długo udawało się utrzymywać dzięki wspieraniu niskimi cenami surowców przez Rosję gospodarcze status quo swojego kraju co jego mieszkańcom na tle zniszczonych i pozostających w chaosie gospodarek innych republik postsowieckich wydawało się skarbem co reżim konserwowało. Jednak łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Rosji zamarzyło się przejęcie najważniejszych białoruskich firm oraz wymiana nieobliczalnego z jej punktu widzenia tyrana. Ceny surowców wzrosły kilkakrotnie. Gospodarka białoruska a wraz z nią reżim są coraz bardziej zagrożone.
Białoruska opozycja od jakiegoś czasu realistycznie przyznaje że nie ma wystarczającego potencjału by dokonać zmian. W związku z czym Unia Europejska ma zamiar zaproponować reżimowi próbę demokratyzacji w zamian za poluzowanie sankcji i zbliżenie. Białoruska opozycja również wysyła sygnały o możliwości podjęcia rozmów z dyktatorem. Być może jest to proces którego Polska powinna stać się ważnym udziałowcem. Jesteśmy rodzajem Piemontu dla białoruskiej opozycji. Czas na następny ruch. Być może doprowadzi do zmian podobnych naszym z 1989 roku.
Mam tylko gorzkie ostrzeżenie dla białoruskich polityków opozycyjnych . Rewolucja zjada swoje dzieci. Po Waszym sukcesie odwaga stanieje. Za waszymi plecami niezależnie od tego czy Wam się uda czy nie wyrosną Kaczyńscy i Macierewicze którzy oskarżą Was o zdradę i będą twierdzić że trzeba to było zrobić inaczej. Najlepiej podnieść równie krwawe co nieskuteczne powstanie lub dumnie i moralnie zatracić się w upadku.
p.s.
Gadanie o potrzebie pomocy czy jej braku i szukanie agentow czy to z Moskwy, czy to z Brukseli jest moim zdaniem bezsensowne. Historia pamieta tych, ktorzy dzialaja, a nie gadaja. I jak na razie ja widze wiecej rzeczywistej pomocy od zwyklych ludzi, anizeli od politykow (jak po lewej, tak i po prawej stronie sceny politycznej).
Wiec jak komus sie chce ubijac powietrze, to niech to robi, ale w innym mijscu. Witamy tu osoby rzetelne"
Nieniejsze slowa wypowiedzial Bialorusin z krwi i kosci.

Inne tematy w dziale Polityka