1 sierpnia o godz. 17 Warszawa stanęła. Byłem wtedy na przystanku w Rembertowie. Kierowcy zaparkowali sachody, matki tłumaczyły dzieciom dlaczego wyją syreny, Pani z cukierni wyszła na próg z flagą z "kotwicą", młodzież popatrzyła na starszych z wiekszym szacunkiem, menel zasepił sie nad butelką wisniówki a ja obiecałem sobie że nie będę tej wzniosłości komentował. Ludzie czuli powagę chwili.
Niestety nie wszyscy. Prezydent nie omieszkał wykorzystać rocznicy jako okazji do przemowy zawierającej elementy jak najbardziej aktualne politycznie, jakieś łachudry ukradły agregat prądotwórczy służacy oświetleniu elementów wystroju obchodów a chorzy na nienawiść do politycznych wrogów ludzie buczeli na Powstańca Władysława Bartoszewskiego. To są oczywiście rzeczy róznych kalibrów. Tym nie mniej wszystkie bolesne.
Zbigniew Ścibor-Rylski,prezes Związku Powstańców Warszawskich:
- To było oburzające i przerażające. Bardzo mnie zabolało. Jak można urządzać awantury na takiej uroczystości? Robią to jakieś starsze osoby, nawiedzone, uformowane chyba przez ojca Rydzyka. Dla tych ludzi profesor Bartoszewski jest wrogiem, bo współpracuje z premierem Tuskiem. Jeśli mają takie poglądy, niech idą je wyrażać gdzie indziej albo siedzą cicho. Niebawem będzie zebranie naszej organizacji. Podsumujemy na nim rocznicowe obchody i zastanowimy się, co zrobić w tej sytuacji. Rozmawiałem już z panią prezydent Warszawy i panią przewodniczącą rady miasta. Jesteśmy zgodni: w przyszłym roku nie można dopuścić do podobnych scen
Tadeusz Filipkowski, członek prezydium Zarządu Głównego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej:
- Dla mnie i mojego środowiska Cmentarz Wojskowy na Powązkach jest w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego miejscem świętym. Przychodzimy tam skupić się i pomilczeć. Bo przy powstańczych grobach można tylko milczeć. Robienie tam widowiska politycznego jest w najwyższym stopniu niesmaczne i nie do przyjęcia. Wzbudza protest. Przez dziesiątki lat Cmentarz Wojskowy był 1 sierpnia symbolem jedności mieszkańców Warszawy. Był jedynym miejscem, gdzie można było zobaczyć tę pozytywną Warszawę, bez obaw przypiąć Krzyż Armii Krajowej, zapalić świeczkę na grobach kolegów, przy pomniku Gloria Victis i w Dolince Katyńskiej. Teraz wszystko się zmieniło w polityczny spektakl, na który mógł się spóźnić pan Macierewicz i iść w szpalerze oklasków, podczas gdy wyły syreny i wszyscy stanęli na baczność. Ci krzykacze z Powstaniem nie mają nic wspólnego. Jesteśmy wdzięczni panu prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu za wybudowanie Muzeum Powstania Warszawskiego. Wykonał kawał dobrej roboty. Ale nasze środowisko umie też patrzeć na to, co się dzieje. Mamy różne sympatie polityczne. Nie jesteśmy przybudówką niczyjej partii.
Przegrywamy bitwę o pamięć. Okazuje się że to nie Solidarność rozpoczęła proces upadku komunizmu ale tak jak w wersji senatora Obamy Niemcy przy pomocy kilofów rozwalając mur berliński. Przegrywamy min. dzięki takim małym ludziom i żałosnym scenom
Inne tematy w dziale Polityka