Po trzecie i zdaje się najważniejsze znienawidzona przez polski "patriotoidyzm" Angela Merkel zajmuje wyraźne stanowisko w czasie podobnej wizyty w Tibilisi odbierając Rosji radochę z konsekwencji awantury:
Przebywająca z wizytą w Tbilisi kanclerz Niemiec Angela Merkel zadeklarowała konieczność szybkiego wycofania wojsk rosyjskich z Gruzji.
Oczekuję szybkiego wycofania wojsk rosyjskich, co dotąd niestety nie nastąpiło - oświadczyła Merkel na konferencji prasowej po rozmowach z gruzińskim prezydentem Micheilem Saakaszwilim. Jak zaznaczyła, na wyjście rosyjskich żołnierzy z Gruzji czeka cały świat.
- Gruzja zostanie - jeśli zechce - członkiem NATO - powiedziała Merkel. Dodała, iż rząd Niemiec nie widzi podstaw do podważania decyzji, jaką podjął w tej sprawie kwietniowy szczyt Sojuszu Północnoatlantyckiego w Bukareszcie. Zdecydowanie przeciwna wejściu Gruzji do NATO jest Rosja.
Według szefowej niemieckiego rządu, należy ustalić warunki stacjonowania w Gruzji międzynarodowych sił pokojowych. Jak powiedziała, Niemcy i Unia Europejska gotowe są w takich siłach uczestniczyć.
Merkel zaproponowała również zorganizowanie spotkania przedstawicieli państw Unii Europejskiej i regionu kaukasko- kaspijskiego. - Mamy dobre powody, by zintensyfikować obecnie politykę sąsiedztwa z Gruzją i takimi krajami, jak Azerbejdżan, Turkmenistan i Armenia - powiedziała.
Te przykłady nie dowodzą zapewne wizjonerskiej natury zbiorowej polityki zagranicznej "starej Europy". Dowodzą natomiast dwóch rzeczy. Po pierwsze potencjalna wspólna polityka zagraniczna Europy ma sens i jesteśmy w stanie na nią wpływać, bo przecież nikt nie zaprzeczy że bardziej zdecydowane stanowisko europejskich liderów jest w jakiejs mierze konsekwencją zdecydowanej polskiej akcji. Po drugie - może nie taka głupia ta Europa. Niewierni Tomasze, wyciągnąć palce.