Zarówno po samym kryzysie gruzińskim jak i cherlawej europejskiej na niego odpowiedzi panuje nastrój przygnębienia, który jest również moim udziałem i którego wyrazem są moje ostatnie wpisy. Rosja z gospodarką porównywalna z holenderską, zacofanym państwem i armią ze szrotu poniżyła Zachód zarówno w jego europejsko-pacyfistycznym jak i amerykańsko-wojowniczym (zajętym ostatnio własnymi sprawami) aspektach.
Czując jednak irracjonalną potrzebę jakiejś nadziei na lepszą przyszłość dostrzegam w tym przygnębiającym krajobrazie dwie szanse.
Po pierwsze Rosja, min. groźbami przerwania dostaw, odebrała sobie pozycję wiarygodnego dostawcy surowców na którą pracowała latami i która legła u podstaw jej obecnej zamożności a swoim apologetom odebrała wszystkie preteksty do tłumaczenia jej wrednych zachowań. Być może odniosła zwycięstwo taktyczne i pokonała nas w naszych strachliwych europejskich głowach ale okazać się to może jej strategiczna porażką
Po drugie ten kto interesuje się troszkę historią wie że gwałtowny rozwój technologii ale również stopnia organizacji różnego rodzaju politycznych organizmów np. państwowych następuje w wyniku wojen, kryzysów co brzmi niemiło ale tak właśnie jest. Zawsze zastanawiałem się w jaki sposób organizm jakim jest UE ma się wykrystalizować w wyniku serii różnego rodzaju kompromisów pomiędzy jej częściami składowymi. Być może byłby to pierwszy taki przypadek w historii ale sądzę raczej że z czasem proces ten, co już widać, musiałby zacząć erodować. Kto wie, być może mamy do czynienia z "kryzysem założycielskim" Unii sprawniejszej i bardziej świadomej swojego istnienia. Być może to co dziś wygląda cherlawo jutro wyda twardszy owoc.
Warto w to wierzyć. Choćby dlatego że nie widać alternatywy. Unia musi w końcu zacząć stawić opór rosyjskim tępym ale niestety atomowym głowicom.
Inne tematy w dziale Polityka