Miałem sprawę poruszyć wcześniej ale ciągle coś mi wypadało. Ostatnio znów o niej nieco głośniej więc tym razem już nie daruję. Rzecz o pingwinach. A ściślej rzecz biorąc o bajce o pingwinach ("And Tango Makes Three " w polskiej wersji ma ją wydać Kampania Przeciw Homofobii czy jak im tam). Bajce w której dwa pingwinie samce zakochują się w sobie. Dookoła nich wiele pingwnich rodzin wysiaduje jaja a oni wiedzeni instynktem i potrzebą wysiadują kamień. W końcu ich opiekun (rzecz zdaje się rozgrywa się w zoo) daje im do wysiedzenia jajo którego nikt inny nie chce. Pingwiny wysiadują je i w końcu z jaja wykluwa się mała pingwinia samiczka którą samce wychowują. Historia piękna prawda? Miłość, niechciane jajo, zwierzątka i happy end.
A jednak równoczesnie historia podstępna, która ma nas przekonać do tego, że sytuacja w której dziecko wychowywane jest przez rodziców płci obojga jest równie dobra jak ta w której dziecko wychowywane jest przez parę homoseksulaną. Historia nie pokazująca w żaden sposób dlaczego właściwie mielibyśmy tak sądzic. Mamy tak sądzić dlatego że miłość, niechciane jajo, zwierzątka i happy end. Otóż nie, takiej manipulacji nie wolno sie poddać. Jest to manipulacja wyjątkowo wredna bo odwołująca sie do rzeczywistych pozytywnych wartości a wykorzystujaca je w celach cokolwiek partykularnych. Celowo opisuję sprawę tak jakby książeczka nie była skierowana do dzieci. W rzeczywistości sądzę że nie jest a przynajmniej nie tylko. Co potwierdza dziś w TVN24 Pan Robert Biedroń. Nie jest równiez w jego ocenie.
W tym idyllicznym obrazku na szczęście dla prymatu trdycyjnego modelu rodziny jest zawart pewien autodestrukcyjny mechanizm. Otóż przykładając do historii dorosłą nie dziecięcą, miarę zadajemy sobie pytanie co autor chciał nam w swoim mniemaniu przekazać? Chciał nam przekazać następującą tezę: pary homoseksulane mają takie samo prawo do posiadania dzieci jak pary heteroseksualne. Tezę tylko pozornie uczciwą. Nieuczciwą ponieważ zakładającą przedmiotowość dziecka (tak przy okazji leżącą równiez u podwalin popracia dla dowolności aborcji). Zakładającą to że ktoś ma prawo do jego posiadania. Otóż nie drogi propagandysto, dziecko jest podmiotem i jego prawo do posiadania dwójki normalnych rodziców radziłbym postawić ponad prawo rodziców do posiadania dziecka. Tak zrobiłby każdy o dobro dziecka dbający. Przestawienie kolejnosci tych praw ujawnia tylko Twoje egoistyczne w istocie pobudki. Dziecko nie jest rzeczą i nikt nie może sobie rościć prawa do jego posiadania.
I na koniec dla jasności. Właściwie w sprawie praw gejów jestem jak na średnią polską dość liberalny. Nie uważam żeby istniał powód dla ktorego nie miliby jakoś legalizować swoich związków. I zdaje sobie sprawę że istnieje wiele par homoseksulanych wychowujących dzieci również w Polsce (np. dzieci z byłych małżeństw) Zapewne robią to najlepiej jak potrafia i chwała im za to. Czym innym jednak jest nazywanie ich związków małżeństwami w sytuacji w której małżeństwami nie są (teoretycznie jeśli kobieta domaluje sobie wąsy można je dla jej satysfakcji nazywac wąsami ale one od tego wąsami wcale sie nie staną). I co w tym akurat wpisie znacznie ważniejsze, choć zdarzają się sytuacje wyjątkowe w których para homoseksualna może dziecko wychowywać, to nie można stawiać znaku równości pomiędzy rodzicami obojga płci a homoseksualnymi. Co mnie jednak wscieka najbardziej to tak tandetna próba manipulacji której obiecuję się nie poddać i tłumaczyć wszystkim zainteresowanym jej lukrowany fałsz.

Inne tematy w dziale Polityka