Zainspirowany ideą Łazarza oraz dyskusją pomiędzy Lubiczem a Wychodźcą i wezwany do tablicy przez Nicponia pomyślałem sobie że poruszę kwestię pewnego dylematu który nurtuje mnie od dawna.
Na pierwszy rzut oka pojecia Prawdy oraz Racji Stanu jako pojęcia absolutne i pozytywne lokują się obok siebie w Panteonie Patriotyzmu. Trudno sobie wyobrazić żeby mogły byc sprzeczne. Sumienie w miarę choćby uczciwego człowieka w pierwszym odruchu buntuje się przeciw ich przeciwstawianiu. Czy jednak zawsze Prawda jest wartością służącą budowaniu Dobra? Ci którzy choćby w przybliżeniu znają "Dziką kaczkę" Ibsena wiedzą, że niekoniecznie. Czy Racja Stanu powinna zawsze opierać się na bezwzględnym dążeniu do prawdy?
Dzisiejsza polska scena polityczna jest w sposób bardziej oczywisty niż kiedykolwiek wcześniej dwubiegunowa. Skutkiem takiego układu jest również dualizm racji. Kiedy jedna strona uznaje za słuszne rozwiązanie "A", druga czuje się automatycznie zobowiązana do przyjęcia za aksjomat rozwiązania "B" najlepiej sprzecznego z pierwszym.
Weźmy np. ostatnie wydarzenia w Gruzji. Prezydent Kaczyński wierny założeniom swojej polityki wschodniej postanowił w niekonwencjonalny sposób szturchnąć Europę przysypiającą pod kołderką zza której nie musi oglądać strachów świadomości istnienia których sobie nie życzy. Zgodnie z testamentem Giedroycia było to działanie jak najbardziej racjonalne i zgodne z szeroko pojętą polską Racją Stanu. I tak usiłowała sprawę przedstawić jedna ze stron konfliktu. Jako aksjomat nadrzędny taką Rację Stanu stawiając.
Druga strona wykorzystując jak najbardziej uzasadnione wątpliwości zwalczała sensowność pomysłu Prezydenta twierdząc, że zachowanie Saakaszwilego i jego komadosów oraz zachowanie Prezydenta i jego współpracowników (niepotrzebnie kategoryczne stwierdzenia o tym że to z pewnością Rosjanie bo krzyczeli po rosyjsku i strzelali z kałasznikowów) nie napawa szczególnym zaufaniem co do przedstawianej przez obu Prezydentów wersji wydarzeń. Efektem takiego podejścia były takie "klopsy" jak zachowanie Komorowskiego, poroniony raport Bondaryka oraz oparte na nim wypowiedzi Schetyny i Nowaka. Pomimo tych wpadek ta strona sceny politycznej starała się postawić jako aksjomat nadrzędny dążenie do Prawdy.
Obie strony są zresztą kompletnie niekonsekwentne w owych nadrzędnych aksjomatów dobieraniu. W innej dyskusji, dotyczącej dziedzictwa czerwca 89' i Okrągłego Stołu okopują sie na pozycjach doskonale odwrotnych.
Strona sceny politycznej którą nazywam wyżej "Drugą" przyjmuje tu jako cel nadrzędny ochronę Racji Stanu. W imię której warto utrzymywac przekonanie jakoby w wyniku bezkrwawej rewolucji Polacy stali się pierwszymi którzy uderzyli komunizm na tyle celnie, że ten rozpadł się wkrótce jak zetłała szmata. Dzięki utrzymywaniu takiego idealnego mitu zachód czuł się zobowiązany do wdzięczności Polsce (która to wdzięczność miała swoje namacalne konsekwencje choćby w postaci umorzenia częśći zadłużenia czy perspektywy członkowstwa w UE i NATO) a Polacy czuli się ( ba, mam nadzieję, że większość nadal się czuje) dumni ze zbiorowej mądrości jaką się wykazali. Każdy Naród takiego Mitu potrzebuje.
Za to strona sceny politycznej którą nazwałem wyżej "Jedną" za sens swojego istnienia uznała tu dążenie do Prawdy. Czy Prawdy Obiektywnej to temat na osobny wpis, w każym razie ufam że w dobrej wierze uznała ów Mit za zagrożenie dla przyjętego aksjomatu. Legendę czerwca 89', legendę Okrągłego Stołu i bezkrwawego Obalenia Komunizmu w Polsce sprowadziła do poziomu manipulacji dokonanej przez "różowe elity". Efektem czego jest dziś powszechne na zachodzie przywiązanie do innego Mitu. Mitu Obalenia Muru Berlińskiego jako Mitu Założycielskiego Wolnej i Zjednoczonej Europy. Czy taki cel przyświęcał stawiającym jako aksjomat nadrzędny dążenie do Prawdy?
Owa zmienność przyjmowanych aksjomatów powoduje u mnie następującą wątpliwość. Czy nasi rządzący rzeczywiście stoją przed szlachetnym dylematem: "Prawda czy Racja Stanu" czy też jest to raczej mniej szlachetny dylemat "Racja Doraźna czy Racja Stanu".
Międląc za to owo szlachetniejsze pytanie przy pomocy szarych komórek od czasu dłuższego dochodzę do następujących wniosków. Otóż wątpliwości będące narzędziem dążenia do Prawdy powinny być właściwością każdego w miarę inteligentnego człowieka. Samo dążenie do Prawdy zaś jako dążenie ze wszech miar szlachetne powinno się spotykać z uznaniem i szacunkiem. Jednak ponad nim, przynajmniej w zakresie polityki, w tym międzynarodowej powinnna stać Racja Stanu jako Aksjomat Nadrzędny. Nie Racja Stanu doraźna. Nie w ten sposób, że nalezy przestać mówić o Jedwabnem, bo nam z tym niewygodnie. Chodzi mi o Racje Stanu długofalową w imię której warto przekonać innych, że potrafimy stawiać czoła złożności historii.
I stąd również moje osobiste wybory. Nie jestem pozbawiony wątpliwości związanych z "szarżą Kaczyńskiego" jednak uważam, że w imię Racji Stanu w tej sprawie powinienem stać obok Niego. Nie jestem fanatykiem Wałęsy ani nie mam zbyt wielu złudzeń odnośnie "bajkowości" przełomu 89' i Okrągłego Sołu ale w imię Racji Stanu będę ze wszystkich sił bronił ich Mitu.
Oto mój wkład w wywołaną przez Łazarza i Nicponia dyskusję
PO PRAWEJ ZNAJDZIECIE LINK DO SKLEPU Z RYSUNKAMI;) - NA RAZIE STARSZYMI ALE DOPIERO ZACZYNAM:)
Inne tematy w dziale Polityka