Od dobrych kilku lat Polska próbuje wejść do pierwszej ligi polityki międzynarodowej. Z marnym skutkiem moim zdaniem. Mamy oczywiście sukcesy na tym polu. W końcu jesteśmy w UE i NATO co wbrew temu co usiłują nam wcisnąć specjaliści z zakresu historii alternatywnych nie było ani proste ani oczywiste. Jednak owe niewątpliwe sukcesy nie doprowadziły nas jeszcze do ziemi obiecanej bycia samodzielnym i istotnym w skali odpowiedniej do naszego potencjału graczem międzynarodowej sceny.
Wyjątkowo rację ma tu Jarosław Kaczyński twierdząc, że za próbę uzyskania takiej samodzielności nie będą nas kochać i dopiero po jakims czasie zaczną nas szanować. Jednak jest to proces niewątpliwie konieczny jeśli nie chcemy pozostać na wieki międzynarodowym popychadłem.
Podjęto dotychczas kilka prób zmiany niekorzystnego dla nas stanu rzeczy. Pierwszym i najważniejszym była nasza misja w Iraku u boku Stanów Zjednoczonych. Z jakim dla nas skutkiem? W porównaniu z oczekiwaniami niewielkim. Oczywiście wiem, wypełnianie sojuszniczych zobowiązań, impuls dla modernizacji armii, podniesienie rozpoznawalności marki Polski w świecie, za wolność naszą y waszą... to wszystko prawda ale czy choćby szczególny status jaki spodziewalismy się uzyskać w relacjach ze Stanami objawił się w jakimkolwiek stopniu? USA nie poklepuja nas po ramionach jakoś szczególnie częściej niż tych którzy zaangazowali sie w stopniu nieporownanie mniejszym. Nawet z tymi cholernymi wizami nam łaskę robią.
Nastepnym krokiem było nasze zaangażowanie w serię kolorowych rewolucji w obszarze postsowieckim. Uzasadnione jak najbardziej choćby testamentem Giedroycia. Moim zdaniem jak najbardziej perspektywiczne. I jako ze realizowane przez zmienne spektrum polityczne to objęte narodowym konsensem. Tu wielkie zasługi dla sprawy mają zarówno Aleksander Kwaśniewski (kompletnie ostatnio w opiniach na temat Wschodu pogubiony) jak i Lech Kaczyński, którego zaangażowanie poprzez swoją w jakimś stopniu operetkowość może nie znajduje zrozumienia na Zachodzie ale na Wschodzie okazuje się zadziwiająco skuteczne. Nie nalezy oczywiście zapominać o zaangazowaniu Lecha Wałęsy na Ukrainie i Adama Michnika w Gruzji.
Trzecim krokiem we własciwym kierunku miałaby być moim zdaniem zmiana charakteru misji polskiego kontyngentu w Afganistanie. Polskie siły zbrojne w Afganistanie nie ponosiły zbyt wielkiej odpowiedzialności za realizację celu misji pomimo sporego zaangażowania liczebnego. Wiązało się to nirestety równiez z brakiem czytelności polskiego wysiłku. Dziś sytuacja ma szansę ( o ile wogóle misja NATO w Afganistanie ma szansę ) ulec zmianie. Polska koncentrując swoje siły i obejmując odpowiedzialność za jedna z prowincji staje w jednym szeregu z mocarstwami. Czy przyniesie to spodziewany skutek? Nadziś trudno stwierdzic.
Czwartą próbą wybicia się na niezalezność w międzynarodowej rozgrywce jest słabo zauważalna polska misja w Czadzie która jest elementem i jednym z pierwszych kroków europejskiej świadomości militarnej. No i pięknie ale jestesmy tam drugim po frnacuskim pod względem liczebności kontyngentem a czy ktos o tym słyszał? Nawet Polacy o tym w większości nie wiedzą. A czy mamy w tym jakiś interes? Hm, z pewnościa ma go Francja realizując swoje interesy we własnej strefie wpływów a czy łatwiej nam się dzieki temu choćby Traktat Lizboński negocjowało? To jest próba najmniej wg. mnie z punktu widzenia interesów państwa zrozumiała.
Niewątpliwie ważną próbą i idącą jak najbardziej we właściwym kierunku jest zgoda na rozmiesczenie na terenie Polski elementów tarczy antyrakietowej. Ale jezeli zaliczam ją do grona skutecznych prób to przede wszystkim dlatego że przy tej okazji rękoma Tuska i Sikorskiego uświadomilismy Amerykanom że nie ejsteśmy darmowym sojusznikiem ani wioskowym głupkiem, który zrobi wszystko co mu sołtys karze.
Ostanio w wyniku zimnej wojny domowej mieliśmy do czynienia z kompletną ruiną wszelkich planów. Kabaretowe przypadki z samolotami, krzesłami i załatwianiem zaproszeń via Paryż na europejskie szczyty były właściwie sabotażem narodowego interesu. Muszę jednak przyznać, że na ostatnim brukselskim szczycie (cytując klasyka) Waadza się w dużym stopniu (przynajmniej w moich oczach) zrehabilitowała.
To znaczy z nazywaniem sukcesem rozwadniania strategii ograniczania emisji gazów cieplarnianych mam problem. Podejrzewam że skutki globalnego ocieplenia mogą (uwaga dla niezorientowanych: czarny humor) zepsuć nam satysfakcję z niższych cen prądu. Jednak z punktu widzenia walki o należną nam na scenie międzynarodowej pozycję jest to niewątpliwy sukces. Sukces przede wszystkim rządu Tuska i Sikorskiego. To oni go wypracowali a Prezydent przyjechał sobie zrobic z sukcesem zdjęcie. Jednak bez koncyliacyjnej postawy Prezydenta prawdopodobnie byłaby wielka figa a nie wielki sukces a polska delegacja skupiłaby się znów na liczeniu krzeseł i wejściówek.
Europa w osobie Sarkozego się ugięła. Czy ugięła się przed krzykliwą i złośliwą parodią polityki zagranicznej nazywanej asertywną, rządu Jarosława Kaczyńskiego? Nie, ugięła się przed sojuszniczą masą krytyczna wypracowaną dzięki koncyliacyjnej polityce rządu Tuska wspartą niewątpliwie konstruktywna postawą Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Okazało się, że umiejętność tworzenia sojuszy jest co podejrzewali mądrzejsi skuteczniejsza w europejskich zapasach od umiejętności walenia piąstką w stół. Polska po raz pierwszy od dawna wystapiła w roli lidera regionu. Być może skuteczność takiej strategii sprawi że w takiej roli będziemy mieli okazje występować częściej. Ale szanse na to zwiększymy tylko będąc twardym ale lojalnym, logicznym, przewidywalnym i spokojnym partnerem.
Życzyłbym sobie (choć nadzieję mam na to niewielką) aby klucz jakie odnalazła ekipa Premiera Tuska do drzwi wpływu na Unię Europejską oraz klucz do serc cześci narodów byłego ZSRR jaki odnalazł Prezydent Lech Kaczyński dopełniły się w koncercie naszej polityki zagranicznej dając nam na nią należny i odpowiadający naszym ambicjom wpływ.

Inne tematy w dziale Polityka