Uprzedzając niektóre komentarze chciałby zacząć od tego, że poniższa analiza nie jest oczywiście ani rezultatem moich dogłębnych studiów problematyki europejskiej, ani kierunkowego wykształcenia ani niczego podobnego. Jedyne czym w tym zakresie dysponuję to ogólnodostepne informacje i tzw. chłopski rozum:)
Czasy mamy niepewne. Stare porządki przechodzą do historii, nowe zasady nie zdążyły się jescze ukształtować. Co się stanie z europejskim projektem? Otóż moim zdaniem w przewidywalnej przyszłości kształt Europie nadawały bedą dwie tendencje. Dla uproszczenia nazwijmy je odśrodkową i dośrodkową. Każda z nich ma swoje plusy i minusy.
Na dziś bardziej widoczna i dynamiczna jest ta pierwsza. Jej motorem napędowym jest miałkość dzisiejszych europejskich przywódców oraz tłumione od lat w imię wyższości europejskiej idei narodowe egozimy. Jak Europa długa i szeroka nikt już o powyższej idei nie mówi do końca poważnie. Nawet przywódcy tzw. "motora Europy" czyli Sarkozy i Merkel. Sarkozy realizuje przede wszystkim własne ambicje na światowych salonach a Merkel sprawia wrażenie zniechęconej i niechętnej ciągłemu dokładaniu do europejskiej kiesy. Brown nie dorasta swojemu poprzednikowi do pięt, i sprawia wrażenie zagubionego, aparatczyk Zapatero zajmuje się ciągłym udowadnianiem nieprzypadkowości wygranej z rasowym politykiem Aznarem (co czyni zresztą przy pomocy swego rodzaju leworucji będącej alter-ego naszej bywszej molarnej) a Berlusconiego interesuje tylko naciąganie skóry na cwanej gębie. Eurosceptyczni Kaczyński i Klaus dopełniają obrazu. Na taka Europę Rosja może sobie bezkarnie popiardywać.
Domaganie się przez narody własnych praw jednak bywa jak najbardziej uzasadnione. Rozumiem Niemców nie mających ochoty płacić francuskim rolnikom, rozumiem Irlandczyków zniecierpliwionych nagonką, rozumiem wreszcie rząd Tuska domagający się uznania różnicy pomiedzy francuską energetyka jądrową a naszą węglową.
Uskuteczniający powyższą tendencję stosując jak najbardziej uprawnione środki powinni sobie jednak pamiętać o jej niebezpiecznym kierunku jakim jest dezintegracja.
Tendencja dośrodkowa jest właśnie na etapie niesmiałego zarysowywania. Jej motorem napędowym jest strach przed kryzysem. Narody pozostające na uboczu dotychczasowej integracji zaczynają dojrzewać do świadomości korzyści z niej płynących. Kraje takie jak Wielka Brytania, Szwecja czy Dania myslą coraz poważniej o przyjęciu wspólnej waluty (co swoją droga i naszym mądralom powinno dać do myślenia). Ta świadomość będzie się moim zdaniem pogłębiała wraz z ujawnianiem sie kolejnych skutków kryzysu.
Niestety na dziś głównym "uskuteczniaczem" tendencji dośrodkowej jest Sarkozy, który namawiając do wspólnej europejskiej walki z kryzysem po pierwsze moim zdaniem nie jest szczery, bo ma na mysli ratowanie przede wszystkim francuskiej mało wydolnej gospodarki a po drugie zwyczajnie nie ma racji.
Jakoś nie mogę swoim małym rozumkiem pojąć w jaki sposób zapobiec kryzysowi ma dawanie wielkich sum pieniedzy ludziom i instytucjom które kryzysowi są winne? Czy w wyniku kryzysu nie powinni i nie powinne być zastapione przez nowe, bogatsze o naukę płynącą z upadku starych? Dzisiejsza metoda zalewania gangreny miliardami dolarów i euro doprowadzi moim zdaniem jedynie do nacjonalizacji kosztów błędów lekkomyślnych instytucji finansowych oraz rozciągnięcia kryzysu w czasie.
Tendencji dośrodkowej, reasumując, przyświeca cel jak najbardziej słuszny, niestety środki jakimi śię dzisiaj dokonuje są moim zdaniem szkodliwe.
Summa summarum w najbliższych latach widzę Europę słabą i nie potrafiącą wykorzystać swojego potencjału, wierzę jednak, ze z dzisiejszy kryzys stanie się kryzysem założycielskim silnego europejskiego organizmu pod warunkiem, że państwa narodowe dostrzegą wystarczająco mocno, że swoje interesy mogą realizować efektywniej wykorzystując europejską dźwignię a kryzys nas mimo wszystko nie zabije.

Inne tematy w dziale Polityka