W weekendowej Rzeczpospolitej czytałem ostatnio wywiad z byłym wicepremierem Romanem Giertchem http://www.rp.pl/artykul/245949.html
Nic się frant nie zmienił:) Większość artykułu w zasadniczo poświęcona jest jego zapewnieniom że do polityki nie wraca ALE...no ale mniejsza o jego autoreklamę, najciekawsza jest myśl zawarta w tytule artykułu tj. "Bierzmy pieniądze i w nogi". W wywiadzie Roman Wielki radzi poczekać aż UE da nam wszystkie pieniądze jakie miałaby dać po czym mielibyśmy z UE wystapić.
Pomijając typowo skinowsko-cwaniacką filozofię takiej rady oczywistym jest że każdy polski rząd powinien taka ewentualność, szczególnie w obliczu kryzysu idei europejskiej, brać pod uwagę. Nie może to jednak stać się naszym celem. Francja sobie bez UE poradzi, ma swój frankofoński świat w stronę którego może się odwrócić, Niemcy sobie poradzą odwracając się w kierunku osi z Moskwą (wyjątkowo dla nas szkodliwej), Wielka Brytania odwróci się ostatecznie w stronę USA. A w jakim kierunku w razie rozpadu UE odwróci się Polska? W kierunku posowieckiej czarnej dziury? Nie Panie Giertych, jeżeli ktokolwiek ma być zainteresowany podtrzymaniem idei europejskiej to właśnie Polska i szerzej Europa środkowo-wschodnia. My mamy w tym interes wyjątkowy.
Dlatego Pańskie, dzięki Bogu pozaparlamentarne, poglądy na ta kwestię są równie szkodliwe co niepodpisywanie traktatu lizbońskiego przez Prezydenta.

Inne tematy w dziale Polityka