To że rząd uspokajał nastroje rozhuśtane napływającymi w szybkim tempie informacjami o kryzysie to dobrze, nie jest funkcja rządu uczestniczyć w zbiorowej histerii. To, że Polska jest krajem, który na tle wielu innych sprawia wrażenie nieźle przygotowanego na kryzysowe zawirowania to prawda. Jednak to, że rząd uwierzył w swoje usypiające zapewnienia to już niedobrze.
Dziś okazuje się na szczęście że rząd nie śpi. Rząd ma świadomość nadchodzacych trudnych czasów ale co mnie osobiście cieszy nie planuje uczestnictwa w światowej tendencji zakupu min. za moje pieniadze złotych spadochronów dla finansowych instytucji i ich prezesów. Rząd planuje oszczędnosci. To dobrze. Gorzej że, zapewnia przy tym, że "zwykli ludzie na tym nie stracą". Brzmi to niepokojąco o tyle, że choć z pewnością warto podtrzymywać popyt wewnętrzny w sytuacji, w której szlag nam trafia eksport to (choć szczegółów nie znamy) może oznaczać cięcia wydatków na budowę dróg np. czy wogóle szeroko pojętych inwestycji, które mogłyby być kołem zamachowym podtrzymujacym obrót zwalniającej gospodarki. Chciałbym żeby mnie ktoś w tym zakresie uspokoił.
Rację ma w dzisiejszym "Dzienniku" Rokita pisząc, że jeżeli z racji naszego mniejszego potencjału i kto wie, może wiekszego rozsądku nie uczestniczymy w globalnej akcji lania miliardów w gospodarki to być może powinniśmy rozpocząć ostry lobbing na rzecz uproszczenia procedur wydawania unijnych pieniędzy.
Tak czy siak na tle wyrażonej na konferencji prasowej rządowej "świadomosci kryzysu" i konieczności cięcia publicznych wydatków, przyznana samym sobie przez posłów 400 zł podwyżka nie wygląda najlepiej. Prawdę mówiąc wygląda całkiem kiepsko.
p.s. Jak zawsze chciałbym dodać, że moje ekonomiczne dywagacje nie mają żadnych podstaw teoretycznych a są jedynie wyrazem przemyśleń szeregowego obywatela:)
p.p.s. Ponawiajac prośbę: czy ktoś ma poprzedni numer Angory? Bo podobno mi rysunek splagiatowali:)

Inne tematy w dziale Polityka