Kiedy Donald Tusk formował swój gabinet, a głosowałem na jego partię, dziwiłem się, że ministrem obrony zostaje psycholog czy tam psychiatra, ministrem infrastruktury prawnik, ministrem kultury ktoś kto był przygotowywany na ministra obrony. Największy mój niepokój wzbudzała jednak, czemu dawałem wyraz równiez we wpisach na blogu minister zdrowia Ewa Kopacz. Nie twierdzę że jestem w sprawach zdrowia ekspertem potrafiącym ocenić jej pracę czy kwalifikacje jednak intuicja podpowiadła mi podejrzenie słabej konstrukcji psychicznej niewątpliwie sympatycznej Pani Minister.
Słyszałem wtedy następujące zapewnienie: "ci ludzie nie są od tego żeby ładnie wyglądać tylko są od roboty". OK, macie tu kredyt zaufania i róbcie. Po ponad roku działania rządu Tuska stwierdzam, że intuicja mnie nie zawiodła. Ci ministrowie których powołania uważałem za dziwaczne okazują się ministrami słabymi, co potwierdza się już w dosyć powszechnej na ich temat opinii. Największy zawód sprawia pani minister zdrowia. Co prawda Lech Kaczyński zdjął z niej odpowiedzialność za wprowadzanie reformy służby zdrowia blokując przygotowane przez nią reformy (których jakości nie potrafię ocenić) jednak jej ostatnia wypowiedź na temat genezy istnienia kolejek w służbie zdrowia jest w tym samym stopniu jej kompromitacją co kpiną z inteligencji przeciętnego obywatela. Moim zdaniem ostatecznie to panią minister dyskwalifikuje.
Dziś kiedy PiS podnosi swój upudrowany tym razem łeb czas na przyznanie się PO do porażki niektórych ministrów i zastąpienie ich (Zdrojewski do MON!) fachowcami. Inaczej cienko widzę choćby zwycięstwo Donalda Tuska w wyborach prezydenckich.

Inne tematy w dziale Polityka