Współczuję Niemcom ale i Europie rządzonej z Berlina. Zagubienie pani kanclerz staje się największym od lat zagrożeniem dla europejskiego ładu. Szemrana krytyka we własnych partyjnych i koalicyjnych szeregach. Brak siły i charakteru do przeciwstawienia się jej błędnej polityce powoduje, że pomysły Merkel nabierają oznak szaleństwa.
Kanclerz ma niestety także dzielnych wykonawców swej woli w Parlamencie Europejskim z wrzaskliwym Schulzem na czele. Schyłek dyktatur zwykle przynosi najwicej nieodpowiedzialnych decyzji i ofiar.
Opór wobec niemieckich decyzji ze strony zagrožonych migracją państw - skłania Merkel do tworzenia nowych scenariuszy podziału Europy, które nie mają już nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem. Urażona duma i złość z powodu braku posłuchu skłania Merkel do szantaży i pogróżek, które prowadzą po rôwni pochyłej ku europejskiej katastrofie. Groźbę upadku Schengen, ma powstrzymać małe Schengen, czyli grupka wybranych państw odciętych od innych - pomysły są coraz bardziej kuriozalne.
Z jednej strony Merkel upiera się przy dalszym przyjmowaniu uchodźców, z drugiiej ma do czynienia z rozszerzającym się oporem już nie tylko krajów europejskich, już nie tylko Europy wschodniej. Opór rośnie w szeregach własnej partii. Strategia Merkel opiera się na mało realistycznych umowach z Ankarą,która jednak nie daje żadnych poważnych gwarancji, że powstrzyma falę uchodżców. Chodzi o nowe kontyngenty z Turcji, i miliardy euro w zamian za zamknięcie granic z Unią.
Nowym pomysłem jest ukaranie krajów Europy wschodniej za brak zgody na przymusowe kontyngenty, jedynych, które skutecznie opierają się emigranckiemu chaosowi. Z boku wygląda to tak jakby przeludnione i zakorkowane problemami kraje Niemcy, Holandia, Belgia i Austria, miały się zamknąć we własnym sosie.
Francja, która ma problemy z budżetem bliskie już Hiszpanii i Włoch, czuje się zagrożona terroryzmem, a jeszcze bardziej niż uchodźcami nową gwiazdą polityczną - Frontem Narodowym. Francja już nie może więcej wprowadzać tzw. reform czyli zacoskania pasa, ignorowania bezrobocia młodych, obawy obywarteli o bezpieczeństwo. Francja już nie przyjmie nowych kontyngentów.
Dla gospodarki europy nie wygląda to optymistycznie. Firmy niemieckie produkujące blaszane domy i łóżka piętrowe oraz żywność nie wyczerpują ambicji ekonomii niemieckiej.
Już widać niepokój przedsiebiorcôw, którzy wspōłpracują z polskimi firmami, że zamykanie granic popsuje ich interesy.
Nie ma jednak żadnej realnej politycznej siły w parlamencie niemieckim, zdolnej powstrzymać kanclerz. 80% członków parlamentu to koalicja rządząca. Nawet koalicyjne SPD nie jest w stanie wydobyć głosu protestu. Wszyscy patrzą na Merkel a sami Niemcy coraz częściej z sympatią patrzą na siły pozaparlamentarne. Partie uznawane na skrajne ale wyrażające powszechne obawy niemieckiego społeczeństwa, które nie żyje w strzeżonych elitarnych dzielnicach. Ono żyje wśród uchodżców i dżwiga ciężary ich nadmiaru.
Czy Europa powstrzyma nowy Kulturkampf?
Część z naszych politycznych elit zdaje się niestety wspôłpracować z wrogiem. Dzisiejsze oświadczenia Schetyny i Siemoniaka nie dają złudzeń.




Komentarze
Pokaż komentarze (48)