34 obserwujących
513 notek
876k odsłon
  3555   0

Jak „Solidarność Walcząca” - pokonywała komunizm

 

 

Dzisiaj, gdy Lech Wałęsa obraża Kornela Morawieckiego, kilka moich osobistych refleksji.

  W tamtych ponurych czasach stanu wojennego w Polsce, gdy doświadczyliśmy wszyscy wielkiego rozczarowania i załamania naszych nadziei na Solidarność, to fakt zaistnienia  Solidarności Walczącej stał się też szansą na sens życia pomimo reżimu WRONy. Jasnym miejscem egzystencji.

  Obóz Internowania nie był miejscem najbardziej przygnębiającym. Tam było się wśród swoich i myślących podobnie - ludzi Solidarności, którzy próbowali tworzyć coś dalej, co utrzyma nas razem w oporze. Najbardziej dla mnie wstrząsające stało się wyjście z Obozu na odmieniony stanem wojennym świat polskiej rzeczywistości - smutnych i ponownie obcych sobie ludzi na ulicach, w pracy i wzrastającej dokuczliwej biedy.

  Opuścili nas solidarnościowi przywódcy pozostający w ukryciu, niezdolni do wykrzesania z siebie  samodzielnej decyzji. Frasyniuk bał się poprzeć narastającą chęć ulicznego oporu. Nabrzmiewało w tym bezruchu oczekiwanie na czyn protestu, który nie nadchodził. Bitwa Wrocławska z 31 sierpnia 1982, którą przygotował Kornel Morawiecki - była największym starciem z władzą, jakie miało miejsce w kraju. Wracając po Bitwie do domu mieliśmy znowu poczucie, że jest nas wielu i nie damy się stłamsić. Płonący na Moście Grunwaldzkim gazik milicyjny, wesołe dzieciaki z butelkami benzyny, zapłakani Romowcy - przykryło na chwilę obraz mocy władzy - szeregi uzbrojonych Zomowców i samochody najeżdżające tłum. Jeden dzień zwycięski.

  Wtedy spotkanie z ukrywającym się we Wrocławiu Kornelem sprawiło, że na nowo chciało się żyć. To nie były tylko demonstracje uliczne przeciw huncie Jaruzela ale praca organizacyjna i rozwijająca się działalność wydawnicza "SW", gazetki docierające do szerokiego kręgu osób w mieście a potem w całej Polsce. Kornel mówił ludziom: Róbcie "SW" u siebie. - nie domagając się jakiegoś szczególnego patronatu. A jednak jego autorytet sprawiał, że komórki "SW" mnożyły się i zyskiwały wiarygodność. Knuliśmy w dobrej sprawie.

  W niewyobrażalnych już dzisiaj czasach niedoboru wszystkiego co do życia trzeba, znajdował się papier i urządzenia drukarskie, urządzenia do podsłuchiwania esbecji i zrobienia niezależnego radia, a nawet do rozrzucania ulotek na dużej przestrzeni. Kornel przyciągał nas do siebie chęcią działania. Już nikt nie pamięta tego, jak bardzo Solidarność się pilnowała, lub była  pilnowana, by nie wypowiedzieć głośno tych magicznych słów: Wolność i Niepodległość. Te dwa słowa nie tylko dla nas ale dla uciśnionych narodów Europy. Wiedzieliśmy co to oznacza. Kornel porwał nas i ośmielił by wyzwolić się z tego zaklętego języka zakłamania i samoograniczania się.

  Nowy świat Solidarności Walczącej - to była idea, w której trwaliśmy bez nadziei szybkiej wolności ale dotrwaliśmy do początku trudnej i wyboistej drogi odbudowy kraju. Warto było w tym świecie żyć. Dzisiaj nazwalibyśmy ten świat, światem równoległym do tego zewnętrznego szarego świata chylącej sie ku upadkowi komuny. Wtedy nie wiedzieliśmy, że z komuną tak krucho i już są plany by przejąć schedę po niej bez rozlewu krwi i ale i bez Solidarności.

  Solidarność Walcząca działała w konspiracji co oznacza, że bezpośrednio znaliśmy zaledwie kilku łączników, czasem, bardzo rzadko wzywał na spotkanie Kornel. Kornel, który musiał się ukrywać w trudnych często warunkach przez wiele lat. W przypadku tworzenia gazety to był kontakt z tym, który odbiera kolejny numer i tym który donosi materiały, odbierane często między książkami jakiejś biblioteki. Efekty widać było u znajomych na stole, w opowiadanych na mieście dowcipach lub słychać w radio Wolna Europa. Jasne okienka w nocnym blokowisku dawały wtedy poczucie więzi z ludźmi, którzy gdzieś tam po nocy, podobnie jak w moim domu, czuwają nad Polską, ktoś kołysze dziecko, ktoś czyta gazetkę "SW" lub wyszukuje krzepiących wieści spod huku zagłuszanego Radia Wolnej Europy. Ktoś drukuje bibułę, najbardziej niebezpieczne zajęcie w opozycji. To była ta cicha wspólnota.

  W mojej opinii najcenniejsze były teksty „ku pokrzepieniu serc”, mające przenieść ideę Solidarności przez trudne czasy, utrzymać wiarę, że ci, którzy uwierzyli, i ci, którzy cierpią prześladowania władz, nie są samotni. Naśmiewaliśmy się z hunty, publikowaliśmy żarty o Jaruzelskim i zomo, by walka śmiechem weszła do naszych domów. Nasłuchiwaliśmy wieści z kraju aby dokonywane krzywdy doszły do powszechnej wiadomości. Mieliśmy w domu najścia smutnych panów i przeszukiwanie zakamarków. Ale chyba ufności naszego małego synka do obcych zawdzięczamy, że wprowadzeni przez dziecko w konsternację esbecy, nie odkryli naszych najważniejszych skrytek. Niech pozostaną takie dalej.

Lubię to! Skomentuj78 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura