W ferworze hazard gate, wyborów kandydata na kandydata PO prawie umknęła nam wiadomość, że dziś mieszkańcy Ameryki Północnej, a ściślej USA i Kanady obchodzili tradycyjny Dzień Świstaka. Mimo że tak odległy, to ma on niemały wpływ i na nas, gdyż decyduje o tym, czy będziemy brodzić w śniegu jeszcze 6 tygodni, czy już wkrótce zawita do nas piękna wiosna.
Jeśli biedny świstak wyciągnięty z nory zobaczy swój cień, to niechybnie czeka nas jeszcze 6 tygodni zimy, a jeśli nie, to wiosna tuż tuż. Najsłynniejszym świstakiem jest oczywiscie niejaki Phil z Punxsutawney w stanie Pensylwania.

No i niestety stało się. Jako podaje witryna www.newsweek.pl świstak Phil wyszedł z nory punktualnie o godzinie 13.22 czasu polskiego i pierwszym widokiem, jaki ujrzał był jego własny cień. Jedni się cieszą, inni rwą włosy z głowy, ale pocieszające jest to, że od 1887 roku, czyli od roku, kiedy tradycja ta się narodziła, sprawdzalność prognozy świstaka jest bardzo wysoka i wynosi 50%, czyli tak samo, jak u naszych górali (bez obrazy oczywiście) - "będzie padać, no chyba żeby nie padało".
A najlepsze w tym całym święcie jest to, że całe to zajście obserwowało 17 tysięcy osób w 9-stopniowym mrozie:-)) Ci Amerykanie to jednak mają polot:-)))
Zatem, byle do wiosny:-)


Komentarze
Pokaż komentarze (5)