Z konkurencji Oscarowej odpadł na etapie eliminacji kandydatów do nominacji polski film – Wszystko, co kocham Jacka Borcucha.
Dlaczego należy to uznać za sukces, i to ludzi kina, a nie – jak się zwykle przy takich okazjach mówi – sukces polskiego kina?
Dziełu Borcucha poświęciłem niegdyś obszerną notkę (Prawie wszystko, czego nie lubię), i tam – kto chętny – znajdzie uzasadnienia.
Sukces, bo należy się cieszyć, że zmuszeni do oglądania tego filmu członkowie Akademii nie podjęli żadnych agresywnych działań w akcie rozpaczliwej, acz w pełni zrozumiałej zemsty.
Ludzi, bo to konkretni sabotażyści wysłali ten akurat film w szranki konkursowe. (Ich personalia są znane, ale prokuratura nie podejmie działań, mimo ogromnej szkodliwości społecznej tych czynów).
Mają się dobrze, a nawet coraz lepiej – a więc są ludźmi sukcesu.
334
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (8)