bren bren
262
BLOG

Epoka

bren bren Kultura Obserwuj notkę 8

2 kwietnia 2005 roku o godzinie 21.37 skończył się wiek XX.
Ludzie kultury Zachodu przywykli do precyzyjnego odmierzania czasu. Coraz bardziej dokładne chronometry wyznaczają godziny, minuty, nanosekundy. Ludzie cywilizacji zachodniej są do tych miar przyszpileni, jak okazy motyli w gablotach. Czas – sumowany, dzielony, biegnący linearnie – towarzyszy wyścigowi.
Niekiedy ze zdumieniem odkrywamy, że inne ludy pojmują czas, a także przestrzeń, zupełnie inaczej. Choć wydawałoby się, że i my mamy odmienny punkt odniesienia: wieczność.
Ale i na co dzień, zwłaszcza oglądając się w przeszłość, odbiegamy od sztucznych podziałów; mówimy np. „wiek XIX skończył się w roku 1914”. Poprzednie – często z jeszcze większym opóźnieniem wobec kalendarza. No i najwyraźniej, w popędzanym przez nas świecie, dystans między datą a określeniem usiłującym uchwycić istotę zjawiska stale się zmniejsza.

W Krakowie, „papieskim mieście”, podczas owego niesamowitego tygodnia po śmierci Jana Pawła II, spotykałem zapłakanych ludzi; nie tylko na Błoniach czy pod kurią. Czułem wyjątkowy oddech wspólnoty, jaki pamiętam z Gdańska w 1980 r., gdy obcy ludzie na ulicy, zmierzając o różnych porach w tym samym kierunku, uśmiechali się do siebie. I podobne zdumienie podczas pierwszej papieskiej pielgrzymki.
W Krakowie, „papieskim mieście”, w niedzielę 3 kwietnia 2005 r., w rejonie największego na świecie zagęszczenia lokali na metr kwadratowy, na Kazimierzu – 2 (słownie: dwie) knajpy były zamknięte. Doskonale rozumiem, że życie zawsze toczy się dalej. Chodzi mi tylko o to, że zdarzają się okazje do tworzenia czy odbudowania czegoś w rodzaju dobrego obyczaju. Uczenia się wzajemności. Bo myślałem wtedy także o przyszłości.
Sprowadzając „zjawiska towarzyszące” do wymiaru jednostkowego – gdy mam np. pogrzeb kogoś bliskiego, to oczywiście nie mogę żądać czegokolwiek od sąsiada, który wiedząc o tym, urządza huczną, wesołą imprezę. Problem w tym właśnie, jak to będzie przez następne tygodnie i lata, gdy będziemy spotykać się w bramie. Jak to z nami, żyjącymi – będzie w przyszłości. Wspólnej – czy jednak osobnej?
Każdy może i powinien wybierać samodzielnie. Byle tylko potrafił. A kiedy nadejdzie koniec jego wieku, zadecyduje czy bliższy mu rechot ze zniczy czy przykład innej postawy. Zagłuszanie wrzaskiem lub stary „zakład Pascala”. Postawi sobie najważniejsze pytania albo będzie uciekał przed nimi do samego końca.

To dobrze, że wiek XX w. nie pozostanie związany głównie z imionami tyranów, obłędnych ideologii i gigantycznych zbrodni, że jeszcze w trakcie jego trwania została im udzielona odpowiedź. Że skończył się godnie i pięknie. I postawił wyzwanie – to, co w Norwidowym sensie jest do ZROBIENIA w wieku XXI.
A zakończył się z niebywałą dokładnością – 2 kwietnia 2005 roku o godzinie 21.37.


 

bren
O mnie bren

Nie ma takiego poświęcenia, na które by się człowiek nie zdobył, byle tylko uniknąć wyczerpującego wysiłku myślenia. /sir Joshua Reynolds/

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Kultura