Chcąc uczynić zadość życzeniom, wyrażonym przez aktywistów fanklubu Mokrej soboty, podejmuję trud jej kontynuacji. Głosy te (jeden na forum salonu24 i jeden telefonicznie) odezwały się długo po zakończeniu publikacji 10 odcinka części 1, co po trosze usprawiedliwia opóźnienie prac nad częścią 2.
Od razu pragnę uprzedzić, że fabuła będzie jeszcze bardziej skomplikowana, a wyzwania stawiane czytelnikowi – znacznie poważniejsze (choć już uprzednio należały do górnej strefy stanów wysokich). Wynika to z konieczności uwzględnienia kilku płaszczyzn czasowych przy zachowaniu kronikarskiej dbałości o odwzorowanie miejsc i wielu drobiazgów, ulegających nieustannie niemal niedostrzegalnym zmianom.
Zdaję sobie sprawę, że narastające trudności mogą zniechęcić początkujących czy mniej zaawansowanych odbiorców. Muszę jednak uwzględnić przewagę jakości nad ilością – kierując się przede wszystkim do nielicznego, elitarnego wręcz fanklubu (Suchego, mimo uporczywie ponawianych deklaracji, z oczywistych powodów nie wypada doń włączyć).
Zresztą większość użytych środków artystycznych nie powinna zaskakiwać średnio rozgarniętego czytelnika; np. fakt, że ktoś znany z cz. 1 pod jednym imieniem (ksywką) zostanie po pewnym czasie rozpoznany pod całkiem innym w cz. 2. To zabiegi znane, przynajmniej ze słyszenia, choćby z Dziadów. Podobnie; ktoś uśmiercony w cz. 1 może „żyć” w części drugiej – oczywiście we fragmentach, opisujących (później) to, co zdarzyło się wcześniej. (Chyba przesadziłem z tym rozpraszaniem obaw).
Podstawowe zasady pozostają bez zmian, a dla pewności i ułatwienia przytoczę uwagi z początku cz. 1.
Autor tego paradokumentalnego zapisu starał się odtworzyć wypadki z maksymalną dokładnością, zgodnie z ich przebiegiem, zachowując autentyczne nazwy miejsc i osób, których związek z rzeczywistością w żadnym razie nie jest przypadkowy.
Rzecz toczy się na krakowskim Kazimierzu; w przeszłości i współcześnie zarazem, co stanowi jedyne odstępstwo od realizmu.
Życząc miłej lektury, z góry przepraszam za ewentualny brak regularności. Postaram się nie nadużywać cierpliwości i nie wydłużać przerw ponad miarę (za miarę przyjmijmy w ostateczności tydzień).



Komentarze
Pokaż komentarze (48)