bren bren
444
BLOG

Mokra sobota, cz. 2; odc. 6

bren bren Kultura Obserwuj notkę 45

 

Na początku był Robin Hood. Po nim nastąpił Robin Hood 2. Potem nastał Jet.
Zanim zdobył przydomek „Szef”, ba – zanim w ogóle się pojawił, na to i owo należało zwrócić uwagę. I doprawdy nie wymagało to niezwykłych zdolności. W owych czasach widok boksera z niepodciętymi (a więc swobodnie zwisającymi uszami) nawet u kompletnego pitery budził zdziwienie. Chociaż Buni – bo była to Jej decyzja – wcale nie zależało na wywoływaniu sensacji; stanowiła jedynie skutki uboczne nieustępliwej kampanii. Ponieważ – zachowując uszy w stanie naturalnym – i oba Robin Hoody, i Jet tracili szanse na medale, tzw. lepiej zorientowani uważali te zmagania za klęskę. Wielu (po cichutku) nazywało skandalem fakt, iż bezdyskusyjnie najpiękniejsze boksery Miasta są pozbawione tytułu czempiona. Dla Buni było to tak samo absurdalne, jak sprawianie niepotrzebnego bólu szczeniakom.
Bunia nie doczekała momentu, gdy ci, co przyznają psie tytuły zmienili zdanie i nagle zrezygnowali z własnych argumentów. Na pewno nie nazwałby tego swoim triumfem. Ani, tym bardziej, ich porażką. Może ich zwycięstwem? Ale najprawdopodobniej nie powiedziałaby nic. I pewnie śmieje się, popijając kawę z porcelanowej, niebieskiej filiżanki.
Tej chwili nie doczekał ani Robin Hood, ani Robin Hood 2, ani Szef. Luki po nim nic nie mogło zapełnić, więc najpierw była przerwa, a dopiero później Vis. Ale i on nie dotrwał do zmian regulaminu. (Zresztą na jego krótki żywot nie miałyby one żadnego wpływu). Ani Jarema. Ani nawet Toyota (córka Visa).
Paradoksalnie, kiedy nadszedł czas zmian, wśród psów towarzyszących Suchemu były akurat także boksery z podciętymi uszami. Przygarniane jako dorosłe, a niekiedy w bardzo już zaawansowanym wieku. Toteż, z innych powodów, dla Zazula czy Mordy zmiany te również nie miały najmniejszego znaczenia.
Absurd towarzyszył tej historii od samego początku. Jakże więc ktoś na wstępie starający się go pozbyć miałby ją rozwikłać?

Trzeba jednak przyznać, że jeśli szykujący się – nie do Rozprawy, bo tego nie zakładali, ale do dania Suchemu nauczki – bacznie obserwowali Robin Hooda czy Robin Hooda 2, mogli wyciągnąć opaczne wnioski. Tak jeden, jak i drugi mało interesowali się ludźmi, traktując ich z życzliwą obojętnością. Spojrzenie, jakie natychmiast po wypadnięciu z bramy kierowali w lewo i w prawo, prześlizgiwało się po przechodniach, nie wywołując najmniejszej reakcji. Jeżeli w zasięgu wzroku i nozdrzy nie było godnego przeciwnika (od owczarka niemieckiego wzwyż), trzeba było ruszyć na poszukiwania. Niezbyt długie. Bulwar był niedaleczko.
Liczba walk, stoczonych tam z przeważającymi siłami, o pojedynkach nie wspominając, znacznie przekracza ramy tej skromnej relacji. Wątpliwe zresztą, by jakiekolwiek wysiłki podejmowane dla ukazania tych starć choćby w ogólnym zarysie okazały się owocne bez epickiego rozmachu Lwa Tołstoja, w rozmiarach przerastających najśmielsze marzenia Johna Galsworthy’ego. To po prostu przechodziło pieskie pojęcie.
Lecz oni mieli do czynienia z Jetem. Być może (przyjmując, że nie zaniedbano działań rozpoznawczych) zwodnicze okazało się poprzestanie na cechach zewnętrznych. Pod tym bowiem względem Jet, zwłaszcza dla niewprawnego oka, niewiele różnił się od poprzedników. Ba, przypominał ich także, a raczej przewyższał wojowniczą naturą. Kłopot w tym, że w przeciwieństwie do obu Robin Hoodów kompletnie nie interesowały go psy. A mówiąc bardziej dokładnie – nie interesowała go walka z psami. A żeby wyjaśnić do końca, na czym polegał kłopot, należy powtórzyć, że właściwie nie interesowało go nic poza walką.
 

 

(cdn.) 

Zobacz galerię zdjęć:

bren
O mnie bren

Nie ma takiego poświęcenia, na które by się człowiek nie zdobył, byle tylko uniknąć wyczerpującego wysiłku myślenia. /sir Joshua Reynolds/

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (45)

Inne tematy w dziale Kultura