bren bren
203
BLOG

Mokra sobota, cz. 2; odc. 9

bren bren Kultura Obserwuj notkę 8


Czyżby Suchy utracił trzeźwy osąd i umiejętność oceny przeważających sił? Nie. Wręcz przeciwnie. Miałżeby stać się kolejnym przykładem zgubnego wpływu młodzieńczych lektur, ze szczególnym uwzględnieniem Samson Agonistes? Nie. Przewidywał finał, a nawet mógł chłodno i w miarę dokładnie określić, kiedy nastąpi – ogarniając wzrokiem podczas kolejnego wyskoku dotychczasowych obserwatorów, przemieszczających się na pozycje przekształcające ich w uczestników. A równocześnie wiedział, że porażka nie będzie jego udziałem. Szaleństwo? Wyjątkowe zaburzenia percepcji? Nic podobnego.
W podobnym stanie niemal sto tysięcy ludzi opuszczało stadion, w przeraźliwym milczeniu; w przekonaniu, że Górnik odpadł, bo któż by wcześniej kalkulował dogrywkę, a więc zabrakło informacji, że strzelone w niej gole nie liczą się podwójnie. I jednocześnie pewność (szalona, idiotyczna), że awans drużyny, która – jak AS Roma – zdobywa bramki tylko po wymuszonych karnych nie jest niesprawiedliwy; a po prostu niemożliwy. Pewność tak niezachwiana, że gdy nieco później z zapełniających się autobusów zaczęły dobiegać oznaki radości – bo kierowcy znali już z radia regulaminowe rozstrzygnięcia – nie było w nich spontanicznego wybuchu. Tak mógłby się cieszyć tylko ktoś zaskoczony, komu się niespodziewanie udało, a nie ten, kto odczuwa spokojną satysfakcję z dobrze spełnionego obowiązku, którego efekt może oczywiście zniweczyć coś, na co nie ma się wpływu – kataklizm lub złośliwa intryga.
Tak więc tylko pozorna sprzeczność tkwiła w odrzuceniu przez Suchego wizji klęski i jednoczesnym założeniu, że w finale nie starczy mu czasu choćby na powtórzenie słów Cambronne’a (w dowolnej wersji).

Nie tylko zachowanie Suchego nie miało większego znaczenia dla załamania negocjacji, jak i ostatecznego wyniku starcia. Nie zależało to również od postawy jego bezpośrednich przeciwników; to znaczy – ilu zostało trafionych, a ilu zachowało sprawność. Nie dlatego, by masowo utracili instynkt samozachowawczy. Na znajdujących się na pierwszej linii naciskał gęstniejący tłum, zwabiony zamieszaniem i żądny atrakcji. Zdecydowany krok, sugerujący chwilowy rozejm, był wykluczony. Z kolei Suchy starał się wybrać bardziej znaczących przeciwników, przeliczając, których zdoła dopaść, zanim napierająca czerń uniemożliwi mu jakikolwiek ruch. Nie był to rachunek zbyt długi.

Od tego miejsca zaczynają się we wszystkich wersjach dziwaczne rozbieżności, pseudoartystyczne ubarwienia, mętne anachronizmy. Cień, który nagle przesłonił widok mimo nadal bezchmurnego nieba, migające nieokreślone kształty; zbiorowa psychoza. Zamiast znęcać się ponownie nad tymi, którzy podążali tropem takich nieudolnych fałszywek i znacznie późniejszych ingerencji, lepiej wrócić do momentu zawieszenia żwawo rozwijającej się akcji, czyli otwierającego się przed Suchym duktu w gąszczu napastników. A jeszcze lepiej – do początku starcia.
Rzecz jasna, nikomu nie umknął fakt, że Suchemu towarzyszył pies. Trzeba też przyznać, iż piętnowane uprzednio zaniedbania wywiadowcze pod tym akurat względem nie były rażące. Głuchy Leon, Hrabia i kilka innych postaci miało przedramiona owinięte kawałkami grubego materiału, co pozwala domniemywać, że uwzględniono konieczność zabezpieczenia się. Nie przed zębami Suchego przecież. Aliści zachowanie Jeta – w chwili, gdy szykowano się do zaczepki – zdawało się wskazywać na nadmiar ostrożności.
Podążające kilka kroków za Suchym psisko minęło zacieśniający się wokół niego wianuszek nieprzyjaźnie nastawionych osobników i potruchtało w stronę pobliskiego, narożnego budynku. Czyli do domu. Przekazy milczą, czy skwitowano ten manewr szyderczym rechotem. Ale i bez zewnętrznych oznak optymizm atakujących został wzmocniony. Wszak nie od rzeczy mawia się „jaki pies – taki pan”. Wprawdzie brak uległości, w dotkliwy sposób przejawiany przez Suchego, okazał się wobec tego podwójnie zaskakujący, lecz zarazem całkowicie zniwelował przejmowanie się psem. Zapomniano o nim. Równie szybko, jak szybkie ciosy Suchego rozwiały nadzieje na szybkie udzielenie mu nauczki.
Jednak wyparty ze świadomości Jet nie przestał istnieć. Wyrażając to językiem bardziej zrozumiałym, można odnotować ciekawe zjawisko jednoczesności tezy i antytezy. Zwolennicy skrajnego sensualizmu i subiektywizmu Berkeleya stawali się (w sensie dosłownym, a więc rzeczowo) krytykami jego poglądów bardziej zagorzałymi od Kanta. Tak to filozofom, nie tylko egzystencjalistom, bywa.

(cdn.)

 

Zobacz galerię zdjęć:

Zapóźniona il do poprzedniego odcinka.
Zapóźniona il do poprzedniego odcinka.
bren
O mnie bren

Nie ma takiego poświęcenia, na które by się człowiek nie zdobył, byle tylko uniknąć wyczerpującego wysiłku myślenia. /sir Joshua Reynolds/

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Kultura