Tymczasem Jet, niemy uczestnik tej milczącej dysputy, zatrzymał się nieopodal domu, pozostając na trawniku. Obrócił się i popatrywał na kłębiące się i gwałtownie pęczniejące zbiorowisko. Opuszczał łeb coraz niżej, a wreszcie oparł na łapach, tylną część ciała utrzymując w górze. Wyglądało to, jakby przeciągał się po długim śnie lub układał do drzemki. Po chwili podniósł się cały i kilka razy okrążył miejsce, które zajmował. Po czym powrócił do poprzedniej, raczej niewygodnej pozycji, co wskazywało na krótkotrwałość tej fazy.
I rzeczywiście – wtedy właśnie w tłumie otaczającym Suchego dał się zauważyć prześwit. Nie bez powodu nazwany ścieżką, choć Suchy wykorzystał ją wyłącznie jako kawałek wolnej przestrzeni wokół siebie. A Jet na to najwyraźniej czekał. Uznawszy, że droga otwarła się specjalnie dla niego, ruszył. Lecz tym razem nie był to luźny, dość powolny bieg, jakim wcześniej wykonywał kółeczka. Po trzech susach osiągnął maksymalną prędkość.
Zbliżając się do rozdzielonej na dwie części grupy, Jet lekko zboczył w prawo. 28,4 kg – głównie mięśni i kości, obciągniętych złotawo lśniącą skórą – rozpędzone do 38,2 km/godz. walnęło w pierwszą z brzegu postać. Czy trzeba dodawać, że po tym uderzeniu nie utrzymałby się na nogach nawet Gruby Kazio? On zresztą spoczywał już na trawie, powalony przez Suchego. Zderzenie miało oczywiście wpływ także na Jeta, który wytracił prędkość. Nie była to wszakże dobra wiadomość ani dla leżącego, ani dla następnych, stojących na drodze obranej przez Jeta.
Teraz wyszło na jaw, jak zgubne okazałyby się konsultacje. Fachowcy niezawodnie upewniliby początkujących adeptów kynologii, że w razie konfliktu poszkodowany może zostać najprawdopodobniej tylko jeden z nich, którego bokser złapie (zapewne za kończynę) i już nie puści. Konfrontacja tej wiedzy z zachowaniem Jeta zwielokrotniłaby panikę.
Bowiem Jet nie zamierzał zaciskać szczęk. Zahaczył powalonego przeciwnika zębami, prując ubranie, skórę i ciało jak stary pokrowiec na legowisku. Natychmiast ruszył dalej, odzyskując prędkość. I tak się to powtarzało. Jeśli któryś ze stojących na trasie Jeta zdążył uskoczyć, bark psa uderzał w kolejnego, najczęściej pod kolanami, a zęby trafiały w najczulsze miejsca nieszczęśnika. (Niestety, żaden Instytut nie przeprowadził badań, czy i na ile Rozprawa nad Rzeką wpłynęła na późniejszy spadek populacji Dzielnicy. Brak danych nie pozwala więc zająć stanowiska w tej sprawie).
Jet – zwalniając i przyspieszając – dotarł do wolnej przestrzeni. Przysiadając na tylnych łapach, zarzucił korpusem, zawracając niemal w miejscu. Tylko ciągnąca się z nim, zabarwiona na czerwono strużka śliny zatoczyła pełny okrąg i łagodnie opadła na trawę. Jet był już wtedy przy drugiej części grupy, gdyż znów zboczył lekko w prawo.
I wszystko potoczyło się niemal identyczne, z tym że nawrót odbył się naprzeciw domu. No i wolna ścieżka się poszerzyła, a obie grupy wyraźnie przerzedziły – bo przecież, zyskawszy więcej przestrzeni i Suchy nie próżnował. Wystarczyły jeszcze trzy, coraz krótsze przebiegi, i Jet – nie napotkawszy oporu – przywarował obok Suchego. Wszyscy zdolni do wycofania się skorzystali z tego taktycznego rozwiązania, wcale nie mając z góry upatrzonych pozycji. Prawie wszyscy.
Naprzeciw Suchego pozostał Mały Joe. Wówczas bezimienny. Lecz nic nie miało już być takie jak przedtem. Czy o tym właśnie myślał? Nigdy się nie dowiemy. Nie wiadomo też, czy uniknął szarż Jeta, uskakując wcześniej, czy tkwił niewzruszony na tym samym miejscu, a ocalił go przypadek. Byłżeby ktoś tak zawistnie nikczemny, by utrzymywać, że sparaliżował go strach? W pobliżu – nie ostał się nikt przytomny; poza Suchym i Jetem, którzy nie uważali tak na pewno. Z uwagą obserwowali nieruchomą postać, a zachowanie Jeta nacechowane było respektem.
Suchy przesuwał się w lewo, przestępując leżące ciała, co oczywiście do wygodnych manewrów nie należało, ale swoboda działania i tak znacznie przewyższała poprzednie ograniczenia. Mały Joe niemal niedostrzegalnie obracał się, utrzymując Suchego w polu widzenia. Nie wpatrywał się jednak w jego oczy. Nie zważając na powolne czy szybsze wymachy rąk, śledził położenie stóp Suchego,. Już sama ta reakcja wystarczyłaby do zrozumienia, dlaczego to on z całego tabunu przetrwał na placu. I do szacunku ze strony Suchego. Nie zaskoczyło go więc, że po dobrze wyprowadzonym ataku Mały Joe tylko zachwiał się lekko, zamortyzowawszy cios odgięciem tułowia.
Wszakże niemal równoczesne uderzenie głową, jakie trafiło w podbródek Suchego – wypadało uznać za niespodziankę. Tym dotkliwszą, że łączyła się z następną. Suchy zorientował się bowiem, iż trudności, jakie sprawia mu efektowne podniesienie się, połączone z wyskokiem, spowodowane są przez przyciskającego go do ziemi przeciwnika.
Mocnym szarpnięciem zdołał się jedynie obrócić na bok. Dwa ciasno splecione ciała tarzały się wśród innych, zaściełających teren, odbijały od nich, zmieniając kierunek przemieszczania, wyznaczany uprzednio próbami rozstrzygającego chwytu, podejmowanymi przez walczących. Zmagania w parterze trwały dość długo, bo Jet zdążył kilkakrotnie powstać i otrzepać się, choć ciemne plamy na jego skórze dawno zaschły.
(cdn.)



Komentarze
Pokaż komentarze (39)