Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen
164
BLOG

Marzann

Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen Polityka Obserwuj notkę 9

- Jak to jest  - zastanawiała się młoda pani od polskiego. - Systemy się zmieniają, koncepcje edukacji się zmieniają, a pewno rzeczy są niezmienne. Chodzi mi o wagary.
- Wagary... - i uczniowie czwartej a zaczęli się zaklinować, że nie ma mowy, że oni nigdy i tak dalej.
- My wiemy lepiej - oświadczyła młoda pani. - W związku z tym, że pierwszego dnia wiosny i tak ucieklibyście z lekcji...
- Ależ skąd!
- Dyrektor szkoły zarządził, że lekcji nie będzie.
Czwarta a osłupiała w radosnym podnieceniu.
- Nie musimy iść do szkoły?!
- Tego nie powiedziałam - zastrzegła się pani pedagog. - Przyjść do szkoły, oczywiście, musicie. Będziemy robić marzannę.
- A czy będziemy mogli jej najpierw spuścić bęcki? - zapytał podniecony okularnik z trzeciej ławki.
- Z kim ty się chcesz lać, z kukłą? - rzekł pogardliwie Gruby Maciek. - No tak, z nią może masz jakieś szanse...
I się pobili.
- Mam pytanie - odezwał się głęboko do tej pory namyślający się Łukaszek. - Czy trzeba przynieść z domu jakieś materiały?
- Książeczkę czekową ojca - zażartowała pani, ale okazało się, że czwarta a potraktowała ten pomysł serio.
- Ja żartowałam - tłumaczyła zrozpaczona polonistka.
- Ale to bardzo dobry pomysł - stwierdziła dziewczynka, która zazwyczaj odzywała się jako pierwsza. - Nie ma jakiegoś sklepu z marzannami? Po prostu kupilibyśmy gotową.
Młoda pani od polskiego zdecydowanie odrzuciła koncepcję kupowania gotowej marzanny. Zresztą, nikt takowej nie oferował. Zatem pierwszego dnia wiosny czwarta a stawiła się w szkole przynosząc surowce.
- Każdy coś przyniósł? - sprawdzała młoda pani od polskiego. - Kij? Chrust? Szmatki? Świetnie. Zabieramy się do roboty.
Zabrali się. Marzanna była w wersji klasycznej. Na kiju zamontowano chrust a na nim przyczepiono kolorowe szmatki. Kiedy marzanna była już gotowa do klasy wkroczyła pani pedagog. Spojrzała na dzieło czwartej a i zażądała wyjaśnień.
- To marzanna - wyjaśniła młoda pani od polskiego tonem, jakim tłumaczą w dziennikach telewizyjnych, że będzie lepiej.
- A dlaczego marzanna?
Młoda pani od polskiego zaczęła coś opowiadać, o tradycji, podpalaniu, rzucaniu...
- Nie, nie o to mi chodzi - przerwała jej pani pedagog. - Dlaczego jest to "ona"? Przecież marzannę topiliście w zeszłym roku, prawda?
- Tak...
- Więc w tym roku powinien to być marzann - pani pedagog podniosła palec ku górze i rzekła uroczyście:
- Parytety! - po czym wyszła z klasy. Wróciła po paru minutach z tajemniczym pudełkiem.
- Oto coś, co uczyni z marzanny marzanna! - i mówiąc to pani pedagog wręczyła pudełko młodej pani od polskiego. Młoda pani zajrzała do wewnątrz i z okrzykiem wstrętu upuściła pudełko na podłogę. Z pudełka wypadł plastikowy fallus z paskiem do przyczepiania.
- Mmmmmnnnn! - pisnęła zgorszona polonistka.
Dla zakochanego do szaleństwa w pani pedagog okularnika z trzeciej ławki był to ciężki cios. Podszedł do pani pedagog i zapytał gniewnie:
- Chyba mnie nie zdradzasz z tym plastikiem?
Czwarta a zaczęła chichotać a pani pedagog zaczęła krzyczeć, że ona wyprasza sobie, że taki szczeniak mówił jej na ty, ze nie ma wobec niego żadnych zobowiązań a poza tym co okularnik wie o seksie.
- Byś zobaczyła jakie mam adresy wuwuwu w kompie - odszczekiwał się okularnik.
- No i co tam jest w tych adresach? - zapytała z lekceważącym uśmiechem dziewczynka, która prawie zawsze odzywała się jako pierwsza. Okularnik powiedział jej co.
- Bueegghhh!! To kłamstwo! - zawołała dziewczynka wstrząsając się z obrzydzeniem.
- To prawda, wszystko jest na filmach - upierał się okularnik. - Musisz się z tym zgodzić. Jak dorośniesz też taka będziesz...
Kiedy już oderwali paznokcie dziewczynki od twarzy okularnika pani od polskiego wydała komendę do wymarszu. Ale zanim wyszli pani pedagog przypięła jeszcze swój gadżet marzannie, czyniąc z niej marzanna. A potem kazała dzieciom nieść marzanna podczas przemarszu.
Przeszli przez osiedle wzbudzając sensację, przeszli przez kawałek miasta i dotarli nad rzekę. Weszli na most i rozpoczęli przygotowania do zrzutu. Pani pedagog polała marzanna jakąś substancją łatwopalną, podpaliła go, a czwarta a wyjąc z radości cisnęła płonącą kukłę w dół.
- Idź precz zła zimo! - rozległ się gromki okrzyk.
Marzann plasnął o wodę, zanurzył się na moment, wynurzył i już po chwili leniwie kołysał się rozcinając falę penisem niczym rekin płetwą.
- Marzanna płynie - relacjonował Łukaszek.
- Marzann. Ten marzann - poprawiła go pani pedagog.
- Marzann płynie... Już się nie pali... W krzakach nad brzegiem rzeki łazi jakichś dwóch żuli... Widząc naszą marza... Naszego marzanna. Jeden wskakuje do wody i łapie naszego marzanna! I wyciąga go na brzeg!! A ten drugi krzyczy coś, macha pięściami i idzie w naszą stronę!!!
- Wracamy do szkoły - zadysponowała pełna złych przeczuć młoda pani od polskiego. - Natychmiast!
Ruszyli z powrotem unikając dzięki temu niepożądanego spotkania. A następnego dnia okazało się, że młoda pani od polskiego miała dobre przeczucie. Pismo "To, Co Jest" na pierwszej stronie dało fotografię dwóch żuli znad rzeki i podpis: "Byli świadkami bestialskiego mordu".
- To było straszne - opowiadał jeden dżentelmen znad rzeki. - Grupa dzieciaków i dwie kobiety. Przynieśli tego nieszczęśnika na most, podpalili go i rzucili do wody. Boże! Co za bestialstwo!! Wszyscy umrą!!!
- Udało mi się go wyciągnąć z wody - opowiadał drugi. - To był bezdomny tak jak my, Mocno zarośnięty, ubranie w strzępach. Ale to, że jest bezdomnym nie daje nikogo prawa żeby go tak traktować. Wezwaliśmy karetkę.
Dalej w ramce był wywiad z lekarze.
- Pacjent był wyziębiony, popalony i nie wykazywał oznak życia. Próbowaliśmy reanimacji, elektrowstrząsów, usta-usta, a nawet kroplówki. Niestety, wszystko zawiodło. Mogę tylko powiedzieć, że miał przyjemną śmierć.
- Jak to?!!
- Miał erekcję.

Nie biorę żadnej odpowiedzialności za to co robi Łukaszek, a tym bardziej za to, co mówi Gruby Maciek. A tak poza tym, to fikcja, czysta fikcja. UWAGA! Podczas czytania nie należy jeść i pić! Nie zaleca się czytania pokątnie w obecności szefa! Opluty monitor czyścimy specjalną chusteczką, a klawiaturę szczoteczką do zębów (by Redpill)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka