
Ostał się we mnie jeno cień nadziei,
że kiedyś wreszcie nadejdzie ta chwila;
gdy wyzwoleni od dźwięków cymbała,
powrócim znowu do wdzięku kadryla.
- bronmus45-
^
Na forum Salon24 [i nie tylko] od paru już lat pobrzmiewa temat dotyczący podjęcia i wykonania komendy odejścia samolotu podczas próby lądowania w dniu 10 kwietnia 2010 roku:
Tupolew Tu-154M nr operacyjny 101 i lot PLF 101
na lotnisku w Smoleńsku. Wersji na temat jest wiele, jednak jedyną słuszną byłaby ta, podjęta i wykonana we właściwym czasie. Uchroniłaby wiele osób i ich bliskich przed katastrofą. Fizyczną, dotyczącą samych uczestników lotu jak i tą życiową, często dla ich rodzin, bliskich...Taką ostateczną decyzję bez względu na różne inne oddziałujące nań czynniki zewnętrzne [na przykład osoby trzecie] winien i musi podjąć kapitan statku [samolotu]. Chyba, że nie jest w stanie z jakichś powodów sam tego dokonać, wtedy czyni to jego zastępca. Tylko w jaki sposób tego dokonać? Czy nawet używając przymusu fizycznego?.. Nie zawsze jest na to sposobność i czas. Bo to on, kapitan, a nie kto inny jest [był] odpowiedzialnym za losy załogi i pasażerów.
Podobna sytuacja zachodzi przy podejmowaniu decyzji politycznych. Oczywiście, nie wiążących się tak bezpośrednio z zagrożeniem życia, lecz nie mniej ważnym dla dalszych losów danego ugrupowania, jego członków i zwolenników, a w rezultacie całego państwa w którym przyszło im działać. Wydawać by się mogło - przynajmniej dla mnie - że taką ostateczną decyzję na odejście Jarosława Kaczyńskiego z polityki powinien podjąć on sam jak najszybciej. Bo niechybnie całemu ugrupowaniu grozi katastrofalne zejście ze sceny politycznej. A żadne ciało polityczne PiS nie jest w stanie go odwołać, bez jego zgody. Bo przecież każde z tych ciał składa się - po odejściu wielu bardziej znaczących osób - z potulnych wykonawców woli prezesa Jarosława Kaczyńskiego, bez którego przywództwa ich polityczny życiorys skończyłby się natychmiastowo i bezpowrotnie...


Komentarze
Pokaż komentarze