Donald Tusk zdaje się nie sięgać pamięcią nawet do tego, co mówił dwie kadencje sejmu wstecz, choćby o konstytucji europejskiej, co przypomniał ostatnio na swoim blogu tad9; trudno więc wymagać, by pamiętał, co robił w roku 2000 i jakie wówczas podejmował/firmował decyzje. Co ciekawe, zdaje się tego nie pamiętać również Jerzy Buzek, który nie kojarzy faktów na tyle, by zapytać Tuska o tamte sprawy. Może też nie ma na to czasu, zajmując się choćby unijnymi planami ograniczenia dostępu do internetu (Partia Piratów poinformowała, ze jedną osób zaangażowanych w tworzenie odrzuconego projektu "prawa pakietowego", był właśnie Buzek)? Nie są w stanie wyłapać tej niejasności dziennikarze, media, a za nimi - otumanieni wyborcy, którzy jednego dnia śmieją się z "Buzka-łobuzka", a drugiego ogłaszają go najlepszym polskim europarlamentarzystą. łowcy niekonsekwencji zaś zbyt zajęci są Wałęsą i problemami jego niedawnych apologetów, dziś zaś coraz częściej krytyków, w rodzaju "moralnego karła" Radka Sikorskiego.
Ciekawym aspektem jest też upodobanie niektórych polityków do osoby, które w swoim czasie wbiła im przysłowiowy nóż w plecy. Z jednej strony Buzek, Krzaklewski, Cimoszewicz, z drugiej - Donald Tusk, jako rozdający karty. Kupujący za pochlebstwa osoby, którym w swoim czasie, z takim samym przymilnym uśmiechem, łamał kariery. Gdy tak wygląda nasza polityczna elita, mająca bronić naszych interesów w Europie nie możemy czuć się zbyt pewnie. Nie wiemy bowiem, kto kiedy i w jak okrutny sposób gotów jeszcze złamać im serca.
***




Komentarze
Pokaż komentarze (9)