Zanim jeszcze przemówił ten ostatni, wciąż polski przynajmniej z nazwy minister spraw zagranicznych w swoim wystąpieniu rysuje nową mapę Europy, w której mamy Polskę między Rosją i Niemcami. Zauważa to tylko profesor Nowak i Julia Tymoszenko, która z Westerplatte wyjeżdża, by świętować zupełnie inną rocznice razem z Kadafim. Później Sikorski schodzi na dalszy plan, bo oto jest już obiekt westchnień naszych mediów i jego mowa, w której nowy ład Europy tworzą razem Rosja i Niemcy. Medialne pudelki zachwycają się, że premier Rosji rzucił nam jakieś ochłapy udające prawdę historyczną, zaś o sensie jego przemówienia na trzeźwo z dziennikarzy jest w stanie napisać chyba tylko jeden Ziemkiewicz. W nowej Europie w najlepszym razie przypadnie nam rola statystów, zaś Unia Europejska będzie fikcyjnym tworem. Dodam od siebie, że o ile zgadzam się, ze UE nie będzie miała nic do powiedzenia w sprawach polityki międzynarodowej, to jednak będzie miała możliwość zatrucia nam życia, choćby zabraniając nam używać kolejnych sprzętów tak, jak dziś odbiera nam - ku zachwytowi rodzimych totalniaków - żarówki, zastępując je rakotwórczą namiastką. Jeszcze ostrzej niż Ziemkiewicz sprawę widzi profesor Ewa Thompson, która we "Wprost" porównuje przemówienie Putina do mowy Adolfa Hitlera (podziwiam i pozdrawiam) z roku 1939.
W salonie 24 Czarnowidz pisze notkę o tym, że za kilka lat będziemy żyć pod zaborami, a z Poznania do Warszawy jeździć będzie się z paszportem. To jednak nie te czasy i inny poziom techniki. Czy potrzebne są administracyjne utrudnienia w sytuacji, gdy ma się do czynienia z ludźmi z przetrąconym kręgosłupem, którzy prześcigają się z hołdach dla tych, których uważają za silniejszych? Gdy na demonstrację pod rosyjską ambasadę przychodzi 30 osób, setki koczują pod hotelem, w którym mieszka Putin. Zaś setki, które zostały w domach piszą w internecie o tym, ze jesteśmy mali i słabi, ale witamy i pozdrawiamy naszego wielkiego gościa. Niektórzy podejrzanie łamaną polszczyzną, jednak inni - całkiem poprawnie. Żadnych zaborów nie potrzeba, gdy prawie wszystkim już wmówiono, że jesteśmy karłami Europy zaś polskość, patriotyzm czy pamięć o historii to czasem ciężar, a czasem po prostu - wstyd. Urzędowe ograniczenia mogłyby wzbudzić niepotrzebne tarcia, rzecz załatwia się więc inaczej. Rząd ogłasza rekordowy deficyt budżetowy i na jednym oddechu zapowiada, że musimy kontynuować prywatyzację, by załatać dziurę Rostowskiego. Skoro musimy to znaczy, ze jesteśmy pod ścianą. świetna wiadomość dla potencjalnych zainteresowanych. Sprzedamy za tyle, ile nam zaproponują, a ile zaproponują, to już widać po pieniądzach, które mieliśmy dostać za stocznie (gdy jeszcze rząd utrzymywał, że je sprzedał). Tak więc problem zakładów mamy już z głowy, problem zaś ziemi rozwiąże prawdopodobnie podatek katastralny, który jak upiór powraca po kilku latach. Jak cieszą się "dziennikarze" z Gazety Wyborczej ziemia czy mieszkania przestaną być atrakcyjne jako lokata kapitału, dzięki czemu wzrośnie atrakcyjność lokat bankowych. Chwała nam i naszym kolegom. Jeśli akurat bowiem bank nie jest zagraniczny, to jest zarządzany przez przyjaciół partii aktualnie rządzącej. Z obrazu wyłamuje się jedynie SKOK, jednak rząd już ma plany, by rozwiązać problem zbytniej samodzielności ostatniego polskiego podmiotu na rynku.
Jak działa polska edukacja? Jak działają polskie media? O tym napisano już wszystko. Ich kompleksy widać za każdym razem, gdy przyjedzie do nas ktokolwiek z zagranicy, czy to watażka ze wschodu, czy to podstarzała piosenkarka pop. Jak działa polska policja? To pokazała sprawa Olewnika, bezradność i podległość wobec agencji Zubrzyckiego czy próba przepchnięcia generalskich nominacji dla byłych zomowców. Jak działają polskie sądy? Najskuteczniejsze są w wykradaniu dzieci w zmowie z urzędnikami, reprezentującymi - w swoim chyba tylko mniemaniu - państwo. Państwo silne tylko wtedy, gdy ma okazję zgnoić swojego obywatela. Jak działają nasze "elity"? Zgodzą się na wszystko i chętnie pójdą z każdym, kto wzmocni je w poczuciu ich wyjątkowości i poczuciu wyższości wobec motłochu czy polskiego ciemnogrodu.
By dobrze opisać (i jeszcze to wydać i zarobić!) polską rzeczywistość, należy ubrać opis w szaty "political fiction", jak zrobił to w "Przenajświętszej Rzeczpospolitej" Jacek Piekara. "Polska była o krok od wielkości, a wybrała podłość". Ale jak inaczej mógł wybrać naród, który tak pięknie daje się tresować do swojej roli karłów Europy?



Komentarze
Pokaż komentarze (13)