Jak mówi poseł Czesław Hoc z PiS, który złożył zapytanie poselskie w tej sprawie decyzja urzędników pani Kopacz jest złamianiem tradycji służb Ratownictwa Medycznego. Bardzo bolesną dla środowiska ratownictwa medycznego była decyzja polityczna podjęta przez gabinet polityczny ministra zdrowia zakazująca modlitwy i pobłogosławienia nowego śmigłowca, a zatem zabraniająca modlitwy jako swobodnej praktyki swoich przekonań religijnych obywateli w miejscu pracy - argumentuje poseł Hoc i dodaje: - Zachowanie dyrektora gabinetu politycznego w kontekście tego wydarzenia odznaczało się ignorancją i pogardą wobec ludzkich przekonań i prawa pracowników systemu ratownictwa medycznego do budowania należnego tej służbie etosu.
Być może Kopacz, jeszcze niedawno deklarująca się jako katoliczka, wyznająca religię w godzinach od 16 do 8 (czyli poza czasem pracy), postanowiła przyjąć do wiadomości swój status osoby wykluczonej z Kościoła i uznała, że jej obecność podczas święcenia śmigłowca mogłaby być uznana za bluźnierstwo. W takiej sytuacji należałoby jednak z godnością się wycofać, nie zaś najpierw zapraszać księży, później zaś, poprzez urzędników, uniemożliwić im wykonania posługi. Taka motywacja jest jednak mało realna, więc należałoby raczej uznać, ze Kopacz zauważyła - mimo dyskretnego milczenia biskupów w tej sprawie - że nie da się nagiąć reguł religii katolickiej nawet dla ministra z rządu zaprzyjaźnionej przecież z dużą częścią hierarchów siły politycznej. A po tej konstatacji postanowiła, że będzie konsekwentna, o czym przypomniała sobie dopiero, gdy zobaczyła na lotnisku przedstawicieli swojego dawnego kościoła. Mimo tych wahań, środowiska popierające dostępność aborcji (którą uważam za morderstwo, jednak zgodnie z wyrokiem sądu nie mogę jej zwolenników nazwać zwolennikami morderstwa) powinny jakoś uhonorować panią Kopacz, która, obok Alicji Tysiąc, powinna zostać wyniesiona na sztandary polskich feministek i antyklerykałów. Stara się przecież, jak może.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)