Postanowiłem się przeprowadzić tu z innego portalu, tu chyba będzie sensowniej, pożyjemy zobaczymy. Nie obiecuję pisać regularnie. Pierwsza notka jest kopią notki ze starego bloga, ale jest to notka nowa i jak najbardziej aktualna, bo napisana jakieś 3 godziny temu. Miłej lektury.
...Wybory jak wybory, znów okazuje się, że najciekawsze jest to, co dzieje się po wyborach, nie zaś sam ich wynik. Dzieją się zaś rzeczy dziwne. Media z jednej strony chcą ostatecznie pogrążyć LPR, do czego i tak, bez ich pomocy, brakuje bardzo niewiele, z drugiej strony nagle odkryły, że Platforma nie ma programu i wcale nie jest monolitem. Teraz zaś wszyscy głowią się, co zrobi Rokita. Kaczyński co prawda jeszcze niedawno stanowczo źle się o Rokicie wyrażał, ale czy to aż tak istotne? O Lepperze też słyszeliśmy różne rzeczy, które w imię skuteczności zostały odłożone w niepamięć, więc czemu teraz nie mielibyśmy zobaczyć Rokity w rządzie? Przejście Jana Marii do PiSu, lub też po prostu jego odejście z Platformy byłoby na rękę tym, którzy bardzo chcieliby widzieć w PO nową Unię Wolności. Ostatnio zresztą już prawie można PO w tej roli zobaczyć zobaczyć. Otwarcie się na centrolewicę, odejście od haseł naprawy państwa i IV RP (bliskim przecież Rokicie, co w ostatecznym rachunku może okazać się kluczowe), przejście na pozycje zachowawcze - to wszystko sprzyja przepoczwarzeniu się Platformy w nową/starą Unię Wolności.
Ostatnie, co przeszkadza w tej metamorfozie, to marginalizowany w partii, ale jednak wciąż ważny, zwłaszcza jako symbol, Jan Maria Rokita. To Rokicie partia zawdzięcza swój sukces, to dzięki jego pracy w komisji sejmowej, PO wybiła się w sondażach i zaczęła świecić światłem odbitym. Drugą gwiazdą PO była wówczas Zyta Gilowska. Gilowska, wycięta z PO w dość niejasnych, mimo podania powodów, okolicznościach, z polityki odeszła, by po wyborach parlamentarnych odnaleść się u boku braci Kaczyńskich. Rokita pozostawał centralną postacia w Platformie, ale odkąd okazało się, że nie będzie premierem, postępowała jego marginalizacja. Niejako na pocieszenie miał zostać szefem klubu parlamentarnego - nie został nim do dziś i już raczej nim nie zostanie. Nadal jednak jest symbolem nurtu konserwatywnego w PO, choć coraz bardziej osamotnionym. Ludzie z tzw. frakcji Rokity stopniowo byli wycinani w partyjnych rozgrywkach, obecnie, poza Sławomirem Nitrasem w Szczecinie żaden z nich nie sprawuje już liczącej się w partii funkcji. Przed ostatnimi wyborami samorządowymi PO, oficjalnie by ułatwić zwycięstwo Hannie Gronkiewicz-Waltz w Warszawie poprzez przejęcie głosów lewicy, postanowiło nie wypowiadać się w sprawie rozgrywki prezydenckiej w Krakowie, nieoficjalnie zaś popierało raczej zamieszanego w różne niejasne sytuacje kandydata lewicy, Majchrowskiego. Tego już Rokita nie mógł wytrzymać, więc ogłosił, wraz z krakowskimi parlamentarzystami PO, poparcie dla kandydata PiS. Przeliczył się, rozpoczęła się silna krytyka ze strony reszty działaczy PO, co pokazuje jak słaba jest obecnie jego pozycja.
Tym samym środowiska zainteresowane pozbyciem się Rokity poczuły, że nadchodzi dogodna chwila. W jednym momencie rozpoczeła się dyskusja nad słabością PO, krytyka Rokity, granie na jego ambicjach i wpychanie go w objęcia PiS. Czym to się skończy przekonamy się za kilka dni. Jeśli Rokita faktycznie odejdzie z PO na jakieś stanowisko w rządzie, stworzy to nową, bardzo ciekawą sytuację, której konsekwencje trudno przewidzieć. Spróbujmy sobie to jednak wyobrazić.
Tu warto dodać, ze program konserwatywnego skrzydła PO pod wodzą Rokity nie różnił się zbytnio od programu PiS, zresztą przecież nieprzzypadkowo, a włąśnie dlatego uważano te partie za naturalnych i oczywistych koalicjantów. Ci spośród prawicowych publicystów, którzy winiąc raczej Platformę niż PiS za to, że nie doszło do koalicji, nie wierzyli w teorie spiskowe, jako główny powód rozejścia się dróg tych partii podawali urazone ambicje. Myślę, że jest w tym sporo prawdy, myślę też, że w przypadku konserwatystów skupionych wokół Rokity mógł być to powód decydujący. Jednak teraz Rokita do tego stopnia stracił na znaczeniu w PO, że może uznać przejście na stronę obecnego wroga, ale przecież nie tak dawnego sojusznika, za jedyną możliwość realizacji swojego programu.
Przejście Rokity z rządu do opozycji może zaowocować z jednej strony osłabieniem Platformy i jej skrętem w lewo. Jeśli PO, już bez Rokity, zdecyduje się na głębszą integracje z centrolewicą, spowoduje to odejście następnych działaczy konserwatywnego skrzydła do PiS. Platforma zaś zacznie się integrować jeszcze bardziej z LiD. Z drugiej strony pojawienie się dawnych przeciwników w rzadzie może zaowocować buntem tzw. przystawek, jednak dla PiS nie będzie to już raczej problem, ponieważ nawet, jeśli Giertych i Lepper zdecydują się na wyjście z koalicji, zapewne znajdą się tacy, którzy na polityczne samobójstwo nie muszą mieć ochoty i zostaną w koalicji, być może zasilając klub, a obecnie chyba koło parlamentarne, wcześniejszych uciekinierów z So i LPR. Dodatkowo skład koalicji wzmocnią dawni platformowi konserwatyści. Platforma, zmieniona w nowe wcielenie UW, po jakimś czasie, osłabiona odejściem Rokity i jego zwolenników, prędzej lub później znajdzie jakiś sposób na zjednoczenie się z centrolewicą. Po jednej więc stronie możemy mieć połaczoną w jakieś nowe ugrupowanie opozycję (lewica, PD i centrowa część PO), z drugiej strony zaś silny PiS z frakcją Rokity i resztówkami po LPR i ewentualnie Samoobrony. Oczywiście całe moje gdybanie może nie być nic warte, a dla wielu osób karkołomne, jednak pozwolę sobie na koniec sformułować wniosek:
Ewentualne przejście Jana Marii Rokity do PiS (lub też po prostu jego odejście z PO i znalezienie jakiejś formy jego poparcia dla PiS bez wstąpienia do tej partii) może stać się początkiem ostatecznego podziału polskiej sceny politycznej między dwa silne ugrupowania, jedno prawicowe, a jedno centrolewicowe.
Ostatnie, co przeszkadza w tej metamorfozie, to marginalizowany w partii, ale jednak wciąż ważny, zwłaszcza jako symbol, Jan Maria Rokita. To Rokicie partia zawdzięcza swój sukces, to dzięki jego pracy w komisji sejmowej, PO wybiła się w sondażach i zaczęła świecić światłem odbitym. Drugą gwiazdą PO była wówczas Zyta Gilowska. Gilowska, wycięta z PO w dość niejasnych, mimo podania powodów, okolicznościach, z polityki odeszła, by po wyborach parlamentarnych odnaleść się u boku braci Kaczyńskich. Rokita pozostawał centralną postacia w Platformie, ale odkąd okazało się, że nie będzie premierem, postępowała jego marginalizacja. Niejako na pocieszenie miał zostać szefem klubu parlamentarnego - nie został nim do dziś i już raczej nim nie zostanie. Nadal jednak jest symbolem nurtu konserwatywnego w PO, choć coraz bardziej osamotnionym. Ludzie z tzw. frakcji Rokity stopniowo byli wycinani w partyjnych rozgrywkach, obecnie, poza Sławomirem Nitrasem w Szczecinie żaden z nich nie sprawuje już liczącej się w partii funkcji. Przed ostatnimi wyborami samorządowymi PO, oficjalnie by ułatwić zwycięstwo Hannie Gronkiewicz-Waltz w Warszawie poprzez przejęcie głosów lewicy, postanowiło nie wypowiadać się w sprawie rozgrywki prezydenckiej w Krakowie, nieoficjalnie zaś popierało raczej zamieszanego w różne niejasne sytuacje kandydata lewicy, Majchrowskiego. Tego już Rokita nie mógł wytrzymać, więc ogłosił, wraz z krakowskimi parlamentarzystami PO, poparcie dla kandydata PiS. Przeliczył się, rozpoczęła się silna krytyka ze strony reszty działaczy PO, co pokazuje jak słaba jest obecnie jego pozycja.
Tym samym środowiska zainteresowane pozbyciem się Rokity poczuły, że nadchodzi dogodna chwila. W jednym momencie rozpoczeła się dyskusja nad słabością PO, krytyka Rokity, granie na jego ambicjach i wpychanie go w objęcia PiS. Czym to się skończy przekonamy się za kilka dni. Jeśli Rokita faktycznie odejdzie z PO na jakieś stanowisko w rządzie, stworzy to nową, bardzo ciekawą sytuację, której konsekwencje trudno przewidzieć. Spróbujmy sobie to jednak wyobrazić.
Tu warto dodać, ze program konserwatywnego skrzydła PO pod wodzą Rokity nie różnił się zbytnio od programu PiS, zresztą przecież nieprzzypadkowo, a włąśnie dlatego uważano te partie za naturalnych i oczywistych koalicjantów. Ci spośród prawicowych publicystów, którzy winiąc raczej Platformę niż PiS za to, że nie doszło do koalicji, nie wierzyli w teorie spiskowe, jako główny powód rozejścia się dróg tych partii podawali urazone ambicje. Myślę, że jest w tym sporo prawdy, myślę też, że w przypadku konserwatystów skupionych wokół Rokity mógł być to powód decydujący. Jednak teraz Rokita do tego stopnia stracił na znaczeniu w PO, że może uznać przejście na stronę obecnego wroga, ale przecież nie tak dawnego sojusznika, za jedyną możliwość realizacji swojego programu.
Przejście Rokity z rządu do opozycji może zaowocować z jednej strony osłabieniem Platformy i jej skrętem w lewo. Jeśli PO, już bez Rokity, zdecyduje się na głębszą integracje z centrolewicą, spowoduje to odejście następnych działaczy konserwatywnego skrzydła do PiS. Platforma zaś zacznie się integrować jeszcze bardziej z LiD. Z drugiej strony pojawienie się dawnych przeciwników w rzadzie może zaowocować buntem tzw. przystawek, jednak dla PiS nie będzie to już raczej problem, ponieważ nawet, jeśli Giertych i Lepper zdecydują się na wyjście z koalicji, zapewne znajdą się tacy, którzy na polityczne samobójstwo nie muszą mieć ochoty i zostaną w koalicji, być może zasilając klub, a obecnie chyba koło parlamentarne, wcześniejszych uciekinierów z So i LPR. Dodatkowo skład koalicji wzmocnią dawni platformowi konserwatyści. Platforma, zmieniona w nowe wcielenie UW, po jakimś czasie, osłabiona odejściem Rokity i jego zwolenników, prędzej lub później znajdzie jakiś sposób na zjednoczenie się z centrolewicą. Po jednej więc stronie możemy mieć połaczoną w jakieś nowe ugrupowanie opozycję (lewica, PD i centrowa część PO), z drugiej strony zaś silny PiS z frakcją Rokity i resztówkami po LPR i ewentualnie Samoobrony. Oczywiście całe moje gdybanie może nie być nic warte, a dla wielu osób karkołomne, jednak pozwolę sobie na koniec sformułować wniosek:
Ewentualne przejście Jana Marii Rokity do PiS (lub też po prostu jego odejście z PO i znalezienie jakiejś formy jego poparcia dla PiS bez wstąpienia do tej partii) może stać się początkiem ostatecznego podziału polskiej sceny politycznej między dwa silne ugrupowania, jedno prawicowe, a jedno centrolewicowe.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)