Dziś w Warszawie zapadł wyrok skazujący w sprawie przeciwko Janowi Marii Rokicie z powództwa prywatnego wytoczonej przez Grzegorza Wieczerzaka. Wiele osób wyrok ten ucieszył, a i przyznać trzeba, że wirtualny premier z Krakowa długo sobie na to pracował. Niektórzy wróżą mu nawet koniec kariery politycznej, zapominając, że Rokita nie mieści się w związku z tym wyrokiem w definicji przestępcy zawartej w ustawie mającej uniemożliwić osobom skazanym zasiadanie w parlamencie. Moim zdaniem cieszyć się nie ma z czego (chyba, że z czystej, bezinteresownej złośliwości, oczywiście). Cieszy mnie tylko to, ze przeczytam w najbliższym czasie mnóstwo komentarzy zadowolonych z takiego obrotu sprawy zwolenników PiS, którzy zapomną, że w podobnej sprawie skazano kiedyś Lecha Kaczyńskiego (z pozwu Mieczysława Wachowskiego). Jeszcze bardziej cieszy mnie to, ze przeczytam tyle samo, lub więcej pełnych oburzenia postów przeciwników PiS, którzy zapomną, ze dotąd nazywali, i – mogę się założyć – nie przestaną nazywać Lecha Kaczyńskiego przestępcą, w związku z wyrokiem skazującym w sprawie przypomnianej w poprzednim zdaniu, równocześnie broniąc czci i honoru Jana Marii Rokity. Dla mnie zaś jeden i drugi wyrok jest porażką wymiaru sprawiedliwości, nie powodem do radości. Oba wyroki zapadły, gdy osoby o wykształceniu prawniczym, nazwały zgodnie z posiadaną przez siebie wiedzą (zresztą raczej powszechną) przestępcami, osoby, które trudno jest nazwać wzorem uczciwości (Wachowski, Wieczerzak). W przypadku pierwszego bardzo szybko pojawiły się nowe fakty, nie stawiające go w dobrym świetle, choć już w świetle kamer TVN 24 i owszem. W przypadku drugiego ciągle nie wszystko zostało wyjaśnione, Rokita zaś opierał się na publikacjach prasowych, których autorów nikt do odpowiedzialności nie pociągnął. Przeciwko obu wciąż toczą się śledztwa. Pierwszy zaś w ogóle nie użył słowa „przestępca” w swojej wypowiedzi, stwierdził jedynie, ze zgadza się z opinią swojego brata, przytoczoną przez przepytującego go dziennikarza. Ciekawe więc, choć to już nie mieści się w temacie, czemu do sądu pozwano akurat Lecha, nie zaś Jarosława Kaczyńskiego. Oczywiście za chwilę dowiem się, ze obu tych spraw nie można porównywać, jednak wygląda na to, ze można, skoro właśnie to zrobiłem. Dla specjalistów od zmieniania zdania w zależności od kierunku wiatru dzisiejszy wyrok sądu otworzył kolejne pole do (małymi!) popisu.
PS. w wywiadzie, o którym pisze u siebie Krzysztof Leski, Rokita zdaje się wpakował się w dwa nastepne procesy, nazywając przestępcami Leppera i, ponownie, Wieczerzaka. Przy okazji tematu Samoobrony Rokita wykazał się konsekwencją, której bardzo jego kolegom po fachu, a także kolegom po fachu Krzysztofa leskiego, ostatnio brakuje. Tu przy okazji powtórzę, co napisałem w dzień na forum Armii na temat braku zdecydowanej reakcji Jarosława Kaczyńskiego na słowa o. (poprawiam się!) Rydzyka:
'Premier ma rację. Gdyby teraz nie pogodził się z Rydzykiem, zmusiłby Gazetę Wyborczą, TVN i resztę "mediów" do pokochania Rydzyka, tak jak już zmusił do pokochania Leppera. A to byłoby zbyt podłe.
"
W tej sprawie zaś ciekawy tekst popełnił Marcus Crassus - polecam!
A jeżeli kogoś zainteresuje, co łączyło diabła Rokitę z zamkiem w Lesku - zapraszam tutaj


Komentarze
Pokaż komentarze (14)