Budyń78 Budyń78
168
BLOG

Wpadła bomba do piwnicy...

Budyń78 Budyń78 Polityka Obserwuj notkę 11

  Newsweek donosi, że bombą jaką szykuje PiSowi Donald Tusk jest start Kazimierza Marcinkiewicza z list PO[1]. Jeżeli jest tak faktycznie, świadczy to jedynie o oderwaniu Tuska od rzeczywistości, tudzież jego niczym niezachwianym dobrym samopoczuciu. Start Marcinkiewicza z listy PO może wzbudzić zainteresowanie mediów przez kilka minut, jednak czy zasługuje na nazywanie „bombą”? Słownik języka polskiego w zakresie, który nas interesuje, bombę definiuje tak:

Wpaść, wbiec jak bomba <<wpaść, wbiec nagle, niespodziewanie>>
Bomba pękła <<nagła wiadomość, zaskakujące wydarzenie>>
przen. <<coś efektownego, obliczonego na sensację; sensacyjna
wiadomość>>

 Czy naprawdę zaskakująca jest wiadomość, ze Marcinkiewicz wystartuje z list PO, gdy słyszymy o jego możliwym przejściu do PO od dnia, w którym został odwołany z funkcji premiera[2], a nawet dłużej – od jego wcześniejszego spotkania z Donaldem Tuskiem? Ja w tym niczego efektywnego nie widzę, podobnie jak w dzisiejszej deklaracji Sikorskiego. Robienie z tego zaskakującego wydarzenia jest równie śmieszne, co przedstawianie jako faktu niespodziewanego kandydowania Zbigniewa Religi z listy PiS na Śląsku, co zrobiły kilka dni temu „Wiadomości”. Marcinkiewiczowi od pewnego czasu z PiS, czy raczej z Kaczyńskimi było średnio po drodze, a jedynie jego miękkość i chęć podobania się wszystkim powodowała strach przed podjęciem jakiejś konkretnej decyzji i wybór neutralnej, ciepłej posady w EBOR.

 

 A może Marcinkiewicz ma być bombą w tradycyjnym sensie czegoś, co niesie zniszczenie, w tym przypadku zniszczenie PiS? W jaki jednak sposób miałby to zrobić? Widzę trzy możliwości.

1.      Wzmocni PO swoim wsparciem.

2.      Osłabi PiS swoim odejściem

3.      Ujawni kompromitujące braci Kaczyńskich i rząd PiS fakty

A teraz pomyślmy, czemu jest to bardziej żałosną, niż groźną perspektywą...

1.      Dla wyborców PO nie lubiących PiS Marcinkiewicz był malowanym pajacem nie posiadającym żadnych talentów, będącym jednak osobowością medialną, dobrze wyglądającą w TV i umiejąca się sprzedać, inaczej rzecz biorąc – Ryszarda Lubicza polskiej polityki. Raczej więc teraz wyborcy PO do siebie nie przekona, wzbudzi co najwyżej uśmiech politowania.

2.      Dla wyborców PiS Marcinkiewicz już od dawna nie jest raczej osobą wiarygodną ani godną zaufania. Po przegranej w Warszawie skompromitował się najpierw swoim kandydowaniem na prezesa PKO i związanym z tym cyrkiem[3], później zaś – mocno pogmatwanymi wywodami, na temat podsłuchów, których padł ofiarą, ale nie padł.[4]

 Wiarygodności dla obu grup nie przysporzy mu też to, że przez ostatnie dni nie zajmował się niczym innym, jak zaprzeczaniem pogłoskom o starcie w wyborach[5], inaczej rzecz ujmując – okłamywaniem swoich wyborców i dotychczasowych politycznych sprzymierzeńców za pomocą mediów. To drugie może na wyborcach (zwłaszcza nie lubiących PiS) nie zrobić wrażenia, ale to pierwsze raczej sympatii do Marcinkiewicza nie wzbudza.

3.      Z tych samych przyczyn, które wymieniłem już w punkcie 2 - wszelkie rewelacje, które były premier mógłby ujawnić nie będą dla wyborców PiS wiarygodne, zaś wyborcy PO i tak już dawno przekonani. Dodatkowo wiarygodności Marcinkiewicza nie pomoże fakt, że o ewentualnych nieprawidłowościach nie mówił nic, gdy był szefem rządu, a zaczęły budzić jego cichy (co warto zaznaczyć) sprzeciw dopiero wtedy, gdy już z tego rządu wyleciał, zaś głośny – gdy dostał ofertę od politycznej konkurencji. Czemu pan nie interweniował, czemu pan nic z tym nie zrobił – będzie mógł zapytać każdy, a Marcinkiewicz nie będzie miał wiarygodnej odpowiedzi.

 

Podsumowując... Donald Tusk wierzy, że jest w posiadaniu potężnej bomby, nie wie o tym, że bomba ta została rozbrojona o wiele wcześniej, niż postanowił rzucić ją na stół.

 

Budyń78
O mnie Budyń78

https://twitter.com/karnkowski

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka