Życie szybko dopisało zakończenie do wczorajszego posta – Rokita raczej już twarzą PO nie będzie, reszta na razie bez zmian. Zapowiadanej sensacji nie było, a próbowanie przedstawiania jako bomby przygarnięcie przez PO byłego polityka Unii Wolności, Bogdana Borusewicza[1], który nie był nigdy w PiS, a został jedynie z rekomendacji tej partii marszałkiem senatu – jako senator niezależny, do zaakceptowania dla obu stron. Jednocześnie zaś członek rady Fundacji Batorego[2]. Zaraz potem dowiedzieliśmy się zresztą, że mając do wyboru start z PO lub PiS, wybrał Platformę tylko dlatego, ze Kaczyński odmówił mu zachowania stanowiska z przyszłej kadencji.
Inne transfery też specjalnie szokujące nie są, dlatego, ze dotyczą osób z peryferii PiS. Wstrząsem byłby start z listy PO Marka Kuchcińskiego, czy Zbigniewa Ziobry, nie zaś Radka Sikorskiego (który z pozycji mocno prawicowych już dawno przeszedł w kierunku centrum), czy tym bardziej Stefana Mellera (pierwszy szef MSZ w tej kadencji, pracujący z ministerstwie od czasów Skubiszewskiego).
Ciekawsza wiec od szamotaniny PO jest walka o miejsca na listach, zarówno w tej partii, jak i w SLD. Gdy z jednej z partii odpadł Rokita[3] (choć formalnie pozostał jej członkiem), z drugiej odszedł dziś Leszek Miller[4]. Jedno i drugie może mieć poważne skutki dla formacji tych polityków. Od pewnego czasu mówi się o rozmaitych tarciach w LiD (z jednej strony Olejniczak, wycinający działaczy SLD, z drugiej – bunt młodzieżówki tej partii[5]). Gdy SLD traci jednego z ważniejszych (a na pewno cieszących się dużym autorytetem wśród swoich) działacza, wiele osób może uznać, ze i dla nich nie ma miejsca w sojuszu, który służyć ma jedynie realizacji starego marzenia Aleksandra Kwaśniewskiego i Adama Michnika. Marzenia o zjednoczeniu dawnych środowisk reformatorskich w PZPR i środowiska UW. Które spełnia się jednak dopiero teraz, gdy drugi z tych nurtów nie ma już żadnego znaczenia w polskiej polityce. Co ciekawe, nieliczne partyjne doły demokratów.pl również nie są zachwycone częścią nazwisk z list. Ci jednak zostaną, bo gdzie niby mieliby odejść? Co innego z Millerem i jego zwolennikami. Oni są wciąż dość realną siłą (może nie w polityce jako takiej, ale na pewno są mocni na lewicowym podwórku) i nie muszą znieść upokorzenia swojego lidera. Więc możemy stać się świadkami oderwania SLD od LiD, lub próby stworzenia kolejnej prawdziwej lewicy .Z kolei frakcja konserwatywna w PO już od dawna jest przez analityków polskiej sceny politycznej odrywana od reszty partii. Decyzja Rokity i wycinanie jego ludzi z list może proces ten przyspieszyć, choć jeżeli z PO miałaby odejść znacząca grupa działaczy, nie stanie się to moim zdaniem przed wyborami.
Jeżeli jednak za Millerem odejdzie część działaczy SLD (włąśnie czytam na pasku Dziennika, że odszedł Marek Dyduch), kojarzących się z betonem i aferami w rządzie tegoż, zaś skrzydło konserwatywne PO zostało już osłabione – POLiD może być łatwiejszy do zawarcia, zwłaszcza dla PO. Pojawi się argument, ze w LIDzie nie ma już przecież skompromitowanego Millera, więc mamy do czynienia z nowoczesną, europejską centrolewicą. A żaden Rokita już na drodze temu porozumieniu nie stanie. Dwa mocne szarpnięcia sceną polityczną, dwa małe kroki w kierunku POLiD.
Oczywiście jednak są to jednak intencje pociągających za sznurki Tuska i Kwaśniewskiego, którzy w nieładny sposób pozbyli się ze swych partii skrajności nieakcpetowalnych dla partnera. A los może być złośliwy, gdyż jak mawia mądrość ludowa, chytry dwa razy traci. Obie partie mogą pozbawić się razem z niewygodnymi politykami sporej grupy wyborców, a być może również polityków. Mogą więc okazać się być niezdolne do stworzenia rządowej koalicji. Zaś osłabianie frakcji konserwatywnej PO wzmacnia największego wroga, czyli PiS. Oczywiście Tusk może uważać, ze wyborcy PO tak już PiSu nienawidzą, ze na pewno nie przerzucą na tą partię głosu, ale równocześnie sam legitymizuje formację Kaczyńskich próbując podkradać jej działaczy.
Rzut oka na całość polskiej sceny politycznej z punktu widzenia zwolennika PiS nie wygląda najgorzej. PO osłabione odejściem Rokity (cieszący się z jego odejścia są wg mnie krótkowzroczni, ponieważ nie widzą, ze PO może i zyska większą spójność, ale straci jeden z mocniejszych atutów) i nie mające dobrego pomysłu na kampanię, LiD na krawędzi rozpadu i coraz bardziej skłócony, do tego osłabiany jeszcze przez Kwaśniewskiego, wolącego wyjazdy zagraniczne, czasem szkodliwe dla wizerunku partii, od żmudnej pracy w ramach kampanii. Do tego Lepper, który nie dość, ze nie ma już prawie wyborców, nie może nawet znaleźć kandydatów na posłów[6], powtarzający jak mantrę informacje o Telegrafie; LPR, który, choć mógłby być drobnym zagrożeniem, raczej nie wejdzie do sejmu, zatopiony przez Giertycha, który uparcie atakuje PiS również za sprawy, które się prawicowemu wyborcy podobały (Kaczmarek znów) i PSL, tak jak pozostała dwójka walczący o przetrwanie, spokojny, ale nijaki. Kaczyńscy są w wyjątkowo dobrej sytuacji, oby potrafili ją wykorzystać. Na razie – mieszając ostrą reklamę z próbami dowartościowania propisowskiej (i nie-antypisowskiej) inteligencji (dzisiejsze wystąpienia Legutki i samego Kaczyńskiego) – idą w dobrym kierunku.
PS. TVN 24 i TVP3 przerwały transmisję przemówienia Hanny Gronkiewicz-Waltz na konwencji PO, co zauważył czujny autor strony bufetowawatch. Warto posłuchać tego, co zdążyło w TV polecieć. Warto też popatrzeć na gestykulację HGW na samym początku wystąpienia. Link:
http://bufetowa.pl/2007/09/przerwane-wystpienie-hgw.html


Komentarze
Pokaż komentarze (24)