Budyń78 Budyń78
44
BLOG

Powołać komisję w sprawie Mężydły

Budyń78 Budyń78 Polityka Obserwuj notkę 13

   

 Z Januszem Kaczmarkiem sprawa oczywista – typowy śpioch, najpierw nierozpoznany, później tolerowany by dodać swoje kilka % do notowań przedwyborczych. Z Radkiem Sikorskim sprawa oczywista –  pisałem o tym w poprzedniej notce, podobnie jak z Borusewiczem, czy Mellerem, który jednak na razie okazał się być jedynie niepotwierdzonym doniesieniem. Zupełnie inaczej sprawa ma się jednak z Antonim Mężydło. Mężydło nie był nigdy bliski Unii Wolności, nie pracował też w Fundacji Batorego. Najpierw w Wolnych Związkach Zawodowych, potem w Solidarności,  w ROP, wreszcie od 2001 roku w Prawie i Sprawiedliwości. Przeciwnik Okrągłego Stołu i porozumienia z komunistami. Ładna opozycyjna karta z dramatycznym incydentem znanym jako porwania toruńskie[1].

 

 Mężydło zaczął się zmieniać dopiero w PiSie, zmianę tę widać w wywiadzie udzielonym Gazecie Wyborczej w lutym tego roku[2]. Warto się z nim zapoznać teraz, gdy decyzja i zachowanie posła mogą wydawać się zaskakujące. Mężydło uważa swoją dotychczasową drogę za błąd, mówi między innymi:

 

Uważałem, że kompromis z komunistami, Okrągły Stół, że to jest za daleko posunięte ustępstwo. Powtarzałem, że wybory nie są wywalczone, że układ jest zgniły, że to wszystko da wyłącznie złe efekty. Myliłem się... Odzyskaliśmy niepodległość, wyszły radzieckie wojska. Teraz jesteśmy Zachodem. Przyznaję się do błędu. Żeby było ciekawiej, wielu z moich znajomych, którzy w 1989 roku pałali entuzjazmem, teraz mówi: nie tak miało być. A ja przeszedłem odwrotną drogę.

 

 To może tłumaczyć przejście do PO, zwłaszcza w połączeniu z niechęcią do o. Rydzyka, również artykułowaną w tym wywiadzie i wielu innych sytuacjach. Mężydło stopniowo był w PiS marginalizowany, tak jak choćby Paweł Zalewski. Wytłumaczyć można, zrozumieć trudniej. Zamiast walczyć o swoją wizję Mężydło w chwili najostrzejszego podziału przechodzi na stronę wroga. Powoduje to dezorientację wśród sporej części wyborców PiS, którzy kojarzą historię Mężydły, nie znają zaś drobnych sejmowych niuansów. Nie czytali też, jak ja do dziś, wywiadu w GW. Nagle okazuje się, że bohater Solidarności obraża się na swoją partię o miejsce na liście wyborczej (choć ok., o Sobecką to i ja bym się obraził) i lokalizację mostu... 

 

 Lecz to wszystko jeszcze mieści się w jakiejś tam logice, wiadomo, jak wielką siłą jest ludzka ambicja. Może wcześniej Mężydło po cichu liczył na powstanie jakiejś partii Marcinkiewicza/Rokity/kogokolwiek, sklejającej pęknięcie miedzy PO i PiS i przygarniającej sieroty po POPisie? Ochota na szukanie wytłumaczeń minęła mi dziś. Wytłumaczyć trzeba coś innego. Co się dzieje w głowie człowieka, który po przejściu do innej partii, pozostającej w relacji wrogiej ze swoim byłym otoczeniem, decyduje się przekreślić całą swoją piękną historię, rzucając oskarżenia zarazem śmieszne i godne Leppera czy też Kaczmarka, lecz nie Antoniego Mężydły? Mężydło oto udał się do CBA by poinformować o jakiejś sprawie, a gdy oficer zaproponował mu pomoc techniczną w udowodnieniu oskarżeń, zrezygnował, by teraz oskarżać go o próbę werbunku do służb[3]. Od razu Lepper wraz z komunistami i PO zaczyna mówić o potrzebie wyjaśnienia kolejnej afery, zaś Komorowski mówi o 3 milionach podsłuchów – a istnienie trzech milionów wg niego udowadnia jego wiedza o dwóch. W takim razie możemy spokojnie zacząć mówić o 3 milionach antysemitów i 3 milionach pijanych kierowców w PO, co udowadnia istnienie w niej Śledzińskiej-Katarasińskiej[4]. Wszystko grałby (w zachowaniu Mężydły) , gdyby rzecz miała miejsce wczoraj, jednak wszystko działo się już jakiś czas temu. Wtedy jednak poseł nie widział w tym niczego niestosownego. Ja nie widzę nadal, jednak nasz bohater po zmianie barw partyjnych coś jednak dostrzegł i postanowił nam o tym opowiedzieć. Sprawa wymaga powołania komisji specjalnej. Ponieważ nie mamy chwilowo parlamentu, komisję specjalną powinni utworzyć psychologowie wraz z historykami. Grono to powinno postawić sobie pytanie, co sprawiło, że człowiek z tak piękną  historią zaczął rzucać równie ciężkie co absurdalne oskarżenia na wczorajszych towarzyszy.   



[1] "Antoni Mężydło szedł z przystanku autobusowego do domu, gdy z hamującej gwałtownie nyski wyskoczyło trzech mężczyzn i zarzuciło mu worek na głowę. Wciągnięto go do samochodu. Przez prześwitujący materiał starał się zaobserwować jak najwięcej szczegółów. Gdy samochód zatrzymał się przed komisariatem w Toruniu, mężczyźni przykryli go brezentem, by nie zwracał uwagi przechodniów. Po pewnym czasie pojazd ruszył, jechano w kompletnym milczeniu. W końcu zatrzymano się w lesie. - Przykuli mnie kajdankami do drzewa. Słyszałem, jak ktoś repetuje broń, a ktoś inny łopatą uderza w twardy grunt. Powiedzieli mi: "Odmawiaj zdrowaśki" - wspomina po latach Antoni Mężydło, wówczas jedna z czołowych postaci toruńskiego podziemia (...) W momencie porwania Mężydło zdawał sobie sprawę, że SB wie o nim dużo. Parę dni wcześniej zorientował się, że w jego najbliższym otoczeniu jest agent. Tajny współpracownik, student złapany z bibułą i zwerbowany przez SB, nie wytrzymał napięcia i przed wyjściem z drukarni zostawił na stole kartkę, w której ujawnił swą rolę. (...) W sielankowej scenerii ośrodka wypoczynkowego, położonego kilkadziesiąt kilometrów od Torunia, rozegrała się dalsza część dramatu. Siedząc na podłodze w jednym z domków letniskowych, skuty kajdankami i z workiem na głowie, Mężydło poddany został bezustannemu przesłuchaniu. Czasami kazano mu wstać, by uderzeniami pięści powalić na ziemię i bić pałą w pięty. To, co miało miejsce, przypomina scenariusz horroru, sadystyczny i wyrafinowany, zdumiewający skalą cierpień fizycznych i psychicznych. Bólowi towarzyszyło upokorzenie, więźniowi nie pozwalano na załatwienie potrzeb fizjologicznych. Do lęku o własny los dochodził niepokój o najbliższą osobę, z magnetofonu odtwarzano wypowiedzi narzeczonej, które nie pozostawiały wątpliwości, że i ona znajduje się w rękach SB.- Słyszałem głosy przesłuchujących mnie esbeków. Zmieniali się. Sprawiali wrażenie coraz bardziej pijanych, narzekali, że są zmęczeni, trzeba kończyć i posłać mnie do piachu. Gdy zaczynałem zasypiać, chlustano na mnie wodą. Po kilkudziesięciu godzinach bez snu miałem już zaburzoną świadomość - relacjonuje Mężydło .Gdy pytam go, skąd czerpał siły, by się nie załamać, wydaje się lekko zdziwiony. - Nie mógłbym żyć ze świadomością, że zdradziłem ludzi, których często sam wciągnąłem do konspiracji. Po latach ocenia, że nawet pozornie przypadkowe elementy były precyzyjnie zaplanowane. Gdy wlewano mu wódkę do ust, sugerowano, że skończy jako ofiara zainscenizowanego wypadku drogowego. Jego śmierci odebrano by wszelki heroizm, byłby pijanym kierowcą, który wpadł na drzewo. W końcu powiedziano mu, że zostanie przewieziony od ośrodka tortur w Bieszczadach i wepchnięto znów do nyski. Zawieziono w pobliże wysypiska śmieci, kazano położyć się na ziemi. Gdy w końcu podniósł głowę, był sam." (Maja Narbutt, "Musimy kończyć, kop sobie grób", Rzeczpospolita), cytat za blogiem Kataryny

Budyń78
O mnie Budyń78

https://twitter.com/karnkowski

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Polityka