1. Parada równości - Lednica 2008.
Parada odbywa się w wielkim mieście, w którym teoretycznie najwiecej jest młodych, otwartych i pozbawionych uprzedzeń (używając klisz organizatorów) ludzi, czyli potencjalnych uczestników takiej imprezy. Liczby tych ostatnich nie znamy, policja z reguły dane takie zaniża, organizator zawyża, można pokusić się o stwierdzenie, że prawda zapewne leży gdzieś pośrodku. Załóżmy więc, że na paradzie było kilka tysięcy osób, jednak na pewno była to liczba mniejsza, niż przed rokiem, gdy dane oficjalne mówiły o 10 tysiącach. Nie znam danych nieoficjalnych z roku 2007, jednak jeśli uznać, ze na tegorocznej paradzie pojawiła się 1/10 spodziewanej liczby uczestników, lub przynajmniej liczba o wiele mniejsza niż zeszłoroczna - można uznać, że organizatorzy nie odnieśli spodziewanego sukcesu. Warto zauważyć, ze o paradzie mówiło się w mediach mniej, niż rok temu, np. "Wiadomości" w ogóle zdaje się się nią nie zainteresowały. Będąc wczoraj na mieście w pobliżu miejsca rozwiązania parady widziałem grupki osób z niej powracających, jednak trudno uznać je za tłum (ok. 100 osób). Podsumowując - Warszawiacy paradę równości zignorowali.
Lednica to miejsce, do którego trzeba specjalnie dojechać, a że olbrzymia większość uczestników podróżuje w grupach zorganizowanych, zgłaszających wcześniej akces, łatwiej jest oszacować liczbę uczestników. Osoby nastawione krytycznie wobec "parady równości" podkreślają, że w spotkaniu lednickim uczestniczyło 70 tysięcy osób. W porówananiu - brzmi to imponująco, jednak warto zwrócić uwagę, że organizatorzy spodziewali się 100 tysięcy. Mam też wrażenie, że w zeszłym roku taka właśnie liczba się na lednickich polach pojawiła. Tak więc, choć frekfencyjnie wciąż można uznać spotkanie za sukces, to jednak jest on mniejszy niż przed rokiem.
2. Lednica - Woodstock
Jak napisałem wcześniej, osoby stawiajace tą imprezę w kontrze przyjmują na użytek swojego równania obraz Woodstocku z TV Trwam - antykatolickiego spędu, na którym naćpane i pijane stado rzuca się w wir kopulacji bluźniąc Bogu i plując na wszystkie polskie świętości. I cieszą się, że na Lednicy jest o połowie mniej osób. Jest to bzdura. Gdyby faktycznie chodziło o porównanie imprezy chrześcijańskiej z, w tym równaniu, nihilistyczną, można by zestawiać Woodstock z festiwalem Song of Songs w Toruniu, wtedy zresztą byłoby to o wiele bardziej miażdżace zwycięstwo Owsiaka. Jednak przecież nie o uczciwe porównania tu chodzi, a o fajerwerki. Tymczasem jednak warto uświadomić sobie kilka spraw.
Po pierwsze: nie każdy, kto jedzie na Lednicę, jedzie tam, by doświadczyć silnych duchowych emocji. Istnieje tam spora grupa - i od znajomych jeżdżacych na Lednicę wiem, ze z roku na rok coraz większa - która jedzie tam w dużym stopniu z tych samych przyczyn, dla których wiele osób jedzie na Woodstock. Po prostu, można wyrwać się z domu, gdzieś pojechać, spotkać znajomych. A religijny charakter imprezy powoduje, że rodzice prędzej puszczą młodego człowieka na Lednicę, niż na Woodstock. Nie znaczy to oczywiście, że dla tej grupy czynnik religijny nie jest w ogóle ważny, nie mnie to oceniać. Jednak będąc na Lednicy raz czułem się podobnie, jak czułem się kilka lat wcześniej na Woodstocku. Mnóstwo młodych osób, siedzących, rozmawiajacych, śmiejących się, z których nie wszyscy wstawali, gdy trzeba było się modlić. Pisząc wprost - dla mnie Lednica osobiście nie była przeżyciem religijnym (byłem tam raz, w roku 2006), właśnie z powodu obecności wielu osób, które wygladały na zupełnie przypadkowe i traktujące całą imprezę tylko jako piknik. Znam jednak wiele osób, które widząc zjawiska o których piszę, przeżywają Lednicę głębiej i jeżdżą tam po przeżycia duchowe. Co więcej - znajdują je.
Woodstock z kolei choć nie jest wolny od patologii, które mu się przypisuje i nie jest już od dawna miejscem dla mnie pociągającym, nie może być jednak stawiany w opozycji do Lednicy, także z przyczyn ideowych. Co prawda, Owsiak lansuje tam wyznawców Kriszny, z drugiej jednak strony to na Woodstocku dla tych 150 tysięcy ludzi mógł w zeszłe lato zagrać katolicka supergrupa 2tm2,3, a rok wcześniej pokrewna Armia dla ponad 100 tysięcy śpiewała "Jezus Chrystus jest Panem". Zarzutem wobec Woodstocku może być organizowanie prania mózgów pogadankami różnych gwiazdeczek w rodzaju Moniki Olejnik, jednak coś czuję, że uczestnicy niespecjalnie się tym w ogóle przejmują, podobnie jak do Krisznowców chodzą się najeść za darmo, nie zaś poznawać tajniki ich wiary. Na Lednicy dwa lata temu gwiazdą był ksiądz Dziwisz, w zeszłym roku pojawił się nawet biskup Paetz, więc tu też można mieć mieszane uczucia. Nie było mnie w tym roku, więc nie wiem, czy prawem serii do młodzieży nie przemawiał tym razem ksiądz Wielgus, mam nadzieję, że nie.
Ostatnią sprawą jest to, że obie imprezy (Woodstock i Lednica) mają w dużym stopniu ten sam target i wiele osób w czerwcu jedzie na Lednicę, a w lipcu/sierpniu do Kostrzyna i sprzeczności wielkiej w tym nie widzi. Każdy ma swój rozum i jadąc na Woodstock nie musi korzystać ze wszystkich możliwości zeszmacenia się, jakie miejsce to stwarza. Zestawianie obu imprez, z jednej strony o odmiennym charakterze, z drugiej - posiadających liczną grupę uczestników obu - jest jedynie aktem złej woli, służącym nakręcaniu kłótni i niczemu więcej. Dla większosci uczestników nie są to wrogie sobie demonstracje, choć tak chcą je malować zwolennicy dorabiania ideologii do wszystkiego.
..a na koncercie Scorpionsów robionym w ramach Inwazji Mocy bawiło się w swoim czasie 700 tysięcy ludzi. A ile było na mszach papieskich? Jak ktoś chce się licytować, niech się bawi dalej.
Stagaz - Warszawa vs Lednica 1:70. Potęga normalności.
Maruti - Stan meczu: Kostrzyn nad Odrą - Lednica 2:1, Geje - Obroncy Życia 2:1


Komentarze
Pokaż komentarze (11)