Stronnictwo Białej Flagi z reguły cudownie łączy lewicowców i "prawdziwych prawicowców" w okolicach 1 sierpnia gdy nieprzejednani dotąd wrogowie pochylają się wspólnie nad niepotrzebnymi ofiarami i gruzami zniszczonej Warszawy. Dyskusja, w której nikt nikogo nie przekona, odżywa co roku i nie ma sensu zaczynać jej w setnym miejscu. Nie pierwszy i nieostatni to front na toczącej się od zaborów walce brawurowego romantyzmu z pragmatycznym pozytywizmem. A Polacy niby mają naturę romantyków, ale i pragmatyków - zwłaszcza w naszych czasach, dostatek. Jedni swój pragmatyzm ubierają w patriotyczne szaty, innym wystarczy hasło świętego spokoju i niewychylania się. Romantycy w Powstańcach widzą bohaterów, pozytywiści - trupy, którym decyzja o wybuchu powstania odebrała młodość. Że byłaby to młodość w katowniach UB, tego już raczej nie piszą, bo nie jest to istotne. Dyskusja, jak co roku, wygasłaby w sposób naturalny po kilku dniach, jednak ten rok zanosi się na wyjątkowy. Oto bowiem rozpoczęła się wojna Rosji z Gruzją. Tak, jak w roku 1939, Rosja atakuje, by dbać o mniejszości narodowe w państwie ościennym. Szczęśliwie tym razem jest to Gruzja, więc na razie mozemy swobodnie wymieniać argumenty i ciosy zza naszych monitorów, niewiele ryzykując. Gdy jedni w nowym konflikcie widzą kolejny akt niekończacej się historii rosyjskiego imperializmu i odczuwają solidarność z Gruzinami, drudzy piszą o słusznym działaniu Rosji i porażce naszej polityki zagranicznej. Jeśli uważają się za prawicowców przy okazji z radością nazywają lewakami tych, którzy Rosji nie kibicują, nie zauważając, ze właśnie w największych salonowych lewicowcach znaleźli sojuszników. Po raz drugi, ponieważ w nowym sporze idealnie powtarza się poprzedni podział. Przeciwnicy Powstania Warszawskiego dziś kibicują Rosji. Zwolennicy - Gruzji. Przeciwnicy z jednej strony grają argumentem Kosowa (co ciekawe o tyle, że większość dzisiejszych sympatyków gruzińskich walk w sprawie Kosowa miała zdanie takie same, jak oni, pamięć czasem jednak zawodzi), będąc jednak przeciwnikami uznania jego niepodległości uważają, ze casus ten uprawomacnia działania Rosjan. Czasem też piszą wprost, że jesteśmy małym kraikiem, który w ważnych sprawach powinien stać przy silniejszych i czekać na ich stanowisko. A wszystko to podlane sosem patriotycznej troski o nasz narodowy interes. Szkoda, że niektórzy prawicowcy tak mocno nienawidzili koloru czerwonego, że znikł również z ich sztandarów. Teraz szczęśliwie znów jednak biały może być obok czerwonego, Rosjanie jeszcze nie raz dostarczą im okazji do podtrzymywania egzotycznego sojuszu. Za kilka dni będziemy obchodzić rocznicę Cudu nad Wisłą. Niektórzy zapewne połączą świętowanie naszego zwycięstwa nad Armią Czerwoną ze świętowaniem sukcesów Rosjan na ich najnowszej wojnie. Nie zobaczą w tym hipokryzji, a tylko nowoczesny, pragmatyczny patriotyzm. Inni po cichu przeklną zwycięstwo nad bolszewikami, jednak w dzisiejszych ich działaniach znajdą pocieszenie. Jedni i drudzy spotkają się przy komputerach, przyznajac sobie rację i walcząc ramię w ramię z romantyczną zarazą.
48
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (8)