Budyń78 Budyń78
59
BLOG

Cień Kaczmarka

Budyń78 Budyń78 Polityka Obserwuj notkę 24
Po wygranych przez PiS wyborach rząd Marcinkiewicza, a później - Kaczyńskiego, cieszył się dość dużą popularnością, na którą nie miały wpływu ani nieprzychylność mediów, ani działania niezbyt szczęśliwe z punktu widzenia PR. Dziennikarze codziennie wieszczyli "koniec PiS", "koniec IV RP" i inne wielkie końce, jednak nic takiego się nie działo. Rząd rządził, realizował - choć na pewno w mniejszym od założonego stopniu - swój program, a nawet miał szansę wygrać następne wybory. W przypadku poprzednich ekip można było znaleźć dokładnie moment, od którego zaczynała się utrata poparcia, a w konsekwencji - władzy. PiSowi wrożono, ze takim momentem będzie ujawnienie "taśm Beger", czy też protest pielęgniarek, jednak nic takiego się nie działo. Poparcie PiS było stabilne i do końca kadencji nie spadło, o przegraniu wyborów zdecydowała raczej konsolidacja elektoratu negatywnego wokół PO, niż utrata własnego elektoratu, który w roku 2007 okazał się przecież liczniejszy niż dwa lata wcześniej. Pamiętać trzeba, że nominalnie kadencja kończyć się powinna w roku 2009, a wybory 2008 były pomysłem szefa rządu. Tak więc jeśli szukać momentu, od którego zaczął się proces upadku, należy oddzielić od działań prezesa Kaczyńskiego kwestię popularności społecznej i zająć się tylko tymi pierwszymi. Według mnie momentem, który przesądził o utracie władzy było odwołanie Ludwika Dorna ze stanowiska szefa MSWiA i powołanie na jego miejsce Janusza Kaczmarka. Z perspektywy kadencji powołanie Kaczmarka było największym błędem personalnym Kaczyńskiego. Nie ma sensu przypominać tutaj całej afery, która doprowadziła do rozpadu koalicji, rola ówczesnego ministra spraw wewnętrznych jest znana - to on ostrzegł przed akcją CBA Leppera, to on informował o tajnych działaniach Krauzego, to on też wypromował kilka podejrzanych postaci w rodzaju Kornatowskiego. A ponieważ cieszył się zaufaniem zarówno Ziobry, jak i Lecha Kaczyńskiego, długo nie widziano, lub nie chciano zobaczyć, w jego działaniach niczego podejrzanego. Gdy rząd upadł, Kaczmarek został gwiazdą mediów, szykowany był też na premiera, którego poprzeć miały wszystkie siły chcące zablokowac PiS. Cała ta sytuacja pokazuje, że w lutym 2007 Jarosław Kaczyński postawił na bardzo złego konia. Co więcej - by zrobić miejsce dla Kaczmarka odsunął Dorna i to bez pomysłu, co dalej z nim zrobić. Kilka miesięcy Dorn był wicepremierem bez teki, później - po odejściu Marka Jurka - marszałkiem sejmu, jednak od rozpoczęcia kampanii wyborczej można mówić o jego marginalizacji. Oczywiście - część wyborców PiS nagle odkryła, że Dorn robił więcej złego, niż dobrego, wysyłajac lekarzy w kamasze czy nazywając wykształciuchów wykształciuchami, dziwne jednak, że przeszkadza im to dopiero teraz, gdy Kaczyński postanowił definitywnie rozstać się z Dornem. Z Dornem, który zachował się najbardziej lojalnie ze wszystkich byłych współpracowników, którzy odeszli, bądź zostali usunięci z partii. Podejrzewam, że Jarosław Kaczyński może sobie zdawać podświadomie sprawę z tego, że to zastąpienie Dorna Kaczmarkiem kosztowało go utratę władzy. Ponieważ jednak trudno do takich błędów się przyznać, zwłaszcza chcąc uchodzić za największego stratega polskiej polityki, trzeba wszystko uzasadnić i zracjonalizować. Stąd najpierw odsuwanie Dorna w partyjny cień, stąd niezrozumiala dla wyborców PiS sprawa alimentów i "złego prowadzenia" się Dorna, które przecież nie jest niczym nowym. Co więcej - z punktu widzenia PR-u nie jest niczym złym. Kobieciarz Dorn świetnie uzupełniał się z samotnym, żyjącym Ideą Kaczyńskim, budził nawet pewną sympatię, przejawiając ludzkie cechy i słabości. Wiedziały o nich tabloidy, musiał też wiedzieć przyjaciel - Jarosław Kaczyński. Mimo uspokajających głosów części propisowskich blogerów sprawa alimentów była błędem. Kolejnym tematem zastępczym, ale tym razem wykreowanym w dużym stopniu na własne życzenie. Oczywiście, nie spowoduje ona odpływu żelaznego elektoratu, który jest gotów wybaczyć wiele, byle tylko doczekać się ponownego podjęcia programu budowy IV RP i odsunięcia od władzy PO. Jednak lepiej jest swój głos oddawać z przekonania i sympatii, a nie z przymusu i braku innego wyboru. Lepiej wybierać partię, której chce się powierzyć losy swoje i kraju, niż kolejne "mniejsze zło". Jeśli patrzycie czasem w dół - weźcie to pod uwagę.
Budyń78
O mnie Budyń78

https://twitter.com/karnkowski

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (24)

Inne tematy w dziale Polityka