Unia Wolności praktycznie skończyła się w roku 2000, gdy okazało się, że partia ta nie jest w stanie wystawić własnego kandydata na prezydenta. Jej późniejsza marginalizacja, zmiany nazwy i spóźnione (patrząc pod kątem marketingowym) o kilkanaście lat sojusze z komunistami były tylko przypięczetowaniem nieuniknionego. Nie pamiętam, kiedy i w jakim kontekście pierwszy raz pojawiło się określenie "Mumia Wolności", jednak z biegiem lat coraz bardziej pasowało do tego kostycznego i oderwanego od wyborców towarzystwa. Potencjalni wyborcy UW przenieśli swoje sympatie na PO lub (rzadziej) SLD, zaś ci liderzy dawnej UW, którzy nie wybrali partii Donalda Tuska stracili prawie całkowicie znaczenie. Po rozpadzie sojuszu z SLD nie ma już dla nich miejsca na polskiej scenie politycznej, tak samo, jak nie ma go dla SDPL, w którym jedyną rozpoznawalną osobą jest dziewczyna znana tylko dlatego, że barwnie skompromitowała się w komisji badającej sprawę Rywina. Demokraci zaś wybrali nowe władze, w których nie znalazł się ostatnio dość często obecny w mediach Bogdan Lis, znalazła się za to jakaś bliżej nikomu nieznana panienka (Brygida Kuźniak). I to mógłby być już koniec tej historii, gdyby nie pewne "ale" nie pozwalające na tym przerwać.
Skoro jednak istnieje cały czas podaż, ktoś wierzy, że jest też popyt. Tak więc wyborca, który wybrał PO jako antyPiS, zmęczony Platformą (którą może nagle uznać np za prawicę, czyli jednak nie swoich) może sięgnąć po demokratów i SDPL (chyba znów będą się jednoczyć), a jakby tego było mało, wczoraj powrót na scenę polityczną zapowiedziało Stronnictwo Demokratyczne, tym razem pod wodzą Pawła Piskorskiego. Piskorski, oczyszczony z zarzutów, mógłby starać się o powrót do PO, woli jednak grać na własną rękę, a to jest dość znaczący sygnał. SD zaś ideowo pasuje do wspomnianych wcześniej partyjek, ponieważ gdy ostatni raz można było o nim usłyszeć, współpracowało blisko właśnie z Unią Wolności, później zaś z SLD. Jeszcze później popierało wraz z m.in. ZCHN kandydaturę Religi na prezydenta, jednak wtedy już nie miało to najmniejszego znaczenia. Partia ta, na co wskazują niektórzy dziennikarze, zachowała całkiem spory majątek z czasów PRL, gdy była jedną z koncesjonowanych partii politycznych, w której miejsce znalazły osoby dziś pojawiajace się w bardzo różnych miejscach sceny politycznej (JKM, Jerzy Robert Nowak, Renata Rudecka-Kalinowska). Gdy było można, zgłaszała postulaty zgodne ze swoją nazwą, branżowo zaś skupiało się w PRL na rzemieślnikach. Do tej tradycji częściowo można się odwołać, by próbować trafić do elektoratu aspirującego do miana klasy średniej. Tak więc jeśli część polityków uważa, ze istnieje gdzieś uśpiony elektorat dawnej UW, który najpierw zniechęcony tą partią poparł PO i lewicę, a wkrótce będzie szukał nowego depozytariusza swojego zachowania, to reaktywacja SD wcale nie jest ruchem głupszym, niż kolejne ożywianie zombie demokratów, czy też socjaldemokratów.pl
Jeśli ktos lubi obserwować małe stworzonka, będzie miał w najbliższym czasie na co popatrzeć.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)