Dziwnym trafem do walki z Ziobrą wydelegowano prokuraturę w Płocku, z Płockiem zaś wiąże się wiele tropów w sprawie zabójstwa Olewnika. Ponieważ jednak o tej sprawie napisano już wiele, ja pozostanę przy Ćwiąkalskim. Po samobójstwie drugiego z zabójców Olewnika pojawiły się liczne żądania dymisji ministra, jednak nie sądze, by z punktu widzenia Platformy i samego Ćwiąkalskiego śmierć osoby, która mogłaby powiedzieć jeszcze sporo ciekawych rzeczy, była nieszczęściem. W sytuacji, gdy TVP czeka na powrót Roberta Kwiatkowskiego, zapewne tysiące innych miejsc w Polsce czekają na cichy come back jego odpowiedników. To, co udało się w Kielcach Konstantemu Miodowiczowi, może udać się przecież w całym kraju, więc czemu by nie w Płocku?
Minister nie widząc powodów do dymisji jednak ją złożył, pewien, że stanowisko zachowa, tu zaś stało się coś dziwnego, mianowicie - została ona przyjęta, za nią zaś poszły kolejne. Za wszystkim zaś stoi zwykły pech. Oto bowiem zaczęły pojawiać się informacje o wielomiliardowej dziurze budżetowej, które, połączone z tymi o spadku złotego czy większych, niż się spodziewano, rozmiarach kryzysu, mogą być dla gabinetu Tuska groźne. Palikota chwilowo nie dało się użyć, trzeba więc było rzucić kogoś na pożarcie. Ponieważ zaś "samobójstwo" Pazika okazało się być sprawą dość dużego kalibru nawet dla przychylnych rządowi mediów, Ćwiąkalski stał sie oczywistym kandydatem do wyrzucenia za burtę, by powstrzymać zaglądające w oczy widmo utonięcia całego statku. Rzutem na taśmę za nim poleciało jeszcze kilka osób, jednak fakt, że krzywda nie dzieje się Skorży czy Bondarykowi pokazuje, że żadnej zmiany jakości nie będzie. Były już minister spadnie zaś na cztery łapy, gdyż jako adwokat znajdzie się w bardzo dobrej sytuacji. Stokłosa wciąż przecież ma kłopoty, teraz będzie można człowiekowi pomóc, zwłaszcza, gdy wie się dobrze, co jest w aktach, a czego w papierach nie ma. Niezależnie jednak od tego, że krzywda Ćwiąkalskiemu się nie stanie, podniosły się już głosy w jego obronie. Osoby, które twierdzą, że nie było powodów do dymisji, mają rację, jeśli rzecz rozpatrywać z punktu widzenia logiki obecnej ekipy. Sam minister przyznał, że jego dymisja ma charakter wizerunkowy, co potwierdza wcześniejsze dywagacje, jednak myślę, że nie był to jedyny powód. Dzisiejszy dzień, wbrew radości (być może jedynej, jaką mogą tej sprawie zawdzięczać) posłów SLD jest dniem kompromitacji działań resortu sprawiedliwości przeciwko Ziobrze. Ćwiąkalskiemu nie udało się doprowadzić do skazania Ziobry, okazał się być więc nieudacznikiem. Dlatego odchodzi. Zastąpi go ktoś, za kim nie ciągną się niejasne powiązania, ale o takich samych poglądach i liberalnym podejściu. Wśród kandydatów wymienia się dwóch byłych prezesów SN i ministra, który nie poradził sobie na innym stanowisku. Nic się więc na lepsze nie zmieni, zwłaszcza, że jako pierwsze na giełdzie kandydatur pojawiło się nazwisko osoby, która również jako pierwsza wystąpiła w obronie odchodzącego ministra. Odmówiła, rzecz jest jednak symboliczna. Kolejnych dymisji możemy spodziewać się, gdy znów na samobójstwo jakiegoś skazanego/podejrzanego w sprawie wielkiej afery nałożą się doniesienia o kryzysie. A i tych, i tych może być w najbliższym czasie więcej.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)