Trudno się dziwić zresztą, że krzyż przeszkadza, bo prezydent musi mieć spokój, a nie pielgrzymki najbardziej sfrustrowanego elektoratu negatywnego każdego 10-go. Zresztą, możliwe, że i w samym pałacu straszy, bo się coś prezydent-elekt do przeprowadzki nie kwapi. Może powinien wyprosić egzorcyzmy u któregoś z zaprzyjaźnionych biskupów? Swoją drogą ciekawe, że tak chętne do czynienia głównym miejscem kultu Świątyni Opatrzności Bożej władze kościelne o krzyż spod pałacu się nie upomniały? Może też nie chcą kłopotliwych odwiedzin osób, które nie zrozumiały przesłania budującej zgody?
Na razie krzyż jednak stoi, a ludzie przychodzą. Wczoraj, po happeningu Ruchu 10 Kwietnia, pod pałacem pojawił się znów tłum. Mniejszy co prawda, niż w maju, jednak - o wiele większy, niż miesiąc temu, nie mówiąc już o zwykłych niedzielach, gdy na Krakowskim melduje się zawsze kilkadziesiąt osób. Wczoraj było spokojnie ponad tysiąc. I coś czuję, że większość z odwiedzających wraz z krzyżem nie zniknie, tak, jak nie zniknie problem prowadzenia śledztwa tak, by przypadkiem niczego nie ustalić, z równoczesnym obarczaniem winą bądź to pilotów, bądź to Lecha Kaczyńskiego. Skoro jednak mentorem dzisiejszych władz jest Lech Wałęsa, może w myśl zasady "stłucz pan termometr, nie będziesz pan miał gorączki" postanowiły pozbyć się krzyża, by i katastrofę mieć z głowy.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)