abc.onet.pl/1894,kontent.html
Jeśli chodzi o bezwizowy wjazd do Australii, to łaskawie proszę nie
dezinformować i nie robić głupich nadziei polskim bezrobotnym. Prędzej będą bez
wiz ścinać trzcinę cukrową w Salwadorze.
Po pierwsze - to co napisał Onet, to nieprawda.
Zadzwoniłem do informacji konsularnej australijskiego MSZ (Department of
Foreign Affairs and Trade) i zapytałem, czy toczą się aktualnie jakieś rozmowy
w sprawie bezwizowego wjazdu do Australii dla obywateli polskich. Podałem URL
do oryginalnej wiadomosci w Onecie. Powiedzieli, że nic o tym nie wiedzą, ale
zaraz zapytają w wydziale Europy Wschodniej. Za 15 minut oddzwoniła miła
panienka z wydziału Europy Wschodniej i powiedziała, że nic takiego się nie
dzieje, wiadomość jest niezgodna z prawdą, a podczas zakończonej właśnie wizyty
tow. Cimoszewicza tego tematu nie poruszano. Ponarzekaliśmy sobie razem trochę
na głupich pismaków Onetu i pożegnaliśmy się uprzejmie. Przy czym nikt nie
pytał kto ja jestem, ani po co mi ta wiedza. Jak ktoś chce, to może spróbować
zadzwonić w Warszawie i uzyskać ten sam standard obsługi obywatela przez
telefon w polskim MSZ. Podobno w Polsce jest teraz tak samo jak wszędzie, więc
zobaczymy co mu uprzejmie odpowiedzą.
Po drugie, sam Cimoszewicz pośrednio potwierdził - łamaną angielszczyzną - na
konferencji prasowej w australijskim MSZ w zeszłym tygodniu, że tego tematu nie
poruszał; szczytowym osiągnięciem negocjacyjnym ministra była nadzieja, na
niczym konkretnym nie oparta, że bogaci Australijczycy będą chcieli płacić za
studia w Polsce:
www.dfat.gov.au/media/transcripts/2003/030305_polish_formin.html.
"We are very glad that Australia also was such a hospitable country to Polish
migrants especially those who decided to come here because they didn't come to
our own country because of political reasons. There is no more such a
situation in Poland and I hope that people will move between our countries
either more frequently just because of having such an interest, because of
deciding to learn, studying and so on. One of the issues that I believe we'll
soon talk about is enhancing student exchange programs because, as I
understand, there's growing interest not only in Europe, I believe obviously in
Australia to study in other country and other continent."
Po trzecie - nie ma obawy wjazdu bezwizowego dla Polaków.
Australia ma powszechny obowiązek wizowy dla wszystkich cudzoziemców, z
wyjątkiem obywateli Nowej Zelandii. Z tym, że obywatele 32 krajów kwalifikują
się do "elektronicznej wizy" (Electronic Travel Authority), którą można uzyskać
również przez telefon albo Internet:
www.eta.immi.gov.au/ETAAus1En.htmlhttp://www.eta.immi.gov.au/ETAAus2En.html
ETA to"wirtualna wiza" - nie umieszcza się nic fizycznego w paszporcie, żadnego
stempla ani nalepki, ale jeśli kto ma szlaban na wjazd do Australii w tutejszym
komputerze, to nie wpuszczą go do samolotu na lotnisku odlotowym, bo system
jest połączony szybkimi łączami z komputerami wszystkich linii lotniczych
latających do Australii.
Na ETA załapują się obywatele następujących krajów:
Andorra, Austria, Belgium, Brunei, Canada, Denmark, Finland, France, Germany,
Greece, Hong Kong SAR, Iceland, Ireland, Italy, Japan, Liechtenstein,
Luxembourg, Malaysia, Malta, Monaco, Netherlands, Norway, Portugal, San Marino,
Singapore, South Korea, Spain, Sweden, Switzerland, United Kingdom, United
States of America, Vatican City.
Obywatelom polskim przyjdzie na ETA poczekać do czasu, kiedy zamożność RP
osiagnie poziom Monaco, a moralność standard Watykanu.
Po czwarte, nikt w Australii nie będzie traktował MSZ RP jako poważnego
partnera do poważnych rozmów, a to z powodu jak najgorszych doświadczeń:
a) polskiej odmowy ratyfikacji polsko-australijskiego traktatu o
stosunkach konsularnych, wynegocjowanego z dużym nakładem czasu i środków, a
podpisanego 7 maja 1991 roku w Canberze przez ministrów spraw zagranicznych
Australii i RP Garetha Evansa i Krzysztofa Skubiszewskiego, oraz
b) polskiej próby uszczęśliwienia Australii towarzyszem Jerzym
Jaskiernią jako ambasadorem Rzeczypospolitej Polskiej w 1996 roku, co wywołało
protesty Polonii, oraz znaczny niesmak w tutejszym MSZ, ponieważ tow. J. jest
notowany w wielu krajach zachodnich jako współpracownik wywiadu PRL, zaś jego
akrobacje lustracyjne w Polsce raczej te notowania potwierdzają, niż im
zaprzeczają. Tow J. nie ma co prawda kompletnego szlabanu na Zachodzie, bo to
było dawno, ale ambasadorem może zostać najwyżej na Kubie, o ile się
pośpieszy, żeby zdążyć przed śmiercią Fidela.
c) świeżutkiego mianowania ambasadorem Rzeczypospolitej Polskiej, w 2003
roku, absolwenta moskiewskiego instytutu spraw zagranicznych MGIMO, kuźni
młodych kadr KGB, oraz WSNS przy KC PZPR; ambasador Jerzy Więcław ukończył
MGIMO w 1973 roku, a WSNS przy KC PZPR w 1980 roku.
rp.pl/gazeta/wydanie_030213/publicystyka/publicystyka_a_1.html
Natomiast do jednostronnego zniesienia wiz dla obywateli Australii i Kanady
przez Polskę będzie rzeczywiście niezadługo musiało dojść, w ramach
obowiazkowego spełnienia przez Polskę warunków członkostwa grupy Schengen po
akcesji do Unii Europejskiej. Inaczej piętnaście państw członkowskich Unii i
dziewięć państw wstępujących do UE musiałoby na życzenie Warszawy wprowadzić
wizy wjazdowe dla WSZYSTKICH obywateli Australii i Kanady. Polska ma na to
takie same szanse, jak poseł Kalisz z SLD na posadę solisty w balecie. Polska
naturalnie do traktatu z Schengen przystępować wcale nie musi, ale wtedy
niemiecka kontrola wjazdowa na Odrze nie zostanie zniesiona.
Ponieważ tym razem warunków wjazdu bezwizowego do Polski dla wszystkich
Australijczyków i Kanadyjczyków będzie pilnować Unia, to szanse RP na powtórkę
z rozrywki w formie większej i lepszej polskiej "pułapki paszportowej" są takie
same, jak na wywołanie posła Kalisza oklaskami na scenę przez publiczność, żeby
bisował solowy taniec umierającego łabędzia.
Autor: prawdziwystarywiarus


Komentarze
Pokaż komentarze