Aby nie być posądzonym o kopiowanie, zazanaczam tylko * dyskurs pomiędzy follow and no ten jak mu tam administratorem specjalizującym się w obronie pań. Przez wrodzoną delikatność i nabytą grzeczność nie nazwę tego krętactwa po żołniersku, gdyż posiadam miejsca w blogosferze, które są nieco mniej kontrolowane, na których mogę sobie pozwolić nawet na użycie słów zaczynających się na b lub na k.
Gdzie trzeba było napisać, to już zupełnie inna bajka, do której też nie będę linkował.
A teraz ulatniam się po angielsku.


Komentarze
Pokaż komentarze