60 obserwujących
145 notek
240k odsłon
1016 odsłon

Prokuratura Wojskowa i Tusk na jednym smoleńskim wózku

Wykop Skomentuj9

Całkowicie abstrahując od rzekomej obecności śladów materiałów wybuchowych na miejscu katastrofy smoleńskiej, chciałbym poddać krótkiej analizie wczorajsze wystąpienia prokuratora Szeląga i premiera Tuska. Dwa wnioski płynące z konferencji prokuratora Szeląga z NPW opisałem wczoraj. Nie są to wnioski krzepiące. Ani dla prokuratora Szeląga, ani dla NPW, ani dla państwa, dla Polski (rozumianej jako nasze wspólne dobro, a nie jako polityczny interes Donalda Tuska).

Dziś, po wysłuchaniu wczorajszej konferencji prasowej Donalda Tuska, można pokusić się o kolejne wnioski, ponieważ premier będąc w narożniku wykazuje tendencje do nieprzemyślanych ataków i wypowiedzi. Wychodzi z tego potem coś na kształt linii obrony marszałek Kopacz ("byłam w Smoleńsku nie jako minister, ale jako opiekunka rodzin"), czyli zamiast obrony mamy dalsze pogrążanie się w smoleńskich ruchomych piaskach.

Premier wczoraj przyznał, w reakcji na pytania o konferencję naukowców na temat Smoleńska, że dla niego osobiście w sprawie katastrofy smoleńskiej ma znaczenie wyłącznie to co ustalą "instytucje państwowe", całą resztę ludzi i instytucji starających się wyjaśnić co się stało określił mianem instytucji "antypaństwowych".

 Pokazuje to dobitnie sposób myślenia Donalda Tuska o państwie (zwraca uwagę na to w swoich ostatnich tekstach bloger Rybitzky). Mianowicie Donald Tusk identyfikuje państwo jako urzędników, którzy w sposób bezpośredni, albo pośredni (np. sędziowie na telefon) podlegają jemu. Cała reszta to "antypaństwo". Interes państwa to osobisty interes Donalda Tuska. Zagrożenie Donalda Tuska, to zagrożenie dla całego państwa. W obronę zagrożonego interesu Donalda Tuska, premier jest w stanie zaangażować cały aparat państwowy, urzędników, prokuratorów, sędziów, Sejm, Senat i Prezydenta.

Drugą ważną kwestią poruszaną przez Donalda Tuska była pochwała śledztwa prowadzonego przez Naczelną Prokuraturę Wojskową. Premier jest zadowolony z przebiegu śledztwa, docenił także "dociekliwość" prokuratorów. Nie bardzo rozumiem, jak dociekliwością można nazwać przeprowadzenie badań na obecność materiałów wybuchowych po ponad dwóch latach od katastrofy. Widać, że premier i NPW jadą na tym samym smoleńskim wózku, jakikolwiek przełom w śledztwie jest końcem kariery zarówno Donalda Tuska jak i prokuratorów wojskowych. W ogóle kwestia "dociekliwości" NPW zasługuje na osobną analizę i jestem pewien, że kiedyś, kiedy premierem nie będzie już Donald Tusk, taka analiza "dociekliwości" NPW zostanie przeprowadzona i ujawniona społeczeństwu.

Prokurator w założeniu powinien być dociekliwy i podejrzliwy. Na podstawie poszlak, dowodów i zeznań świadków powinien dążyć do postawienia zarzutów osobom winnym danego zdarzenia, lub osobom mataczącym i ukrywającym prawdę o danym zdarzeniu (zarzut współudziału). Tymczasem NPW od początku śledztwa smoleńskiego zajmuje się wyszukiwaniem usprawiedliwień, "uspokajaniem społeczeństwa" (wczoraj sami to przyznali) i markowaniem czynności śledczych. 

Rosjanie niszczą dowody, tną wrak, wybijają szyby w oknach Tu-154m, NPW stwierdza, że nie można mówić o niszczeniu dowodów, bo Rosjanie najprawdopodobniej cięli wrak aby go przetransportować. Rosjanie wysyłają "poprawioną" wersję zeznań kontrolerów lotu, NPW przyjmuje nowe zeznania i włącza je do akt. Rosjanie fałszują dokumentację medyczną dotyczącą sekcji, prokuratura za błędy obarcza winą rodziny ofiar. W końcu na szczątkach samolotu biegli odnajdują ślady cząsteczek mogące świadczyć o obecności materiałów wybuchowych, NPW stwierdza że równie dobrze mógłby to być namiot lub pestycydy.

Obserwując tak "dociekliwe" śledztwo NPW wyobraziłem sobie prokuratora Szeląga w hipotetycznej akcji: w mieszkaniu znaleziono trupa kobiety, z ranami kłutymi, na miejscu policja i prokurator Szeląg zastają męża kobiety, który jeszcze przed przyjazdem śledczych zaczął sprzątać mieszkanie - powycierał krew. Policjanci robią się podejrzliwi, ale prokurator Szeląg uspokaja: "Panowie, spokojnie być może mąż zamordowanej przygotowuje ją do transportu". Rozpoczyna się przesłuchanie, mąż plącze się w zeznaniach, zmienia wersje wydarzeń, policjanci robią się jeszcze bardziej podejrzliwi. Ale prokurator Szeląg uspokaja: "Panowie, to przez stres związany z trudną sytuacją, przyjmijmy jako zeznania świadka ostatnią wersję". Po dwóch i pół roku sprawa nadal pozostaje niewyjaśniona, "w materiałach śledztwa nie ma dowodów wskazujących na udział osób trzecich", ale pojawia się przełom. W gazecie dziennikarz śledczy ujawnia, że po ponownym przeszukaniu mieszkania za pomocą wykrywacza metali odaleziono narzędzie zbrodni - zakrwawiony nóż. Tymczasem prokurator szeląg zwołuje konferencję na której ogłasza: "Zdecydowanie zaprzeczam by znaleziono narzędzie zbrodni, doniesienia gazety są nieprawdziwe. Co prawda znaleziono nóż, który pasuje do ran kłutych na ciele ofiary, były także na nim ślady krwi, ale to wcale nie oznacza, że było to narzędzie zbrodni. Specjalistyczne badania laboratoryjne, których wynik poznamy za pół roku pozwolą ostatecznie wykluczyć, że mieliśmy do czynienia z morderstwem. Pozwolę sobie na wielkie uproszczenie: to że znaleźliśmy zakrwawiony nóż o niczym jeszcze nie świadczy, ponieważ mógł to być nóż którym ktoś kroił wołowinę na tatar. Proszę nie traktować tego jako anegdoty".

Tak mniej więcej wygląda dociekliwość prokuratora Szeląga i całej NPW.

Wykop Skomentuj9
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale