Blog
Watch my shoes
caster
caster programista, kreator niefortunnych momentów uniesień i straconych chwil
0 obserwujących 6 notek 3905 odsłon
caster, 27 maja 2009 r.

Finał

Finał zwykle jest zakończeniem. Finałowy pojedynek, finalna prosta. Finał to coś, co kończy wszystko będące wcześniej. Ta notka będzie o finałach i o początkach.

To dziś. Środa, 27 maja 2009, finał Ligi Mistrzów. Zagorzałym kibicem nigdy nie byłem, ale fajnie sobie czasem oglądnąć jakiś meczyk, choćby po to, by pogadać trochę do szklanej bańki, jeśli pod ręką nie ma, nazwijmy to umownie, zhumanizowanych kineskopów. Niestety, będąc już od dawna odciętym od telewizji, zostałem, można powiedzieć, zmuszony do poszukania innych środków przekazu, a jako że mój niezawodny iPlus działa dziś z patologicznie przygnębiającą prędkością sięgającą pięćdziesięciu kilku kilobitów na sekundę, chęci śledzenia on-line poczynań finałowych chłopaków na finałowej płycie boiska w Rzymie są w moim przypadku finałowo skazane na tak zwany 'parmezan z krowim łajnem', czyli, mówiąc wprost, na porażkę. Nawet gdybym pokusił się o wyłączenie wizji i zdanie się na relację foniczną z finałowego spotkania, dźwięki dochodzące ze leciwego Fujitsu Siemens'a, którego pożyczyłem sobie z firmy po tym jak kilka dni temu skradziono mojego prywatnego laptopa, w żaden sposób nie przypominałyby poezji którą w każdym, czy stałym, czy zmiennym, fragmencie gry zmagających się ze sobą nawet najbardziej stoczonych drużyn potrafi sklecić Dariusz Szpakowski. Chłopak jest dobry, zna się na rzeczy i, jak powiedział jeden z moich towarzyszy codziennych zmagań zawodowych, 'weteran spotkań na szczycie, puszczanych w dwójce', nawet mimo tego, że 'potrafi przysnąć nad mikrofonem gdy nic się nie dzieje'. Coś w tym jest. Nikt nie lubi nudy, nikt nie lubi udawać że jest ciekawie, kiedy w prostej linii i bez ogródek zawiewa przenikającą wszystko apatią. Kto jednak, jeśli nie Szpaku, potrafiłby sprawić, że każda bramka, nawet największego szmaciarza z siódmej ligi najmniejszej dziury na Świecie, cieszyłaby jeszcze przez najbliższe siedemdziesiąt dwie godziny. Jeśli chodzi o piłkę i jej przekaz dla szaraków (tak, Ty też jesteś szary, tak właśnie wyglądasz patrząc na wszystkie kolorowe reklamy), tylko on potrafi zatrzymać czas, powtórzyć ostatnie dziesięć sekund i zapętlić w nieskończoność, wplatając w nie szał wariata zmieszany z subtelnością ulotnej chwili.

Jednak nawet Szpak, będąc na moim miejscu i szukając jakiejkolwiek alternatywy kontaktu ze środkami przekazu, błądząc po internecie i doznając z każdą otwartą witryną wrażenia dreszczyku odkrywcy i żenującego uczucia dejavu jednocześnie, po kilku chwilach stwierdziłby 'A niech to, zacznę pisać bloga'.

Jak widać, nawet niewidzialne zakończenie kolejnego sezonu zmagań Ligi Mistrzów, z niesłyszalnym Dariuszem Szpakowskim w tle, może być początkiem żeglugi po nieprzebranym morzu uzewnętrzniania, być może nieświadomie poddanych krytyce, impulsów ludzkiego umysłu na przestrzeń cyfrowych pozornie białych, pozornie kartek, pozornie papieru.

Ze stadionu WEBbley żegna Państwa, ciągle niesiony falą dopingu i żarzących się jak światła stopu w nowej Skodzie Superb endorfin, Caster.

Opublikowano: 27.05.2009 22:41.
Autor: caster
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • Oczywiście Oczywiście świadomość na temat UE z pewnością wpłynęła na nikłą...
  • Czy na pewno cisza jest zła? Czy cisza wyborcza to taki zły pomysł? Ja tak nie uważam,...

Tematy w dziale