Co czujecie spoglądając na Słońce? Wiadomo, kochanego słoneczka zawsze brak, zwłaszcza jesienią i zimą, ale ilu z nas zdaje sobie sprawę, że Słońce jest gigantycznym reaktorem termojądrowym? Energia, wysyłana przez Słońce, jest wstanie np. ogrzać planetę odległą o ok. 150 000 000 km do tego stopnia, by mogło na niej zaistnieć życie. Co możemy bez problemu stwierdzić i udowodnić, zaglądając co ranek w lustro.
Niestety, do wydzielania energii konieczna jest olbrzymia temperatura. Gdyby udało się przeprowadzić podobną reakcję, ale w temperaturze w miarę normalnej - mielibyśmy źródło energii podobne do Słońca (oczywiście nieporównywalnie mniej energetyczne - chodzi o zasadę, nie wielkość). W dodatku takie źródło moglibyśmy zastosować np. w samochodach, 'tankując" je raz na kilka miesięcy. W ogrzaniu domu, "ładując" baterie raz na rok. Marzenie, nieprawdaż? Takie energetyczne - no może nie perpetuum mobile - ale niesamowicie tanie źródło energii, całkowicie uniezależniające nas od ropy naftowej.
Marzenie?
Był dzień 23 marca roku 1989. Cały naukowy świat ze zdumieniem dowiedział się o cudzie energetycznym - czyli tak zwanej zimnej fuzji. Tego dnia dwaj fizycy - Stanley Pons z Uniwersity of Utah oraz Martin Fleischmann z University of Southampton ogłosili, że udało im się osiągnąć zimną fuzję atomów deuteru przy pomocy tzw. ciężkiej wody (H2O, ale zamiast atomów wodoru w związku z tlenem są atomy deuteru lub trytu) oraz elektrod palladowych. Świat ogarnęła gorączka - wszak po raz pierwszy pojawiła się możliwość rozwiązania problemów energetycznych, w dodatku uniezależniając świat od ropy naftowej i produktów ropopochodnych. Mówiło się nawet o Noblu dla naukowców, ale...
Ale okazało się, że nikt nie jest w stanie powtórzyć eksperymentu. Coraz głośniej przebąkiwano, że to tylko oszustwo. Tylko nieliczni stali na straży opinii, że Pons i Fleischmann przez zupełny przypadek odkryli coś, co jest w stanie rozwiązać problem energetyczny świata. A doświadczenia powtórzyć nie można, gdyż naukowcy wprowadzili całkiem nieświadomie jakiś czynnik, którego nie opisali w wynikach.
Tym niemniej cały świat doszedł do wniosku, że było to jednak - być może nieświadome - oszustwo.
Problem zimnej fuzji odżył jednak ponownie.
14 stycznia 2011 roku dwóch naukowców z Włoch - Andrea Rossi i Sergio Focardi z Uniwersytetu Bolońskiego ogłosili, iż udało im się zbudować reaktor niklowo-wodorowy, dający 12 kW ciepła. Bez promieniowania, bez strat, bez wykorzystania ropy, wiatru, słońca.. Całkowicie czysta energia! 12 kW to niewiele - ale w zupełności wystarczy, by ogrzać dom o powierzchni 100 metrów kwadratowych.
Do działania reaktora potrzeba mocy ok. 400 Watów. Czyli za 400 W energii otrzymujemy 12,4 kW - całkiem niezły przelicznik!
Najciekawsze jest to, że w/w naukowcy nie do końca wiedzą, jak to działa. Choć akurat ja podejrzewam, że jest inaczej - wiedzą, doskonale wiedzą, ale póki co nie chcą ujawniać. Obecnie trwają prace nad budową elektrowni o mocy 1 mW (połączonej z kilkudziesięciu modułów), a ponoć pod koniec roku takie minielektrownie znajdą się w sprzedaży. Dostępne dla każdego. Naukowcy twierdzą, że taki właśnie reaktor zasilał pewną fabrykę przez dwa lata.
Żeby nie było za pięknie - póki co nie ma co marzyć o zastosowaniu tych minielektrowni do ogrzewania domów. Jak twierdzą autorzy - to może być kwestia nawet 10 lat. Znając życie, jeśli to nie jest kolejny humbug, można mówić o najwyżej pięciu latach oczekiwania. Ale też oczekiwania na wynalazek, który wywróci do góry nogami system dystrybucji energii oraz pozwoli na zastosowanie źródła niezależnego od produktów węglowodorowych.
Czyżby włoscy naukowcy odnaleźli Św. Graala fizyki?
Inne tematy w dziale Technologie