Na "wpolityce.pl" przeczytać można zaproszenie na jutro do "Hybryd" na debatę: "Prezydentury IIIRP. Zmarnowane szanse. Wnioski na przyszłość."
Był jeden prezydent, który nie zmarnował szansy, przynajmniej swojej, bo urzędował dwie kadencje. Wybrany jako fajny, ludzki Olek, potrafiący w rytm disco-polo potrzasać odchudzonym ciałem i mówiący każdemu coś miłego. Miał być wytchnieniem po Poprzedniku / "P" nie ze względu na osobę, ale na to, co Wałęsa jednak uosabiał /, który wypelniał media walką o swoje prerogatywy w stylu nie kończącego się wiecu. Kwaśniewski obiecał być prezydentem wszystkich Polaków, co rozgrzeszyło ludzi "Solidarności" z głosowania na niego. I nie było tak źle. Mimo, że partia Kwaśniewskiego, postkomunistyczna SLD wraz z dawnym ZSL-em, dwa lata przed wyborami prezydenckimi przejęła władzę w Sejmie i rządzie, PRL nie wrócił. Trochę chyłkiem i tylnymi drzwiami, ale od frontu Rzeczpospolita, jak najbardziej. I zdarzyła się wizyta w Charkowie, na grobach katyńskich.
Katyń - tym wspólnym mianem określano trzy miejsca spoczynku zamordowanych przez Sowietow polskich oficerów - przemilczany, to byl jeden z fundamentow PRL. Katyń jawnie czczony, to był jeden z fundamentów wolnej Polski. I w jednym z tych miejsc, pod Charkowem raczył sie zjawić Aleksander Kwaśniewski, z urzędu personifikacja wszelkich imponderabiliów państwa i narodu. Włos stojący dęba, wzrok szklany, z wielkim trudem zachowywal równowagę składając wieniec. Wreszcie musiał się wesprzeć na kimś ze świty, precyzując zawisł na wyższym od siebie współpracowniku.
Kancelaria po kilku dniach wydała komunikat o chorej nodze prezydenta. Stojący bardzo blisko ówczesny przewodniczący UW powiedzial, że nie zauważył niczego niezwykłego w jego zachowaniu. TVP zgubiła kasetę to, co widzieliśmy, zobaczyliśmy po kilku dniach w TVN i Polsacie. Przedstawicielka Rodzin Katyńskich dawała coś do zrozumienia w niskonakładowej prasie. Było zdarzenie, a jakby go nie było.
Impeachment? Nie mamy takiej tradycji, ale przecież niedługo wybory. W sumie szkoda chłopa, nie był taki najgorszy zwłaszcza, że jedyny liczący się konkurent nie budził entuzjazmu. Potrzebne mu to było? No ale przecież coś takiego dyskwalifikuje. Pokazał, że jednak jest przede wszystkim byłym komunistą, jak żolnierz republiki w kościołach Hiszpanii, zbeszceścłl świeckie wprawdzie, ale sacrum. Facet postawł się poza wyborem. Może to i lepiej, bo przynajmniej wyszło dobitnie w jak dużym poważaniu ma on imponderabilia, ktore z urzedu uosabia.
Aleksander Kwaśniewski wygrał wybory w pierwszej turze.
Sztab konkurenta pokazywał, co należy w kampanii wyborczej. Bez skutku. Nawet ten sztab, jak najbardziej tradycyjnie polski i solidarnościowy, nie odróżniał Charkowa od innych wpadek głowy państwa. Mówiono coś o kłopotach z alkoholem. Są k łopoty i kłopoty. Są miejsca, gdzie jest to śmierć polityczna. Wyobraża ktoś sobie Chiraca w takim stanie pod Łukiem Triumfalnym? Skoro nawet dla tych sztabowców cmentarz pod Charkowem i bagażnik gdzieś w białoruskim plenerze nocą, to był równowartościowy ciąg wpadek...
W pierwszej turze. Naprawdę. Są tacy, co mówią, że i trzeci raz by wygrał.. Może mają rację?
A teraz proroctwo: Janusz Palikot będzie prezydentem tego kraju.Wprawdzie dotychczas nikczemnie atakował tylko osoby, a nie to, co stanowi o całej wspólnocie, ale jeszcze wszystko przed nim.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)