Pod rozwagę, czy ku pamięci? Chyba jednak pod rozwagę, choć pamiętać wypadałoby to i owo. Opaskudzanie ma długą tradycję. Opaskudzanie Powstania, bo powstańców czciła nawet komuna. Półgębkiem z absurdalnym wyolbrzymieniem roli AL w ogólnopartyzanckiej walce narodowo-wyzwoleńczej, ale jednak. AK po rytualnym ustawieniu na trzecim miejscu, po AL i BCH mogła usłyszeć ostrożne słowa wybiórczej aprobaty od rządzących jako wspólnota "Kolumbów rocznik 20-sty". Akowcy tym bardziej, jeżeli byli zwykłymi żołnierzami, zmanipulowanymi przez londyńskich i sanacyjnych politykierów, którzy dla wlasnych klasowych korzyści...Dosyć, starsi pamiętają, młodzi niech pytają. Generał Jaruzelski rozglądał się gospodarskim spojrzeniem po ruinach Banku na Bielańskiej, co pokazał DTV z informacją, że już zaczęły się tam prace nad Muzeum. Właśnie - Powstania, czy Powstańców? Pomnik na placu Krasińskich to na pewno Pomnik Powstanców. A i wcześniej, za Gierka niejeden powstaniec mógł odwiedzić młodzież szkolną i opowiedzieć o walkach, w jakich uczestniczył. Bez polityki, rzecz jasna, konkrety, jak strzelał do Niemców, wspólnych wrogów Polski i ZSRR. O "Zośce", "Parasolu" i "Kamieniach na szaniec" dowiedzieć się można było z legalnie wydanych książek. Media mówiły życzliwie o patriotyzmie ówczesnej młodzieży mistrzowsko konstruując przy okazji kontekst, z którego dobitnie wynikało, że tamci to są wzory dla nas, dojrzewających w PRL. A miłość Ojczyzny aż do ofiary życia ma budzić miłość i poświęcenie dla PRL-u właśnie. Innej Ojczyzny nie ma i nie będzie, zresztą po co skoro ta jest najlepsza w historii. Prelegenci kombatanci nie podzielali tego zachwytu ale skoro cały świat się trząsł przed Związkiem Radzieckim to przekazywali wartości w ustalonych przez władzę ramach.
Obecnie jest podobnie. Powstańcy, owszem godni szacunku, ale Powstanie to już wprawdzie nie awantura na rzecz klasowych interesów hrabiego Komorowskiego, lecz krok szalony ludzi, w głowach których unosił się mistyczny siwy dym. Decydować mieli samobójcy karmieni romantycznym mesjanizmem. Rzeczywiście dowództwo nie ustrzegło się mierzenia sił na zamiary w szczegółach, planowaniu i taktyce. Ogólnie i strategicznie, w aspekcie politycznym i podporządkowanym mu wymiarze wojskowym była to decyzja racjonalna. Kto wie, czy nie najlepsza w tym czasie z możliwych. Szanowny poszcególny obrońca życia niewinnych cywilów, dóbr kultury i substancji materialnej Warszawy zechce uprzejmie sobie teraz wyobrazić, że jest "Borem" lub Jankowskim. Najlepiej władzą wojskową i cywilną w jednym, gdy Londyn wysyła sprzeczne sygnały. Jesteśmy w stolicy, którą opuszcza jeden okupant, a nadciąga drugi. Co robić? Czekać co będzie i tłumaczyć sobie humanitarną wyższość Kołymy nad Auschwitz, czy wystąpić przed nadciągającymi jako suweren? Pierwsza wersja to nieuchronna bolszewizacja kraju; druga daje cień szansy na suwerenność. Bez wzgledu na to, co wiedzieli decydenci o Teheranie, to trudno byłoby wymagać obrony naszych interesów przez aliantów nie dając im argumentów. A propaganda Stalina działała wszędzie. W angielskiej prasie pisano o biernej AK, co nota bene zmusiło Andersa, radykalnego krytyka Powstania, do szturmu Monte Cassino. W Warszawie ulotki komunistyczne wspomagane przez radiostację PKWN-u wzywały do zrywu i gdyby doły akowskie nie dały się utrzymać w dyscyplinie czekania na co dalej i zaczęły dzialania spontanicznie, to kierownictwo nad takim powstaniem przejęłaby AL. Właśnie PKWN - już od 22 lipca" był w ogródku i witał się z gąską".
Co powinny zrobić w tej sytuacji podziemne władze? Dokładnie to, co zrobiły. Przykład Wilna nie mógł ich powstrzymać. Trzeba było zaryzykować, Warszawa dla świata to nie prowincjonalne jednak Wilno, a i siły w niej zgromadzone były bez porównania większe. Mogli Rosjanie i ich spacyfikować, zakładając wejście Armii Czerwonej do wolnej Warszawy, ale huk byłby większy. Liczono, że w razie powodzenia Powstania bolszewicy się jednak nie odważą. A jeżeli się odważą, to próbowaliśmy. Spróbowaliśmy wszystkiego, co było możliwe i mamy czyste sumienia: Delegata Rządu RP, oficera WP.
Krytykanci Powstania mają rację w detalach. Nie tego dnia, nie o tej godzinie, nie w takim bałaganie decyzyjnym. Ale gdybyśmy mieli wtedy do dyspozycji lepszych decydentow, to skutek byłby taki sam. Może lepiej wywołane i przygotowane Powstanie potrwałoby dwa tygodnie dłużej. Czy ci hipotetyczni, lepsi decydenci /Rowecki/ podjęliby decyzję przejścia warszawskiego AK do lasu? Po to żeby podgryzani przez partyzantkę Niemcy szybciej ustąpili dając tym samym pole PKWN-owi? A opcja przyczajenia się w dalszej konspiracji? W mniej radykalnej wersji - nie walczymy z komuną militarnie, a pracą organiczną. Przechowujemy substancję i wartosci i wtedy trudniej byłoby skomunizować Polskę. Wolne żarty. Podesłaliby jedną dywizję NKWD więcej. Poradzili by sobie. Poza tym nie wiadomo czy Warszawa nie stałaby się Festung Warshau. Festung Breslau została zniszczona w 70 procentach. Niemieckie, bądź co bądź, miasto.
Z punktu widzenia kraju, któremu zależy na niepodległości decyzja podjęcia walki w Warszawie była chłodną i racjonalną decyzją. Trzeba pamiętać, że wyżsi oficerowie walczyli o wolną Polskę w 1920 roku, a podchorążowie wychowali się w jej kulcie w I I RP. Uzyskana po 120 latach niepodległość to było świeckie sacrum dla tamtych pokoleń w stopniu, jakiego urodzeni po II Wojnie nie są sobie w stanie wyobrazić. Dająca sie wytłumaczyć w kategoriach wcale nie romantycznych, a racjonalnych decyzja spowodowała tragiczny skutek. I tyle.
W tragedii greckiej nie było happy endów /przynajmniej przed Eurypidesem/. Co było złego w podróży Edypa gościńcem? Nic, a jakie skutki. Jakich antycznych bogów obraziła KG AK w połowie XX wieku w katolickim kraju? Tego nie wiadomo, ale wiadomo, że są liczni Polacy uniemożliwiający katharsis z uporem godnym lepszej sprawy. Od emigracyjnego Londynu przez PRL do IIIRP: szaleńcy, głupcy bez wyobraźni, sąd wojenny, zgrana soldateska w służbie obszarników i kapitalistów i dzisiaj z powrotem do emigracyjnych szaleńców. W tym jazgocie trudno budować wspólnotę, społeczeństwo, naród. No, chyba że umawiamy się, ze przestajemy sobie zawracać głowę wspólnotąi narodem - no to zupelnie inna sprawa.




Komentarze
Pokaż komentarze